GETTO
PŁONIE
"Dokument podłości i hańby.
W Ciechanowie, Mławie, Rypinie i innych miejscowościach, przyłączonych do Rzeszy,
ukazały się na murach wielkie afisze propagandowe, obwieszczające, że na wiadomość
o zbrodni smoleńskiej - polska ludność Warszawy rzuciła się na getto, by wymordować
Żydów. Gdyby policja niemiecka nie przybyła Żydom na pomoc - Polacy wymordowaliby
wszystkich. Zupełnie identyczną wiadomość przyniosło nadzwyczajne wydanie "Berliner
Boersen Zeitung", które ukazało się przed kilku dniami na ulicach Berlina.
To oszczerstwo przy pomocy którego Niemcy usiłują zrzucić na Polaków odpowiedzialność
za własne zbrodnie, a jednocześnie wzbudzić do nas nienawiść w świecie - nie
może wyrządzić nam istotnej szkody. Świat bowiem wie już dobrze, co sądzić o
niemieckich rzeziach i niemieckich kłamstwach."
To fragment z konspiracyjnego pisma "Dzień Warszawy" [11V1943], zaczerpnięty
z "Wojny żydowsko - niemieckiej" [Londyn 1992].
Oczywiście nie wszystkie jeszcze. Von Stroop meldował, że w kilkutygodniowych
walkach stracił... kilkunastu ludzi [przecież podludzie nie mogli zabić więcej
niemieckich nadludzi]. Według Fischera getto było gniazdem bolszewickiego terroryzmu,
dodatkowo szerzącym "wśród ludności niepokój i rozkład". Żydzi przygotowywali
się do "krwawej rozprawy z Polakami w okresie przełomowym" - a to
już endecka brednia [ONR - Szaniec]. I tak dalej...
Kłamstwa morderców sprzed sześćdziesięciu lat.
A dzisiaj? Dzisiaj zamiast afiszy propagandowych mamy telewizję.
"To nie jest wojna o ropę", "Wyzwalamy Irak", "Chronimy
świat przed potwornym niebezpieczeństwem", "Likwidujemy terroryzm",
"Dekapitacja państwa irackiego", "Niesiemy wodę i żywność",
"Poniża się naszych żołnierzy w niewoli", "Powstrzymują nas tylko
burze piaskowe" i "brak żywności", "Uderzamy z chirurgiczną
precyzją", "Irakijczycy sami się ostrzelali"... A to pamiętacie?
Już pierwszego dnia wojny "chcą się poddać dwie irackie dywizje" ,
a Saddam jest zabity. A potem "powstanie w Basrze", tajna fabryka
broni chemicznej i trzeciego dnia wojny Amerykanie "80 kilometrów od Bagdadu".
I tak w kółko, jak mantrę. Więc ja też pozwolę sobie powtórzyć parę rzeczy.
Irak ma drugie co do wielkości złoża ropy naftowej na świecie, a USA są największym
importerem tego surowca. Nieważne, prawda? Wojskowy budżet Iraku jest dwa razy
mniejszy od polskiego [czy więc Polska zagraża dwa razy bardziej bezpieczeństwu
świata?], a prawie 300 razy mniejszy od amerykańskiego. "Dekapitacja"
- zawsze to ładniej powiedziane niż po prostu "zabić". "Zabijanie"
- to tak brzydko brzmi, zabijają terroryści, a my tylko dekapitujemy. A co do
poniżania jeńców, to może lepiej zaglądnąć do Guantanamo? Do klatek, w których
klęczą skuci łańcuchami afgańscy jeńcy - z workami na głowach? "Chirurgicznie"
- inteligencja rakiet dorównuje inteligencji prezydenta Busha - zamiast Saddama
w Bagdadzie zabijają pasażerów autobusu w Syrii, spadają na Iran i Turcję. No
i wreszcie gogolowskie "Sama się wychłostała"... Zamiast dwóch dywizji
Amerykanie [po dziesięciu dniach] mają podobno w niewoli 3 tysiące Irakijczyków
[czyli czwartą część jednej dywizji], a od Bagdadu dzieli ich 150 kilometrów.
A jednak, choć propaganda wojenna kompromituje się na każdym kroku, są tacy
którzy wierzą. A nawet więcej, sami tworzą nowe sukcesy... W chwili, gdy Amerykanie
- zapewne z bólem w sercu - ogłaszają "wstrzymanie ofensywy" [29 marca]
arcyprawdomówna "Gazeta Wyborcza" na pierwszej stronie wali nagłówek
"Desant pod Bagdadem". Czy warto nawet to komentować?
BAGDAD PŁONIE, a my wszyscy powinniśmy być dziś Irakijczykami.
Andrzej Witkowicz