ROMAIN ROLLAND O REWOLUCJI ROSYJSKIEJ
ŚLAD
POZOSTANIE W HISTORII
Nie należał do partii socjalistycznej, a z ruchem socjalistycznym związał się
dopiero w roku 1927, wobec niebezpieczeństwa faszyzmu.. Był wielkim pisarzem
(literacka Nagroda Nobla). I bardzo cenił swoją "niezależność". Wojna
zastała go w Szwajcarii i ze Szwajcarii ją obserwował.
WOJNA
- "NIESPODZIEWANA"? ALEŻ DLA KOGO?
Wojna! Francuzi bronią cywilizacji Europy przed niemieckimi Hunami, Niemcy przed
rosyjskimi kozakami i francuskimi strzelcami senegalskimi. Kłamstwa, coraz bardziej
monstrualne, idą z sobą na wyścigi. Księża, popi i pastorzy błogosławią armaty.
Wrzeszczą patrioci, przyklaskują im porządni socjaldemokraci. Oni gwałcą, my
też będziemy gwałcić, oni niszczą, my też zniszczymy.
Szaleństwo dochodzi chwilami do groteski. Niejaki deputowany Corominas w rycersko
- patriotycznym zapale wzywa: "Francjo, mścicielko, walcz za wszystkich,
odnawiaj na ziemiach Szampanii swoją rycerską tradycję i zniszcz "Krytykę
czystego rozumu" iskrzącym się mieczem łacińskim!". Rolland zapisuje
to skrupulatnie.
Rolland zapisuje też wyliczenia,
jakich dokonał duński profesor L. V. Birek:
"Na Boże Narodzenie 1915 roku ogólny dług narodów uczestniczących w wojnie
podniesie się do 300 miliardów [w 1914 wynosił on 150 miliardów]. Te 150 miliardów
nadwyżki, wydanych w ciągu osiemnastu miesięcy, odpowiada:
1) wartości połączonych linii kolejowych Europy, Azji, Afryki i Australii (trzeba
było 70 lat, by je zbudować);
2) albo 3 milionom nieruchomości pięciopiętrowych z 10 mieszkaniami, czyli wygodnym
mieszkaniom dla 125 milionów ludzi;
3) albo większej wartości, niż wynosi cena zwierząt i narzędzi do uprawy rolnej
całej Europy;".
Koleje? Teraz wiozą miliony żołnierzy na rzeź. Mieszkania? Zamiast mieszkań
funduje im się cuchnące i zawszone okopy. Rolnictwo? Do Europy zagląda głód,
a przyjdzie też tyfus i grypa hiszpańska.
"Jak to jest możliwe [...] napisać w Le Petit Journal, że Niemcy obcięli
prawą rękę czterem tysiącom młodych chłopców"? Zastanawia się [nieco naiwnie]
pisarz? Można, do dzisiaj można napisać każde słuszne kłamstwo, byle tylko w
świętej sprawie.
Francja i Niemcy. Przeciwnicy, ale jak bardzo podobni: "obydwa rządy mydlą
oczy. Ich fanfaronada, ich nieznośna arogancja nie jest tak całkowicie zgodna
z myślą narodów, którą dzienniki na próżno starają się zagłuszyć swoimi kłamstwami".
Po niespodziewanej pochwale patriotów
z "Le Temps" Rolland musi się zastanowić: "Co też mogłem napisać
podłego, że mnie chwali?"
"Wojna nie zniweczyła nic z tego, w co wierzylem. Umocniła to jeszcze tylko.
Utwierdziła:
1) Moją pogardę dla klas panujących - dla rządów, oligarchii finansowych, kościołów
i rzekomej elity intelektualnej - które doprowadziły narody do tej niedorzecznej
rzezi;
2) moje uczucie braterstwa dla wszystkich cierpiących;
3) Moją wiarę w ich przyszłe zjednoczenie i w nastanie nowego, sprawiedliwszego
i bardziej ludzkiego ustroju społecznego."
"Przebiegam w myśli czterdzieści ostatnich lat. Wszystko się wyjaśnia.
[...] epilepsja boulanżerowska, francusko - rosyjski taniec św. Wita, delirium
tremens sprawy Dreyfusa [...] "Niespodziewana"? Ależ dla kogo?"
REWOLUCJA
LUTOWA
Rewolucja lutowa 1917 roku nie budzi w Rollandzie ślepego entuzjazmu. "Dochodzą
do nas wieści o rewolucji w Rosji.[...] Triumfująca partia Milukowa jest jeszcze
bardziej wojownicza i bardziej nacjonalistyczna niż zdetronizowany carat."
