Rekordowe
bezrobocie, służalcze poparcie dla wojny Busha, korupcja wokół Rywingate
SLD-UP na kolanach
Od 1989 roku żaden rząd nie był tak
niepopularny jak rząd SLD-UP Leszka Millera. W sondażu przeprowadzonym przez
OBOP na początku kwietnia działanie rządu cieszyło się aprobatą jedynie 10 proc.
ludzi.
Rząd Millera utrzymywał dość przyzwoite notowania w sondażach przez pierwszy
rok od przejęcia władzy. Ludzie pamiętali "reformy" Jerzego Buzka,
które były po prostu atakami na standard życia zwykłych ludzi. Pamiętali też
liczne afery korupcyjne rządów AWS-UW.
Balcerowicz odszedł z rządu, aby umieścić się na stanowisku szefa Narodowego
Banku Polskiego, co dało mu władzę bez możliwości odwołania w wyborach.
Rząd Millera powielił wszystkie wady
rządu Buzka a nawet je zintensyfikował. Obiecał postęp w zwalczaniu nędzy i
obniżenie poziomu bezrobocia. Zamiast tego mamy bezrobocie na rekordowym poziomie
i neoliberalny, kłamliwy bełkot o korzyściach wstąpienia do Unii Europejskiej.
Gdy prezydent USA George W. Bush przygotowywał się do "wyzwolenia"
irackiej ropy, Miller (jak i Kwaśniewski) pospieszył mu z pomocą.
Wysłano uzbrojonych chłopaków by mordowali i ryzykowali życiem dla Busha, ponieważ
panujący w Polsce widzą korzyści dla siebie w służalczym poparciu dla USA. Wielka
koalicja Busha (Mikronezja, Palau, Islandia i inne tego typu światowe potęgi,
z których wiele nie posiada nawet armii) tak naprawdę liczy tylko dwa państwa
- USA i Wlk. Brytania, ale niewielkie poparcie Australii i jeszcze mniejsze
Polski miały wagę symboliczną w czasie, gdy na świecie pojawił się największy
ruch antywojenny w historii.
Miller chciał pokazać, że jest nawet bardziej służalczy niż Kwaśniewski podpisując
"listu ośmiu" przytakiwaczy gdy Bush znajdował się w tarapatach po
antywojennych wystąpieniach Francji i Niemiec. Kwaśniewski później go skrytykował,
obawiając się konfliktu z europejskimi mocarstwami.
Miller postępował w ten sposób, podczas gdy większość ludzi w Polsce przeciwstawiało
się polskiemu udziałowi w wojnie i nawet samej wojnie. Ludzie mieli dość służalczości
wobec Moskwy, nie chcą jej zamienić na serwilizm wobec USA.
Wreszcie Rywingate. Cała afera pokazuje, że łapówki i kupowanie ustaw są na
porządku dziennym w Polsce (inaczej Rywin nie odważyłby się prosić Michnika
o 17,5 mln dolarów). Wąska grupa uprzywilejowanych osób tworzy świat dużego
biznesu i polityki. Ludzie to obserwują i słusznie czują wstręt dla panujących.
Sytuacja Millera jest zła. Mówi się nawet o tym, że posłowie SLD wolą odwołać
premiera niż godzić się na przedterminowe wybory w czerwcu 2004 r. (niewątpliwie
czują nieuchronną klęskę w przyszłych wyborach). PSL może wrócić do koalicji
za cenę głowy premiera.
Brak demokracji
Bezrobocie, wojna, bezczelna korupcja. Za tym wszystkim stoi brak demokracji.
Decyzje dotyczące zwolnień są podejmowane przez niewybranych przez pracowników
szefów firm lub przez polityków, którzy w ten sposób łamią obietnice wyborcze.
Większość jest przeciwna wojnie a co z tego - jeden Bush jest ważniejszy niż
miliony mieszkańców Polski. Rywingate - te wszystkie prywatne rozmowy między
bogatymi i rządzącymi są o wiele ważniejsze niż obrady sejmowe.
Głosujemy na posłów raz na cztery
lata, na prezydenta raz na pięć. Czyli mamy pół minuty demokracji raz na 4-5
lat, bo tyle czasu trwa proces głosowania. Potem nie mamy nic do powiedzenia,
nie możemy od razu odwołać kiepskich czy skorumpowanych polityków. W parlamentarnym
systemie demokracja jest bardzo ograniczona.
Dlatego masowe strajki i protesty są tak ważne. Czy chodzi o walke z bezrobociem, czy przeciwko wojnie, możemy wyrazić swoją demokratyczną wolę tylko poprzez aktywne masowe protesty. Wtedy się organizujemy i budujemy szerszy obszar demokracji.
Groźba
skrajnej prawicy
Gdyby Miller został obalony przez społeczne niezadowolenie byłoby to krokiem
naprzód do zbudowania prawdziwej demokracji. To samo dotyczy obalenia rządu
SLD-UP. Niektórzy obawiają się, że po upadku SLD-UP może powstać nowy, gorszy
rząd Leppera, skrajnych neoliberałów z Platformy Obywatelskiej, kibiców wolnej
ręki dla policji z Prawa i Sprawiedliwości, czy skrajnej prawicy z Ligi Polskich
Rodzin.
Upadek rządu jednak wzmocniłby wszystkich, którzy chcą pokazać rządzącym z jakiejkolwiek
ekipy, że nie mogą bezkarnie atakować pracowników i bezrobotnych.
Jeśli chodzi o skrajną prawicę, która jest rzeczywiście większym zagrożeniem, nie można walczyć z rasistami i nacjonalistami typu Roman Giertych obawiając się o zdrowie rządu. Trzeba popierać pracownicze protesty i zarazem pokazywać, że prawicowa polityka zawsze będzie hamować ruch. Im silniejszy jest ruch pracowniczy w walce z rządzącymi, tym bardziej podważone zostaje poparcie dla skrajnej prawicy, która zawsze szuka jakichś kozłów ofiarnych (Żydów, homoseksualistów, cudzoziemców), tym samym osłaniając ludzi władzy.