Projekt na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia

WOJNA O PANOWANIE NAD ŚWIATEM

Ludzie ukryci za Projektem na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia, już od lat planowali wojnę z Irakiem, a ich celem ostatecznym jest osiągnięcie amerykańskiej dominacji na całym świecie.
Ci fanatycy skupieni wokół Białego Domu wykorzystali zamach z 11. 09., by wywołać wojnę, o jakiej marzyli już od ponad dziesięciolecia. Podbój Iraku to zaledwie początek długofalowych działań zbrojnych przeciwko innym państwom. Działań mających uświadomić całemu światu jak groźną potęgą są USA. Ich celem jest światowa dominacja. Francja, Niemcy czy Rosja mają być zależne od interesów tego supermocarstwa i od jego korporacji.
Premier Blair i jemu podobni podżegacze wojenni twierdzą, że to tylko absurdalna teoria spiskowa wymyślona przez ludzi, którzy sprzeciwiają się wojnie. Szkopuł w tym, że nowi przyjaciele Blaira czy Kwaśniewskiego z USA już od dwudziestu lat w różnych wystąpieniach i publikacjach otwarcie przedstawiali założenia przyszłej imperialnej polityki tego państwa.
W realizacji planów osiągnięcia supremacji światowej zasadnicze znaczenie ma Projekt na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia, utworzony w 1997 roku przez Wiliama Kristola, wydawcę ultraprawicowego magazynu. Większość osób zaangażowanych w ten projekt, to byli członkowie administracji Reagana z lat osiemdziesiątych. Obecnie są oni w rządzie Busha i to oni właśnie określają kierunki polityki USA. Wśród nich jest wiceprezydent Dick Cheney, sekretarz obrony Donald Rumsfeld i jego zastępca Paul Wolfowitz, a także Zalmay Khalizad. Ten ostatni pełni obecnie funkcję gubernatora w narzuconej przez Amerykanów administracji w Afganistanie i jest szykowany na podobne stanowisko w północnym Iraku.
Politycy ci, odpowiedzialni za politykę USA, których poglądy ukształtowały się we wczesnych latach osiemdziesiątych, w czasach ogromnych wydatków na zbrojenia Ronalda Reagana, uważają, że np. Henry Kissinger, twórca doktryny nalotów dywanowych na Wietnam, był o wiele za miękki. Niektórzy z nich, jak na przykład John Negroponte i Elliot Abrams organizowali prawicowe szwadrony śmierci, ofiarami których padły dziesiątki tysięcy ludzi w Ameryce Środkowej w latach osiemdziesiątych.
Takim ludziom trudno było pogodzić się ze zmniejszeniem znaczenia USA jako potęgi ekonomicznej na początku lat dziewięćdziesiątych, przy rosnącej sile gospodarczej Japonii i Europy. Mimo wygranej "Zimnej Wojny" z Rosją, obawiali się, że Stany Zjednoczone stracą swoje globalne wpływy na politykę i ekonomię światową.
Żeby temu przeciwdziałać zaczęli organizować w ramach Projektu i innych podobnych przedsięwzięć poparcie wśród amerykańskiego establishmentu dla "krucjaty " mającej doprowadzić do całkowitego panowania USA na świecie. Ich argumenty były proste: Stany Zjednoczone powinny wykorzystać swoją nie mającą równych sobie machinę wojskową do takiego ukształtowania świata, by mogły czerpać z nowego porządku jak największe korzyści ekonomiczne.
Ten sposób rozumienia polityki USA jest zawarty w oświadczeniu założycieli tego Projektu ogłoszonym w 1997 roku, "Tracimy kapitał, jaki zdobyliśmy dzięki zarówno militarnym jak i ekonomicznym osiągnięciom wypracowanym przez poprzednie rządy. Coraz trudniej jest utrzymać wpływ USA na politykę światową." Tam też domagano się wzrostu nakładów na zbrojenia i rozpoczęcia wojny z Irakiem jako preludium do rozprawienia się z innymi państwami. Ten atak miał pokazać całemu światu wojskową potęgę Stanów Zjednoczonych.
W jednym z dokumentów Projektu p.t. Odbudowa Amerykańskiej Obronności ostrzegano: " USA to obecnie jedyne światowe supermocarstwo, przewyższające inne kraje siłą militarną, rozwojem technologicznym i gospodarczym... W chwili obecnej Stany Zjednoczone nie są zagrożone przez żadnego światowego konkurenta. Strategia Ameryki powinna mieć na celu zachowanie i powiększenie w przyszłości tej supremacji. Są jednakże kraje, potencjalnie silne, które są niezadowolone z obecnego stanu rzeczy i dążące do jego zmiany... Do tej pory ich zapędy były hamowane przez naszą siłę militarną, lecz przy stopniowym osłabianiu naszej potęgi, te sprzyjające okoliczności mogą ulec zmianie."
