Na lewym skrzydle

O WZGLĘDNOŚCI BIEDY

Na jednej z warszawskich demonstracji nauczycieli spotkałem dwójkę Rosjan - nauczycieli ze Swierdłowska. Para odwiedzała w Polsce krewnych. Przechodząc koło Sejmu szczęśliwie natknęli się na protest swych kolegów/koleżanek po fachu z Polski.


"W Rosji nauczyciele też protestują" - mówili po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia na tle demonstracji. "Widać w Polsce też bieda… ile zarabia tu nauczyciel?" "Zależy" - odpowiadam. "W granicach 200 - 400 $". Na twarzach mych rozmówców odmalowało się zdumienie. "U nas zarabiają 20 - 40 $" - usłyszałem wyczuwając brak zrozumienia dla bogatych belfrów z Polski, którym się chyba w głowach poprzewracało od bogactwa.
Na takiej samej zasadzie bezrobotny w Polsce postrzega bezrobotnego w Niemczech. Bezrobocie w kraju na zachód od Odry sięga czterech milionów. W niektórych rejonach dawnego NRD przekracza 30%. Ale… powie niejeden polski bezrobotny…jakie tam mają zasiłki! Człowiek bez pracy w Niemczech może sobie pozwolić na więcej niż niejeden pracujący w Polsce.


A jednak wciąż mamy protesty, desperację i społeczne odrzucenie. Poczucie krzywdy bezrobotnego w Niemczech jest zwykle równie głębokie jak ofiary redukcji zatrudnienia w Polsce. Podobnie jak polskim nauczycielom nie poprawia wcale nastrojów fakt, że zarabiają wielokrotnie więcej od nauczycieli zza Uralu.


Pracownik czy bezrobotny porównuje bowiem swą sytuację do ludzi mieszkających w tym samym kraju czy regionie. Jego/jej punktem odniesienia jest szef z pracy, kolega z klasy czy sąsiadka, a nie głodujący w Kongo.


Gdyby bieda nie była kategorią względną nigdy nie mielibyśmy do czynienia z protestami w (podobno) bogatych krajach (do których w kategoriach globalnych zalicza się także… Polska). Zamożniejsze społeczeństwa także są podzielone na klasy, oparte są na wyzysku, mają swoich biednych i bogatych. Kapitalizm panuje nie tylko w Sudanie czy Meksyku, ale także w USA czy Francji. Dystans dzielący hutnika z północnej Anglii i księcia Karola jest na poziomie społecznych nierówności krajów Południa. To, że w Polsce istnieją emerytury i renty - "luksus" nie do pomyślenia w wielu krajach Południa, gdzie jedynym zabezpieczeniem na starość jest gromadka dzieci, która (może) pomoże - nie znaczy, że przymkniemy oczy na fortuny polskich biznesmenów w stylu Cupiała, Kulczyka czy Bochniarzowej.


W Polsce wielu chce żyć jak w Niemczech. W Rosji - jak w Polsce. Z Uzbekistanu emigruje się za chlebem do Rosji. Tak, jak z Turcji wyjeżdża się do pracy do Niemiec. Nic dziwnego. Bezrobocie jest tam wyższe niż w Polsce, a nie ma ż a d n y c h zasiłków dla bezrobotnych. Jednak wielu mieszkańców Zakałkazia wyjeżdża do pracy właśnie do Turcji, bo w porównaniu np. z Gruzją da się tam żyć.


Z Egiptu wielu młodych marzy o ucieczce do Europy. W Sudanie panuje pogląd, że w Egipcie nie jest źle. Sam Sudan pełen jest natomiast imigrantów z Erytrei i Etiopii, którzy twierdzą, że w przeciwieństwie do ich krajów pochodzenia tutaj można jeszcze zarobić. Tymczasem dla głodujących w dotkniętej wojną Demokratycznej Republice Konga nawet ucieczka do Etiopii wydaje się niezłą opcją.


Jak ponury jest ten świat, gdy tak ponury kraj jak Polska dla wielu wydaje się rajem tylko dlatego, że ludzie - choć nie wszyscy - mogą jeść tu codziennie mięso i mają taki luksus jak (mizerne) emerytury.


FILIP ILKOWSKI

 

 

str.