Czy USA są nie do powstrzymania?

Upadł reżim w Iraku, podżegacze wojenni z Białego Domu osiągnęli swój cel. Nie jest to jednak koniec, lecz dopiero początek. Teraz najbardziej zajadli wśród nich grożą, że rozszerzą krwawą wojnę na inne państwa ze słynnej "osi zła" George Busha. Przecież nigdy nie ukrywali, że obalenie Saddama Husajna jest zaledwie jednym z etapów "wojny z terroryzmem".
Jeden z nich John Bolton doradca Busha ostrzegł Iran i Północną Koreę, by wyciągnęły wnioski z "lekcji jaką otrzymał Irak". William Kristol guru Projektu na rzecz Nowego Amery-kań-skiego Stulecia, skupiającego neokonserwatywnych fanatyków rządzących obecnie w Waszyngtonie, uprzedził ostatnio senatorów amerykańskich by liczyli się z możliwością wojny z Syrią. Colin Powell i inne ważne osobistości z administracji Busha, dają jasno do zrozumienia, że broń masowego rażenia, której jakoś nie udało się znaleźć w Iraku, jest w Syrii. Pojawiają się też głosy by przeprowadzić zmianę rządów w Arabii Saudyjskiej.
Dla ludzi działających w globalnym ruchu antywojennym, od dawna było jasne, że wojna w Afganistanie i teraz z Irakiem, to część ukrytego planu ustanowienia niczym nie zagrożonej światowej dominacji USA. W obecnej chwili "jastrzębie" z Waszyngtonu są tak pewne swej siły, że nawet nie kryją się specjalnie ze swoimi zamiarami.

Niestabilność
Jednak konsekwencją ich działań jest coraz większa niestabilność sytuacji na świecie, co zaczyna budzić pewne obawy wśród samych twórców Projektu na Rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia.
Same działania wojenne w Iraku nie przebiegały tak jak się tego spodziewano. Wiadomo było od początku, że reżim Saddama Husajna i jego partii Baas nie będzie w stanie oprzeć się sile największej machiny wojennej wszechczasów. Dlatego zaskoczeniem dla amerykańskich generałów i sekretarza obrony USA Donalda Rumsfelda był początkowy opór stawiany przez oddziały irackie. Na drodze do Bagdadu nie było wiwatujących tłumów i kwiatów. Jednak partia Baas i jej skompromitowani funkcjonariusze nie byli w stanie poderwać ludzi do walki z inwazją. Po latach kolaboracji z USA i represjonowania własnych obywateli nie potrafili zwrócić się zwykłych mieszkańców Bagdadu by razem zorganizować obronę miasta. Dziennikarze zauważyli, że wielu Irakijczyków mówiło "Saddam Husajn to agent CIA". Ochotnicy iraccy powracający z wygnania by walczyć z amerykańskimi wojskami podkreślali wyraźnie, że nie bronią Saddama, tylko swojego kraju.
Wśród ludności Iraku cały czas istnieje obawa przed powrotem do narzuconego z zewnątrz rządu w stylu kolonialnym jakiego już doświadczyli w przeszłości. To jeszcze bardziej komplikuje i tak trudną sytuację pomiędzy rywalizującymi o władzę różnymi grupami politycznymi. Ta niechęć, a nawet wrogość wobec Amerykanów, jest też poważnym problem dla neokonserwatystów z Waszyngtonu, którzy nie są jednomyślni, co do sposobów postępowania wobec Iraku i krajów arabskich.
Jedna grupa skupiona wokół Donalda Rumsfelda i Pentagonu, uważa że Irakijczycy ochoczo zaakceptują dominację USA i narzucony im kapitalizm w stylu korporacji amerykańskich. Nie przewidują trudności w ustanowieniu pro-amerykańskiego rządu w Iraku, sprzyjającego amerykańskim korporacjom i Izraelowi Ariela Szarona.
Inni, związani z Departamentem Stanu zdają sobie sprawę z antyimperialnych nastrojów na Bliskim Wschodzie i wiedzą, że może zaistnieć konieczność utrzymywania tam dużych sił wojskowych przez wiele lat.
Ostatnio jeden z "jastrzębi" Rumsfelda Ken Adelman znalazł się w trudnej sytuacji, gdy w czasie dyskusji telewizyjnej stwierdził, że zależy mu by na Bliskim Wschodzie zapanowała demokracja. Obecny tam ambasador jednego z krajów arabskich wytknął mu natychmiast, że w momencie gdy reżimy totalitarne zostaną zastąpione rządami wybranymi przez obywateli, opór i sprzeciw wobec ingerencji amerykańskiej i dominacji amery-kańskich korporacji wzrośnie a nie zmaleje.
Zaangażowanie USA w Iraku oznacza kłopoty dla administracji Busha, ponieważ teraz one same będą musiały radzić sobie z rosnącym radykalizmem arabskich klas pracujących i biedoty, zamiast zrzucić to na barki totalitarnych rządów miejscowych dyktatorów.
A z tak powszechnym ruchem antyimperialnym Stany Zjednoczone nie miały do czynienia od czasów Wietnamu. Zjawisko to nie jest ograniczone tylko do Bliskiego Wschodu. Wojna i okupacja Iraku są zaciekle krytykowane na całym świecie. Poczynając od Ameryki Łacińskiej, Europę, aż po Azję ogromne rzesze ludzi, niezależnie od postawy swoich rządów, sprzeciwiają się imperialnym działaniom USA. Stworzyli oni nie mający precedensu globalny ruch antywojenny.
Dzisiejsza sytuacja na świecie nie przypomina lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdy kraje zachodniej Europy i niektóre z byłych kolonii ochoczo chowały się pod parasol ochronny USA, a gospodarka światowa się rozwijała. Teraz ludzie zdają sobie sprawę, że za rządzącym światową ekonomią Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym stoi rosnący amerykański militaryzm.

