Rozważania Chrisa Harmana (Socialist Review wrzesień 2002) o tym co się stało z dogmatem "nowej ekonomii" USA.
Niektórzy gubią kosztowności. Inni tracą wspomnienia. Nieczęsto się jednak zdarza przeoczenie kryzysu gospodarczego. A to się właśnie przydarzyło wielu czołowym specjalistom od gospodarki kilka miesięcy temu. Teraz zguba się odnalazła i wśród niektórych wywołała prawdziwe przerażenie.
OZNAKI KRYZYSU
Niewiele osób po 11 września 2001
łudziło się, że uda się uniknąć zapaści ekonomicznej. Masowe zwolnienia w światowym
przemyśle lotniczym i amerykańskiej branży turystycznej były aż zanadto widoczne.
Tłumaczono to szokiem wywołanym zamachem terrorystycznym na WTC. W rzeczywistości
pierwsze oznaki kryzysu pojawiły się już na parę miesięcy przedtem. Tego lata
jeden z amerykańskich maklerów giełdowych tak określił stan amerykańskiej gospodarki
"Ratunku! Przewróciłam się i leżę!"
W tygodniu poprzedzającym zamach
z 11.09.2001 Financial Times opublikował serię artykułów dotyczących ogromnego
kryzysu w światowej branży telekomunikacyjnej, wywołanego zmarnotrawieniem półtora
miliarda dolarów na chybione inwestycje. W tym samym czasie czołowy europejski
działacz gospodarczy mówił: "poruszamy się po omacku. Nikt właściwie nie
wie, co zdarzy się w najbliższym czasie."
Po zamachu media szybko zaczęły tłumaczyć
zły stan gospodarki tym wydarzeniem. Przedsiębiorstwa ograniczały zatrudnienie
i obniżały pensje pracowników winiąc za to Al Kaidę.
Jednak po paru miesiącach Financial
Times tryumfalnie donosił, że recesji w Stanach Zjednoczonych nie ma, a gospodarka
w ostatnich trzech miesiącach 2001 rozwijała szybciej niż pierwotnie sądzono.
"Recesja się skończyła zanim się na dobre zaczęła" pisał Financial
Times. Zwolennicy kapitalizmu cieszyli się wzrostami na giełdzie, a w tym samym
czasie w USA rosło bezrobocie.
Radość trwała zaledwie trzy miesiące. W lipcu na giełdach rozpoczął się spadek. Po upadku Enronu pod koniec 2001, padł WorldCom, a inne giganty gospodarcze USA zaczęły mieć kłopoty. W sierpniu dla specjalistów stało się jasne, że recesja to fakt i to fakt jak najbardziej realny już od dziewięciu miesięcy. "Dobry" stan amerykańskiej gospodarki był krótkotrwałym skutkiem wzrostu wydatków zwykłych konsumentów. To ożywienie zakończyło się kolejnym obniżeniem wzrostu gospodarczego.
Takie zachowanie gospodarki w czasie recesji jest znane jako "recesja w kształcie litery W", lecz nawet teraz niektórzy próbują tłumaczyć te zjawiska czynnikami przypadkowymi. W zeszłym roku można było winić 11 września, w tym tłumaczy się to kilkoma głośnymi przypadkami korporacyjnych machlojek. Stąd bierze się wiara George Busha, że da się przywrócić zaufanie obywateli do amerykańskiej gospodarki przez wsadzanie szefów korporacji do więzień.
KOLOS
NA GLINIANYCH NOGACH
W rzeczywistości przyczyny kryzysu
tkwią dużo głębiej.
W latach dziewięćdziesiątych amerykański kapitalizm nie tylko podźwignął się
z zapaści z początku dekady, ale nawet umocnił swoją przewagę nad światową gospodarką
w dziedzinie bankowości i najnowszych technologii. W ciągu ośmiu lat produkcja
w USA wzrosła o 1/3, w tym samym czasie w Japonii panowała stagnacja, a gospodarka
niemiecka ledwo się rozwijała.
Osiągnięte to zostało przez zmuszenie pracowników amerykańskich do cięższej
pracy za mniejsze wynagrodzenie. Płaca realna w 1998 roku była niższa niż 25
lat przedtem, za to roczny czas pracy wzrósł o 160 godzin dla mężczyzn i aż
o 200 dla kobiet.