Na jednym z pierwszych miejsc listy potencjalnych rywali USA są Chiny, lecz ludzie związani z Projektem wskazują też na zagrożenia płynące z innych stron. W 1997 roku William Kristol tłumaczył potrzebę rozszerzenia NATO na Europę Wschodnią koniecznością otoczenia parasolem ochronnym Polski, Węgier i Czech, by nie dostały się w strefę wpływów zjednoczonych, silnych Niemiec i odrodzonej Rosji. "Pozostawienie państw Europy Wschodniej i Środkowej na geopolitycznej ziemi niczyjej, może w przyszłości umożliwić powstanie potęgi mogącej zagrozić USA. "
Obecnie "chłopcy" Busha wykorzystują ten "mały Układ Warszawski" w Europie Wschodniej zarówno przeciwko Rosji, jak i Niemcom. Starli się też z Francją, wykorzystując okazję, jaką dał konflikt z Irakiem.
Europa jako cel wolnego handlu i obszar działania neoliberalnej polityki nie przeszkadza Stanom. Nie chcą jednak dopuścić, by Europa stała się potęgą rywalizująca z nimi. Dlatego Doradca Rumsfelda, Richard Perle, w lutym tego roku zaatakował ' francuskie aspiracje zbudowania Unii Europejskiej jako przeciwwagi dla USA", ponieważ teraz to raczej Francja bardziej niż Niemcy są postrzegane w Waszyngtonie jako główny architekt ewentualnej osi Francja- Niemcy-Rosja. On i inni politycy zaapelowali nawet do przedsiębiorców amerykańskich, by ci zmienili swoją politykę wobec Francji i Niemiec.
William Kristol twierdzi, że wojna z Irakiem ( dla nas raczej rzeź) ma zlikwidować "brak strachu przed USA" i przywrócić respekt świata dla ich potęgi. Uważa on też, że trzeba zastąpić każdy reżim arabski na Bliskim Wschodzie rządami proamerykańskimi takimi, jakie mają miejsce w Izraelu. Michael Ledeen reprezentujący podobną opcje polityczną ujął to w ten sposób:" Irak to tylko jedna z bitew tej wojny. Kolejny jest Iran kolebka współczesnego terroryzmu."
Podobnie Arabia Saudyjska i jej możliwości kontrolowania produkcji i cen ropy naftowej są solą w oku amerykańskich podżegaczy wojennych. Liczą oni na to, że obalenie Saddama Husajna i zwiększenie podaży irackiej ropy na światowe rynki, mocno osłabi wpływy Saudyjczyków i pozwoli rządzić Ameryce w gospodarce surowców paliwowych.
Jednym z głównych celów planów bliskowschodnich Busha i jego współpracowników skupionych wokół Projektu, jest wzmocnienie Izraela i poparcie akcji osadnictwa na Zachodnim Brzegu Jordanu. Izrael dla nich to nie tylko sprzymierzeniec, identyfikują się oni całkowicie z najbardziej krwiożerczymi siłami w izraelskim społeczeństwie, reprezentowanymi przez Szarona i ludzi na prawo od niego. Potężny militarnie Izrael ma do odegrania niezwykle ważną rolę w amerykańskiej strategii przebudowy politycznej Bliskiego Wschodu.
Rumsfeld, Perle i inni naprawdę wierzą w możliwość nastąpienia "Nowego Amerykańskiego Stulecia". Pozbycie się strategicznej konkurencji i narzucanie wolnorynkowej polityki innym krajom, daje amerykańskim korporacjom ogromną przewagę w światowym wyścigu ekonomicznym. Przedstawiciele USA dostaną do ręki mocny argument w negocjacjach w sprawie nowych umów handlowych i pożyczek z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
O taką właśnie nagrodę toczy się teraz wojna z Bagdadem. Ludzie stojący na czele najpotężniejszego państwa na ziemi, chcą jeszcze bardziej umocnić i rozszerzyć kapitalizm made in USA. Reszta amerykańskiego establishmentu mimo różnic światopoglądowych, chętnie się z nimi zabierze, jeśli strategia ta przyniesie określone korzyści.
Opracowała Kasia Puzon