RÓWNOŚĆ - TAK, WOJNA - NIE
W Warszawie i kilku innych miastach
odbyły się tradycyjnie Manify z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet 8 marca.
W tym roku obchody 8 marca na całym świecie miały mocny akcent antywojenny.
Jest to godne z tradycją tego dnia, który zaczęto obchodzić przed pierwszą wojną
światową przez socjalistyczne organizacje kobiece, które często łączyły walkę
o równość i wyzwolenei z walką przeciw militaryzmowi i wojnie.
Takie połączenie widzieliśmy również w Warszawie, w postaci np. takich haseł:
Dość wojen dla dolarów - Bush (Kwaśniewski) do garów, Wojna z dyskryminacją
TAK - Wojna z Irakiem NIE, F16 na śmieci - pieniądze dla głodnych dzieci, Mniej
wojennej agresji - więcej antykoncepcji!
Główne hasło tegorocznej Manify to: nasze życie, nasze ciała, nasze prawa. Dobre
i ważne hasło. Jest na prawdę o co walczyć w dziedzinie zdrowia reprodukcyjnego
kobiet - nt. edukacji seksualnej, antykoncepcji i aborcji. Można jednak kwestionować
strategię wybraną przez większość feministycznych organizacji w tej walce. Obecni
na Manifie byli ministrowie Izabela Jaruga-Nowacka (pełnomocniczka rządu ds.
równego statusu kobiet i mężczyzn) i Marek Balicki (minister zdrowia) - przedstawiciele
rządu, który sprzedał prawo kobiet do aborcji za poparcie dla Unii Europejskiej
ze strony Episkopatu. Jeśli Jaruga-Nowacka i Balicki poważnie traktowaliby własne
poglądy nt. aborcji (oboje deklarują się zwolennikami liberalizacji ustawy antyaborcyjnej),
to powinni podać się do dymisji, protestując przeciw skandalicznemu „handlowi“
przeprowadzonemu przez rząd. Widać jak mało daje poleganie na zdobycie przez
kobiet stanowiska władzy - istotna część strategii głównego nurtu feministycznego.
Jaruga-Nowacka jest zakładnikiem Millera i może tylko zajmować się mniej istotnymi
sprawami dot. kobiet.
Inny problem feministycznej polityki widzimy na liście podpisujących się osób
pod „Manifestą“ ogłoszoną 8 marca. Wśród tych osób jest bowiem Henryka Bochniarz
- Prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Jako szefowa pracodawców
Bochniarz mocno pchała w kierunku „uelastycznienia“ kodeksu pracy, m.in. ułatwiając
pracodawcom zwolnienia pracowników i osłabiając wpływy związków zawodowych.
Wiadomo, że kobiety cierpią najbardziej ze zwolnień, z bezrobocia, z tymczasowego
zatrudnienia, z „elastycznych“ godzin pracy, z braku związków zawodowych itd.,
itp. Bezrobotna kobieta, sprzątaczki, pielęgniarka lub kasjerka w supermarkecie
ma sprzeczne interesy z Panią Bochniarz, która nie może być żadnym sojusznikiem
w walce o prawa kobiet, skoro korzysta z niskich płac kobiet wynikających z
niskiej pozycji płci żeńskiej w systemie kapitalistycznem opartym na wyzysku
i polityce „dziel i rządź.“