Słuszna uwaga. Dla przywódców "nowej" Rosji cele wojenne wcale się
nie zmieniły - cieśniny czarnomorskie, dominacja na Bałkanach i w Polsce - w
imię takich wartości Rosja ma dalej walczyć.
Po wyjeżdzie Lenina ze Szwajcarii:
"Le Matin śmie pisać (9 maja): "Lenin jest podobno niemieckim szpiegiem,
którego prawdziwe nazwisko brzmi Goldberg". Rolland nie znał osobiście
Lenina, ale w podobne bzdury nie wierzył. Niektórzy nawiedzeni wierzą w to do
dziś.
A jednak już rewolucja lutowa, mimo swojej niedoskonałości, mimo braku reform,
oddziaływuje... I to nawet na Francję. Wiadomości z frontu są coraz ciekawsze.
"Czerwony sztandar rozwinięty.
Śpiewanie Międzynarodówki i pieśni rewolucyjnych. W okopach petycje przeciwko
nowej kampanii zimowej. Ustalanie list w celu stworzenia Rad Robotniczo - Żołnierskich."
Jakiś żołnierz pisze z okopów: "Rewolucja Rosyjska, Matka nasza".
Sympatia Rollanda dla rewolucji rozwściecza dodatkowo patriotów. Alexis Francois,
profesor Uniwersytetu Genewskiego prezentuje głęboką filozofię prawicy: "Są
dwa internacjonalizmy: internacjonalizm anarchistyczny i internacjonalizm patriotyczny.
Ten ostatni jedynie ma szansę zbudować coś solidnego , ponieważ swymi korzeniami
tkwi głęboko w sercu człowieka i w jego naturalnych skłonnościach, jak również
w jego mózgu. Jeśli idzie o ten drugi [...] produkt jaskrawego i chorobliwego
intelektualizmu, to czy jest on głoszony przez Lenina czy przez uczniów Romain
Rollanda, albo i samego Romain Rollanda, nie prowadzi do niczego innego jak
do bankructwa liberalizmu, albo, co na jedno wychodzi, do zwycięstwa Niemców!".
"Serce, naturalne skłonności, mózg"... Należało dodać jeszcze dwunastnicę
i jelito cienkie. Nie mówiąc już o myleniu socjalizmu z anarchizmem.
Rolland waha się w swoich ocenach.
To po części skutek braku informacji albo informacji spóźnionych i nieprawdziwych.
Z drwiną cytuje: "rosyjscy rewolucjoniści mają całkowite zaufanie do Stanów
Zjednoczonych, gdyż uważają je za jedyne mocarstwo, które przystąpiło do wojny
zupełnie bezinteresownie", ale nieco później naiwnie zapisze "Kiereński
staje się wielki" [po odparciu puczu Korniłowa].
REWOLUCJA
PAŹDZIERNIKOWA - DECYDUJĄCA PRÓBA DLA "NIEZALEŻNEGO"
"Maksymaliści u władzy. Lenin, Trocki, Łunaczarski komisarzami ludowymi"!
Teraz zaczyna się nowy taniec świętego Wita. Każde kłamstwo użyte zostanie przeciw
bolszewikom. W niektóre zresztą, przynajmniej przez chwilę, uwierzy nawet "niezależny"
Rolland. Choć zna przecież metody "wolnej" prasy.
O sposobach fabrykowania informacj mówi mu rosyjski emigrant Mikołaj Rubakin
[historyk, nie związany z bolszewikami]. "Z obrzydzeniem mówi o rosyjskiej
agencji prasowej, przekupionej przez aliantów i mającej za zadanie zniesławiać
oszczerstwami rząd bolszewicki. Wśród tysiąca i jeden kłamstw przytacza metodę
następującą: przez trzy miesiące robić wyciągi z dzienników rosyjskich, gromadzić
w ten sposób fakty o rozruchach w różnych miejscach, pod różnymi datami, zebrać
je w jeden pęczek i podać jako okropne opowiadanie o jednym tylko dniu anarchii!".
Rolland broni rewolucji październikowej,
ale... Czasem mocno się waha. W liście do Seippela pisze o rewolucyjnych "gwałtach":
"są one fatalną konsekwencją wojny. Jeśli Pan chce uniknąć rewolucji, niech
pan zwalcza wojnę. [...] Chociaż Lenin i Trocki nie są bynajmniej śmiesznymi
i okropnymi błaznami, Ojcami Ubu i łajdakami, jak chciałyby to ludziom wmówić
informacje nacjonalistycznej prasy francuskiej [...], chociaż należy ich sadzić
jak ludzi pokroju Robespierre`a i Saint - Justa, choć o wiele bardziej inteligentnych
i wykształconych [...] - czuję odrazę do ich despotyzmu i do ich fanatycznego
doktrynerstwa. Ale [...] mam jeszcze większy wstręt do patriotycznego ekstremizmu
[...]."Partia porządku", zwalczając inną partię , posługuje się w
sposób tak monstrualny kłamstwem, że każdy człowiek prawy, który to widzi, ma
powód do buntu. [...] sadzę, że kazde slowo jest obecnie daremne: bo się go
nie słucha, bo słucha się tylko tego, co się chce słyszeć."