To oczywiście poprawiło rentowność firm i wywołało wśród kapitalistów przeświadczenie, że mogą się bogacić w nieskończoność. Wywołało to ożywienie na giełdach, kurs akcji poszybował w górę, wszyscy zaciągali kredyty na poczet przyszłych zysków. Ten boom spowodował też napływ ogromnego kapitału z słabo rozwijającej się Europy i Azji. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ponad 5% wydatków konsumenckich w USA było opartych na kredytach zagranicznych
ILUZJA
To "szczęście" nie mogło
trwać wiecznie. Mimo zwiększonego wyzysku pracowników, zyski z prowadzenia firm
utrzymywały się na poziomie z 1973 roku, co wtedy wywołało załamanie gospodarcze.
Gospodarka amerykańska balansowała na skraju przepaści i mało co nie runęła
w czasie kryzysu azjatyckiego w 1998 roku. Uratował ją wtedy Alan Greenspan
(prezes banku centralnego - US Federal Reserve), między innymi obniżając stopy
procentowe. Wielu się wydawało, że ta "nowa ekonomia" odsunęła na
zawsze widmo powtarzających się kryzysów tak charakterystycznych dla gospodarki
kapitalistycznej.
Ostrzeżenia marksistów i niektórych ekonomistów były traktowane z nieufnością,
lub w ogóle ignorowane w tym pędzie do bogactwa. Niekończący się boom mógł trwać,
ponieważ przedsiębiorstwa deklarowały wyższe zyski, niż uzyskiwane, licząc na
to, że wzrost wartości ich akcji na giełdzie powstrzyma dociekliwych przed sprawdzeniem
jaki jest stan faktyczny. I to nie pojedynczy przedsiębiorcy fałszowali księgowość,
robili to wszyscy.
Porównanie wykresu osiąganych zysków
500 wybranych przedsiębiorstw amerykańskich z wykresem obrazującym dochód całej
gospodarki USA w tym samym czasie pokazuje, że w 2000 roku deklarowane dochody
były o 50% wyższe od rzeczywistych.
Finansiści i przedsiębiorcy żyli w świecie iluzji, tracąc z oczu to co naprawdę działo się w gospodarce, wierząc w dogmat "nowej ekonomii" zapewniającej im ciągły wzrost zysków. Afery Enronu, Worldcomu i innych to nie odosobnione przypadki oszustw w księgowości, to szczyt góry lodowej skorumpowanych korporacji.
Twarde
Lądowanie
Twarde lądowanie gospodarki wywołało
ograniczenie inwestycji, a co za tym idzie spadek sprzedaży produktów przemysłu
USA. Eksport z powodu ogólnoświatowej recesji jest obecnie trudny do zwiększenia.
Ożywić gospodarkę może zwiększony popyt konsumencki i zamówienia państwowe.
Stąd ożywienie w gospodarce z początku roku wywołane wzmożonymi zakupami Amerykanów
- szybko słabnące z powodu rosnącego bezrobocia i załamania na giełdzie (połowa
gospodarstw domowych USA naiwnie zainwestowała swoje oszczędności w akcje).
Wydatki na cele wojskowe rosną systematycznie od 11.09.01 co jest mile widziane
przez przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego, lecz ogólne wydatki rządu USA
są ograniczane, ponieważ ryzyko załamania budżetu jest duże zwłaszcza po obniżeniu
przez Busha podatków dla najbogatszych.
Z jednej strony mamy coraz mniej
inwestycji i spadek sprzedaży, z drugiej dużą nadprodukcję wywołaną nadmiernym
inwestowaniem przez ostatnie 5 lat - klasyczny przykład kryzysu systemu kapitalistycznego.
Kryzys gospodarczy w USA może pociągnąć
za sobą związane z nimi ekonomicznie kraje Ameryki Łacińskiej i na przykład
Turcję, ważnego sprzymierzeńca w planowanej wojnie z Irakiem. Jest też powodem
zatargów z krajami Europy i Japonią (sprawa cła na importowaną stal).
Bush i jego doradcy wywołując wojnę z Irakiem chcą udowodnić światu, że Stany Zjednoczone są ciągle potęgą i rządzą światem. Lecz zachodzące obecnie procesy ekonomiczne i polityczne tworzą mieszankę wybuchową, która może zniweczyć ich plany.
Tłumaczyli Joanna Puszwacka
Marek Telechon