KRAKÓW PRZECIW WOJNIE


Na antywojenną manifestację do Warszawy grupa z Krakowa dojechała ze spóźnieniem. Dlaczego? Państwo opiekuńcze czuwało. Funkcjonariusze policji trzykrotnie zatrzymywali nas w drodze [pod Radomiem, Białobrzegami i Grójcem], oczywiście pod pretekstem kontroli technicznej autobusu.
No i ze spóźnieniem dołączyliśmy do tych 10 000 ludzi, którzy przez trzy i pół godziny manifestowali przeciw wojnie. Tego się nie da opisać, to trzeba było zobaczyć.
20 lutego w Krakowie mówiliśmy o tym na dyskusyjnym spotkaniu w amerykańskiej księgarni przy ulicy Felicjanek. Spotkanie zorganizowali właściciele księgarni. Charakterystyczne jest, że inicjatywa tego spotkania wyszła od samych Amerykanów. W trzygodzinnym spotkaniu uczestniczyło ponad 50 osób [niestety, ze względu na szczupłość sali, więcej nie udało się wepchnąć].
W części pierwszej mówili: Karen Underhill, John Steppling, David Miller, Omar Faris, Ziyad Raoof i ja. Część drugą stanowiła "dyskusja", choć właściwie wszyscy uczestnicy spotkania mieli podobne poglądy. W każdym razie nie ujawnił się żaden wielbiciel Busha czy Rumsfelda. Mówiliśmy o historii regionu, o tradycji wspierania najbardziej represyjnych reżimów przez USA [od dynastii saudyjskiej po talibów, w tym oczywiście reżimu Saddama Husejna]. Bo czy to nie dziwne, że mimo sześćdziesięcioletniej [albo raczej "dzięki"] obecności USA na Bliskim Wschodzie, nie ma tam ani jednego demokratycznego państwa? Mówiliśmy o rzekomej agresywności Iraku - państwa z budżetem wojennym prawie 300 razy mniejszym niż USA, 10 razy mniejszym niż Turcja czy Izrael. Mówiliśmy o przerażających skutkach poprzedniej wojny w Zatoce Perskiej i sankcji narzuconych na Irak. O ofiarach liczonych w setki tysięcy i miliony. I o możliwych skutkach przyszłej wojny, a więc nowych setkach tysięcy zabitych i zmarłych, a także wzroście zbrojeń i zagrożenia wojennego w skali całego świata. O tragedii Palestyńczyków i Kurdów, o rozjeżdżanych czołgami osiedlach i wsiach. O "wyzwalaniu" za pomocą bomb [chcielibyście być tak wyzwalani?]. O zakłamanej propagandzie z frontu "wielkiej wojny białych dziennikarzy". O interesach wielkich korporacji i ropie naftowej [w roku 1980 Arabia Saudyjska miała dochód narodowy na jednego mieszkańca równy USA, obecnie ma sześć razy niższy].
I trzeba powiedzieć, że na omówienie wielu problemów zabrakło nam czasu. A czy to spotkanie pomoże zatrzymać wojnę? Na pewno pomoże zrozumieć, że cele zwykłych ludzi, czy z USA czy z Polski są takie same. Ale na pewno nie są to cele Busha czy Millera.
Andrzej Witkowicz