Kultura* TV* Kultura*

GRUZA & GULCZAS

Z potęgi Wielkiego Brata oprócz międzynarodowych koncernów skorzystał również nasz reżyser - Jerzy Gruza. W ciągu ostatniego roku wypuścił dwie bigbrotherowe produkcje, jedna gorsza od drugiej.

Nasz reżyser cudownie się przystosował do nowej sytuacji po 1989 roku. Żal mu było, iż nakręcił w latach siedemdziesiątych "Czterdziestolatka", tak strasznie gloryfikującego PRL. Serial mimo tych ideologicznych podrygów miał fantastyczną atmosferę i jak na gierkowskie lata, nakręcony został nakręcony wyjątkowo szczerze. Ale były to lata siedemdziesiąte, dziewięćdziesiąte miały przedstawiać się zupełnie inaczej.

Nastąpiła więc zmiana ról, Gruza zaczął gloryfikować polski kapitalizm (czyli "Czterdziestolatek - 20 lat później"). Jakże cudownie jest w tym kraju nad Wisłą, Karwowski stracił pracę, ale już założył własną firmę (z całkiem pokaźnym kapitałem), przecież nie tylko on. Jeśli ktoś z bohaterów serialu nie ma własnego biznesu to przynajmniej jest wpływowym politykiem. Możemy także podziwiać luksus dla każdego, błyszczące wieżowce i długie limuzyny - krótko mówiąc żyć i nie umierać w tej nowo odrodzonej ojczyźnie. To jest oczywiście tylko tło serialu , a sam scenariusz jest wyjątkowo beznadziejny i głupi , aż dziw bierze, że tylu znakomitych aktorów uległo Gruzie i dało się namówić na tę szopkę.

Gruza to przykład artystycznej prostytutki, chorągiewki która uległaby nawet nazistowskim podmuchom, gdyby oczywiście udało się panu Jerzemu "tworzyć" w latach trzydziestych XX wieku. Natomiast wspomniany na początku Wielki Brat to szczyt jego konformizmu i moralnego upadku.

Maciej Bancarzewski