W Polsce ruch antywojenny daje o sobie znać

Wszyscy, którzy mówili, że w Polsce nie da się nic zrobić przeciwko wojnie nie docenili możliwości budowania ruchu antywojennego.
Liczy się nie tylko bezwzględna liczba osób zaangażowanych w ruchu. Pierwsza ogólnokrajowa demonstracja (15 lutego) liczyła ok. 10 tys. osób. druga, (29 marca) już po rozpoczęciu wojny, była jeszcze większa. Tymczasem już lutowa demonstracja była 20 razy liczniejsza niż największa z poprzednich demonstracji antywojennych.
Fakt, te liczby są dużo mniejsze niż w niektórych krajach, ale rząd Millera i Kwaśniewski zdaje sobie sprawę z tego, że ruch rośnie w siłę także w Polsce.
Miller i Kwaśniewski są pogrążeni w Rywingate - zarówno premier jak i prezydent co najmniej milczeli w sprawie żądania przez producenta Lwa Rywina ogromnej łapówki od Adama Michnika. Bezrobocie rośnie. Bajki o Unii Europejskiej nie wydają się zbyt przekonujące. Coraz więcej ludzi wie, że bez aktywnych protestów nie ma się wpływu na bieg wydarzeń.
Przy tym wszystkim ogromna większość ludzi w Polsce przeciwstawia się wojnie USA i Wielkiej Brytanii z Irakiem i okupacji tego kraju. Polscy rządzący są więc wrażliwi na wielokrotny wzrost liczby protestujących przeciwko wojnie, nawet jeśli na razie ta liczba nie jest taka imponująca jak w niektórych innych krajach.
Dlatego telewizja Euronews mogła podać w pierwszym tygodniu kwietnia, że polscy dyplomaci proszą ich amerykańskich odpowiedników, by nie podkreślali zbytnio polskiego udziału w wojnie.
Polski udział w wojnie jest nieliczny, ale ważny dla Busha. Gdy ktoś z administracji USA wymienia Wlk. Brytanię i Australię i Polskę jako militarnych sojuszników chce, by dało to wrażenie istnienia szerokiej koalicji. Udział Polski jest bardzo przydatny zważywszy na absurdalność twierdzeń Busha, że jego koalicja antywojenna liczy 48 krajów - w tym takie państwa, jak Mikronezja, Kostaryka i Palau. (Nie chodzi o to, że powinniśmy czuć pogardę dla ludzi w małych krajach tylko o fakt, że USA nieczęsto wymieniają takie kraje jako wojennych sojuszników…). "Koalicja" Busha to raczej państwa, które za głośno nie mówią przeciwko wojnie, a bynajmniej nie chcą wysyłać wojsk.
Dlatego służalczość Millera i Kwaśniewskiego wyrażona w ich wysyłaniu wojsk jest tak cenna dla teksańskiego mordercy w Białym Domu.
Jednak wrażliwość rządzących na niepopularność w kraju powinna nas zachęcić do wzmocnionego działania antywojennego i przeciwko okupacji Iraku.