PO CO TE KOLEJE?


W cieniu spory o winiety miała nastąpić kolejna likwidacja linii kolejowych. Wicepremier i minister infrastruktury Marek Pol, z podobno lewicowej Unii Pracy, gotów jest jak lew walczyć o dodatkowe obciążenia na rzecz budowy autostrad. SLD nie waha się pozbyć się rządowego koalicjanta po głosowaniu przeciw winietom. W tym samym momencie dotacja dla PKP jest o 500 mln niższa od zagwarantowanej ustawowo w 2000 r. i nikt nie robi z tego problemu.
Tymczasem transport kolejowy jest znacznie mniej uciążliwy dla środowiska niż autostrady. Poza tym - już istnieje. Dofinansowanie i modernizacja kolei jest więc dużo lepszym pomysłem niż budowa drogich (także dla użytkowników) i nieekologicznych autostrad.
PKP, przy braku wystarczającego dofinansowania, postanowiły zlikwidować kolejne 1059 linii kolejowych. Powód - nie przynoszą zysku. Idąc tą logiką wkrótce zostaną tylko pociągi Inter City pomiędzy największymi miastami. Biedota niech siedzi w domu.
Przy okazji likwidacji połączeń znikną także kolejne miejsca pracy. Rząd mówił o tysiącu a związkowcy nawet o 10 tysiącach zwolnionych. (Z doświadczenia wierzymy związkowcom.)
Kolejarze postanowili zaprotestować grożąc przeprowadzeniem strajku w dniu 5 marca. Już sama groźba akcji spowodowała zawieszenie planów likwidacji linii i podjęcie kolejnych rozmów ze związkami w kwietniu. Prawdopodobnie to tylko odwleczenie rządowych planów na lepszy moment do konfliktu. Związkowcy powinni być do niego przygotowani co najmniej równie dobrze jak rząd.