"Nie mógłbym do tego dopuścić,
by posługiwano się moim nazwiskiem dla ośmieszania rosyjskich rewolucjonistów.
Jako wróg wszelkiego rodzaju gwałtu jestem także wrogiem gwałtów popełnianych
przez rewolucjonistów rosyjskich, ale podziwiam wiarę i energię tych ludzi [...]
Można ich zmiażdżyć, ale ślad ich już nigdy nie zostanie wymazany z historii.
I prędzej czy później inni pójdą dalej tym śladem."
Jest coraz więcej kłamstw i nienawiści do bolszewików [oczywiście w "wolnej"
prasie]. Ale Rolland także patrzy inaczej. Zaczyna pisać o rewolucji z coraz
większą sympatią, a o jej wrogach z coraz większą odrazą.
"Lenin jest ciężko ranny [...].
Burżuazyjna i bojowa prasa całej Europy natychmiast publikuje wiadomość o śmierci
Lenina. [...] Młoda nauczycielka francuska (która jest guwernantką u pewnej
bardzo bogatej rodziny paryskiej) krzyczy na korytarzach, że trzeba uczcić szampanem
tę wiadomość."
Kolejny rok wojny - " w tym
samym czasie, gdy trwa ten proces ślepego zniszczenia, dokonuje się w łonie
ludów praca zmierzająca do społecznej i międzynarodowej reorganizacji i odbudowy
- potężny ruch, którego Republika Sowietów jest najśmielszą inicjatorką."
"A burżuazje alianckie i wrogie są zgodne w jednej sprawie: chcą zmiażdżyć
bolszewików. Zamach na Lenina nie dał oczekiwanych rezultatów. Ale rządy alianckie
zdecydowały się na wysłanie ekspedycji do Rosji, by ja "uwolnić" od
jej rewolucji, z udziałem Czechów i Japończyków!" Po Czechach i Japończykach
pojawią się Brytyjczycy, Amerykanie, Francuzi, Polacy... To oni dadzą Kołczakom
i Denikinom karabiny, czołgi i samoloty. Wszystko po to, żeby wesprzeć zbyt
słabych wewnętrznych wrogów rewolucji - i przedłużyć na całe lata wojnę domową.
A oto opis "przyjaciela i sekretarza
Kiereńskiego": "Nie potrafił powiedzieć czy też wysłuchać trzech słów,
by nie sprowadzić zaraz rozmowy do swej monomanii: znienawidzonych dyktatorów,
Lenina i Trockiego". "Ten gwałtowny i napuszony człowiek, despotyczny
socjalista, który nienawidzi despotyzmu i neguje socjalizm towarzyszy rosyjskich
nie myślących tak jak on, który głosi pogardę dla jednostki i nieomalże świętą
wszechmoc nieuchronnych praw, "fatalistycznego" marksizmu, odpręża
się i rozjaśnia na sam dźwięk nazwiska Wilsona. Wilson wydaje mu się największym
mężem stanu naszych czasów i wszystkich czasów. I niewiele dla niego znaczą
wypadki gwałcenia wolności w Ameryce wilsonowskiej; ale gdyby choć jeden z nich
przenieść do leninowskiej Rosji, natychmiast wydawałby mu się on najbardziej
niesłychaną zbrodnią!" O tak, o tak! Jak blisko jesteśmy tamtych czasów,
prawda?
KONIEC
WOJNY, KULISI CHIŃSCY I NAOCZNA RELACJA Z ROSJI
Zapis z 11 listopada 1918 roku: "Kto wie, co nas jutro czeka? Rewolucja
w Zurychu albo w Bernie?"
Pisarz ma coraz więcej wątpliwości wobec "europejskie cywilizacji"...
