Antywojenna demonstracja w Warszawie
Satyra policyjna

Biorąc udział ostatniej w manifestacji przeciwko planowanej napaści Busha na Irak oraz dalszym morderstwom na ludności cywilnej tego kraju, poczyniłam pewne spostrzeżenia, co do kierunku rozwoju "demokracji" w Polsce i chciałabym się nimi podzielić.

24 września 2002 r., w czasie nieoficjalnego spotkania ministrów obrony NATO, odbyły się w Warszawie dwie manifestacje antywojenne - obie tak legalne, jak tylko można sobie wyobrazić. Pierwsza pikieta pod ambasadą USA odbyła się bez przeszkód. Po jej zakończeniu część uczestników manifestacji udała się na miejsce drugiej, również jak najbardziej legalnej pikiety - pod hotel, w którym zostali zakwaterowani ministrowie obrony NATO. I tu się zaczęło.

Przybyłych na miejsce powitali policjanci w liczbie co najmniej równej (jeśli nie przewyższającej) liczbie manifestantów. Odniosłam wrażenie, że od początku robili wszystko, żeby nas sprowokować do czegoś więcej niż pokojowa manifestacja. Nie pozwolili nam się ustawić w miejscu wcześniej uzgodnionym, wyznaczając w zamian kawałek chodnika o wiele bardziej oddalony od adresatów pikiety. Ustawiali nas na tym kawałeczku chodnika przy akompaniamencie głośnych, raczej chamsko brzmiących, pokrzykiwań, a niektórym starali się "pomagać" poprzez ich popychanie. Ponieważ jednak nie daliśmy się sprowokować i nikt z nas nie zareagował zbyt emocjonalnie, znaleźli sobie inny punkt przyczepienia.

Na jednym z transparentów znajdował się satyryczny rysunek przedstawiający Busha jako Hitlera XXI wieku. W rysunku tym użyto swastyki jako symbolu, który jest dla wszystkich zrozumiały. Pamiętam, że widziałam niedawno w kilku czasopismach podobne rysunki, z tym że swastyka była w nich "przyczepiona" nie do Busha, lecz do Arafata lub Saddama Hussajna. Jakoś nie słyszałam, żeby redakcjom tych gazet ktokolwiek zarzucił propagowanie symboli faszystowskich. Nam jednak taki zarzut zrobiła dowodząca tam policjantka o nieznanym nam nazwisku (zapytana o nazwisko, mruknęła coś niewyraźnego). Znaczenie karykatury na transparencie było zrozumiałe nawet dla dziecka ze szkoły podstawowej. Na takiej samej zasadzie można by uznać, że rysunek przedstawiający budzącego odrazę pijaka z czerwonym nosem i butelką w garści - jest reklamą napojów alkoholowych. Do policji chyba jeszcze nie przyjmuje się osób z niepełnym wykształceniem podstawowym, więc pani policjantka też powinna sama zrozumieć znaczenie rysunku. Mimo to wytłumaczono jej wszystko - najpierw na uszko, a potem przy użyciu mikrofonu.

Tłumaczenie jednak nie pomogło. Po zakończeniu pikiety policjanci załadowali do samochodu dwóch młodych ludzi, którzy trzymali ten "świętokradczy" transparent i powieźli ich w nieznanym kierunku. Wyciągnęliśmy od jednego z pozostałych jeszcze na miejscu policjantów, że naszych kolegów zawieziono na komisariat Włochy. Kilkoro z nas pojechało więc na komisariat, żeby wyjaśnić to - jak sądziliśmy - nieporozumienie. Jechaliśmy autobusem, więc dotarcie tam zabrało nam trochę czasu. Na miejscu dyżurny policjant poinformował nas z głupawo-chytrym uśmieszkiem na twarzy, że "winnych" nie ma na komisariacie, lecz zostali odwiezieni prosto do komendy stołecznej. Nie daliśmy za wygraną, pojechaliśmy do komendy stołecznej. Tam po licznych telefonach ustaliliśmy, że zatrzymani nadal są w tym komisariacie, w którym podobno ich nigdy nie było, to jest we Włochach. To wyjaśniło głupawo-cyniczny uśmieszek na twarzy dyżurnego policjanta z komisariatu Włochy. Oczywiście, złożyliśmy pisemną skargę na postępowanie funkcjonariuszy. W końcu policja we Włochach wypuściła naszych młodych "terrorystów" i mam nadzieję, że obejdzie się bez dalszych konsekwencji w postaci np. grzywny, bo chyba funkcjonariusze już się dostatecznie ośmieszyli.

Jak widać z opowiedzianej tu historyjki, w naszej "nareszcie wolnej", "demokratycznej" i "niezależnej" RP każdy obywatel może (oczywiście w sposób dozwolony prawem) swobodnie wyrażać swoje poglądy, pod warunkiem jednak, że poglądy te są zgodne z oficjalną linią polityczną rządzących nami demokratycznie wybranych przedstawicieli - czyli zgodne z prymitywną, pełną obrzydliwej hipokryzji propagandą administracji USA. W przeciwnym wypadku nasza demokracja staje się jakoś dziwnie mniej demokratyczna.
EZ