Militaryzm
Tego militaryzmu obawiają się też przywódcy wielu krajów, a zwłaszcza tak zwanych "państw osi zła". Jedno z nich Korea Północna dobrze odrobiło iracką lekcję i zrozumiało, że nieposiadanie broni jądrowej czyni bezbronnym na atak z zewnątrz. Z drugiej zaś strony rozbudowa arsenału jądrowego tak jak to robią Indie i Pakistan, budzi respekt i zmusza Waszyngton do hamowania swych imperialnych zapędów wobec tych państw. Podobnie zaczyna się myśleć w Iranie. Perspektywa wojny na Półwyspie Koreańskim ( ostatnia pochłonęła cztery miliony ofiar), wywołała sprzeciw nawet tradycyjnego sprzymierzeńca USA Korei Południowej..
Plany waszyngtońskich neokonserwatystów spowodowały zatarg między Stanami Zjednoczonymi a ich sprzymierzeńcami. Francja i Niemcy są zaniepokojone rosnącą potęgą USA, dlatego nie chciały poprzeć wojny z Irakiem, dlatego też niektórzy politycy z tych krajów zaczynają mówić o tworzeniu przeciwwagi dla imperium amerykańskiego.
Projekt na Rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia mówi o rozprawieniu się nie tylko z państwami popierającymi terroryzm, ale też z każdym państwem, które może być potencjalnym zagrożeniem dla potęgi ekonomicznej i gospodarczej USA. Na czele listy są Chiny, ale neokonserwatysci skorzystali z okazji jaka dała im postawa UE wobec wojny z Irakiem, by w nią uderzyć. Trzeba pamiętać, że tłem dla obecnych wydarzeń jest zjawisko spowolnienia światowej gospodarki. Administracja Busha liczy na to, że głównie USA będą czerpały zyski z odbudowy Iraku, lecz już teraz powstają wątpliwości czy będą w stanie same wyłożyć potrzebne ogromne fundusze, które przyniosą zyski w nieokreślonej przyszłości.
USA to największy potentat gospodarczy świata, lecz jego pozycja nie jest tak silna jak w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. I choć UE nie dorównuje im pod względem militarnym, to ekonomicznie je dogania. Między innymi dlatego częścią strategii imperialnej neokonserwatystów skupionych wokół Projektu na rzecz Nowego Amerykańskiego Stulecia jest wykorzystanie potęgi militarnej USA do powiększenia przewagi gospodarczej.

Zagrożenia
Taka polityka niesie ze sobą różne zagrożenia. Doprowadzić może do konfliktów nie tylko w strefie wpływów USA, jak to się działo za czasów zimnej wojny, ale w każdym punkcie globu. Do jej realizacji potrzebny będzie też ciągły napływ gotówki, głównie z krajów Wschodniej Azji, potrzebnej do pokrycia olbrzymich kredytów zaciąganych przez George Busha na utrzymanie dominacji militarnej i na pomoc amerykańskim korporacjom.
Taka sytuacja spowoduje powstanie w różnych krajach na różnych kontynentach dogodnych warunków dla rozwoju masowego oporu skierowanego przeciwko militaryzmowi i korporacjom. Tak jak to ujął New York Times: "ruch antywojenny pokazał, że na świecie są dwa supermocarstwa USA i światowa opinia publiczna".
I choć Bush i skupieni wokół niego imperialni fanatycy pokazali z jaką wzgardą traktują głos opinii publicznej, jego bardziej trzeźwo myślący doradcy są mocno zaniepokojeni faktem, że ruch antywojenny zaczyna przekształcać się w silny, globalny ruch oporu.
tłum. Joanna Puszwacka

---------------------- ------------------

Gdzie jest broń?
Jak dotąd w Iraku nie znaleziono żadnej broni masowego rażenia.
Liczni przedstawiciele opinii publicznej pytają na jakiej podstawie media wmawiały wszystkim jakoby Irak stanowił bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Podobnie kłopotliwe pytania zadają brytyjskiemu premierowi parlamentarzyści z jego własnej partii.

------------------- -----------------

Najazd Izraela
Rząd Izraela rozpoczął nową akcję wojskową w Strefie Gazy, jedną z największych od początku Intifady. Rząd izraelski pokazał tym samym jak pojmuje nową "mapę dróg, prowadzących do pokoju", promowaną przez Busha.
W wyniku najazdu sił pancernych na dzielnice Yibna w Rafah na płd. Strefy Gazy, armia izraelska zabiła 6 osób i zraniła 48. Wśród ofiar śmiertelnych jest 14-letnie dziecko. Ta akcja została pomyślana jako swoisty sygnal od rządu Ariela Szarona dla Pale-styńczyków, aby nie liczyli na roz-uźnienie rygorów izraelskiej okupacji.
W pogrzebie 5 spośród ofiar uczestniczyło 15 tysięcy demonstrantów, którzy przeszli ulicami Rafah wymachując karabinami i flagami Palestyńskimi.