W którą tak wierzył i której tak żałował cztery lata wcześniej. W dzienniku
umieszcza bardzo charakterystyczny zapis. Obrazek wielkości cywilizacji Europy,
uszczęśliwiającej Murzynów w Kongo, Hindusów i Chińczyków. "Zagarniano
w jakiejś prowincji chińskiej tysiące kulisów, których angażowano na wyjazd
do pracy w Hongkongu. Skoro zostali załadowani na statek i stłoczeni na środkowym
pokładzie, odjeżdżano z nimi na Sumatrę. Zawijano wprawdzie do portu w Hongkongu,
gdzie przychodził uroczyście na statek niemiecki konsul, by odczytać tekst postanowień,
według których żaden kulis chiński nie powinien być wbrew swej woli zabrany
na Sumatrę, a ktokolwiek chciałby wysiąść w Hongkongu, powinien o tym powiedzieć
i natychmiast to uczynić.
Ale tekst czytano po niemiecku i
kulisi, zresztą zamknięci, nic nie słyszeli. Skoro zaś znaleźli się na Sumatrze,
wydawano ich na pastwę brutalnej pięści holenderskich kupców [...]. Jeden artykuł
umowy zobowiązywał ich do odesłania kulisa do Chin - gdyby ten zachorował. Ale
ponieważ trzeba by opłacić jego podróż powrotną, to gdy był chory, urządzano
się w taki sposób, żeby umarł. [...] Wystarczył brak pielęgnacji itd. Jeśli
to nie wystarczało, zawsze był jeszcze czas na zastosowanie innych sposobów.
Nicolai mówi, że [...] sposobem bardzo pewnym było powieszenie niewolnika za
nogi i kopnięcie go w biodro w taki sposób, że nieszczęśnik niezawodnie umierał
po kilku dniach..."
Przeciwko takiej cywilizacji wybuchła rewolucja, takiej cywilizacji bronił kajzer
i Wilson.
Tymczasem z Rosji powraca znajomy
pisarza Paweł Briukow - tołstojowiec i pacyfista. Opowiada ciekawe rzeczy. "Nigdzie
nie byłem niepokojony i mogłem swobodnie i publicznie wyrażać swoje poglądy
pacyfistyczne, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, to znaczy przemawiać przeciwko
wojnie, przeciwko terrorowi, przeciwko karze śmierci... Ale wracając do Szwajcarii,
spotkałem się tutaj z terrorem, z panicznym strachem przed bolszewizmem albo
raczej przed wszystkim co rosyjskie", "bolszewicy, którzy objęli rządy
w momencie największego kryzysu, pracowali nad tym, by zaprowadzić ład w nieładzie;
i w znacznej części im się to udało. Obecnie gwałty stosuje się tylko przeciwko
tym, którzy gwałtownie stawiają opór. I rzecz ciekawa, że ten opór jest o wiele
mniejszy, niż można by się tego spodziewać. Szerokie masy ludowe nie są bynajmniej
zbolszewizowane, ale od bolszewizmu otrzymały dwie dobre rzeczy, których najbardziej
pragnęły: pokój i ziemię z podziału; i są z tego zadowolone." Dodajmy od
siebie: w całej rosyjskiej wojnie domowej lat 1918 - 1920 zginęło 300 tysięcy
żołnierzy [po obu stronach] czyli dwa razy mniej niż pochłonęła jedna tylko
rzeź "cywilizowanych" narodów pod Verdun, a 30 razy mniej niż cała
I wojna światowa. "Czerwony terror" w wielkiej Rosji oficjalnie pochłonął
12 tysięcy ofiar - warto tę liczbę porównać z 22 tysiącami ofiar białego terroru
w małej Finlandii. Największą tragedią były natomiast dla Rosji epidemie - te
pochłonęły 8 - 9 milionów ofiar [podobnie jak grypa hiszpańska w Europie].
Z Dalekiego Wschodu do Rollanda pisze
Seichi Naruse: "kiełek rewolucji socjalistycznej bardzo prędko i z wielką
stanowczością rośnie wśród młodych ludzi; sądzę, że jest to wpływ rewolucji
rosyjskiej. Policja dozoruje młodzież szkolną! Wielu żołnierzy japońskich na
Syberii staje się bolszewikami." Rolland jeszcze niedawno bał się "żółtego
niebezpieczeństwa". Wszystko się zmienia.
Chociaż nie, nie wszystko. Do zwycięskiej
Francji wraca dawna sprawiedliwość. "Paryski sąd przysięgłych uniewinnia
mordercę Jaures'a!"
Ostatnie strony dziennika. Czy można mieć jeszcze złudzenia wobec Wilsona i
Benedykta XV? Już nie: "dwaj jedyni oficjalni przedstawiciele ewangelicznego
idealizmu na ziemi: papież i prezydent, podczas lat wojny byli dwoma niezgorszymi
funkcjonariuszami matactwa".
A pokój wersalski? "Śmieszny antrakt pomiędzy dwiema rzeziami narodów".
Prorocze zdanie.
I na tym koniec.
Andrzej Witkowicz