Rząd przygotowuje kolejne ataki na pracowników

Rząd staje się coraz mniej popularny. Według sondażu opublikowanego 20 czerwca aż 67 procent ankietowanych uważa, że rząd źle wykonuje swoją pracę – 22% ocenia tę pracę zdecydowanie źle, a 45% - raczej źle. Dobrze pracę rządu ocenia jedynie 24% badanych.
Prezydent Lech Kaczyński ma 55 procent ocen negatywnych. Tylko premier jest ratunkiem dla PiS, ponieważ Marcinkiewicz wciąż zachowuje swoją popularność.
Popularność premiera przy wzrastającej pogardzie dla Kaczorów przyczynia się do intensyfikacji trwającej wewnątrzpartyjnej walki w PiS. Sprawa Zyty Gilowskiej, którą Marcinkiewicz musiał zdymisjonować, według samego premiera była uderzeniem w niego.
Niestety, odwołanie Gilowskiej nie miało nic wspólnego z odejściem od polityki neoliberalnych ataków na poziom życia większości społeczeństwa. Nowy minister to były doradca Marcinkiewicza - Paweł Wojciechowski. Dowodem na to, jak bliska jest polityka wszystkich rządów III RP jest fakt, że Wojciechowski to również były doradca najmniej socjalnych ministrów w rządzie Leszka Millera – czyli Hausnera i Kaczmarka. Miał też pomagać tworzyć program wyborczy Partii Demokratycznej.

Nie wygląda więc na to, że premier na długo zachowa swoje powodzenie. Utrzymując twardy kurs neoliberalny – cięcia socjalne, niższe podatki dla najbogatszych i nowy antypracowniczy kodeks pracy - Marcinkiewicz może się ratować jedynie, jeśli nie powstanie masowy ruch sprzeciwu.

Dlatego premier uczestniczył ostatnio w obradach Komisji Trójstronnej (pracodawców, związkowców i przedstawicieli rządu). Chce doprowadzić do podpisania umowy społecznej, która miałaby powstrzymać protest związkowy w obliczu ataków na pracowników, jak wspomniany nowy kodeks pracy. Kodeks jest na razie ściśle tajny, ale są przecieki. Wynika z nich, że kodeks ma wzmocnić pracodawcę wobec pracownika. Będzie łatwiej zwolnić niechciane osoby. Pracownik będzie musiał godzić się na pracę w gorszych warunkach za niższą płacę. Kodeks ma też wprowadzić prawo do lokautu (wyrzucenie ludzi na bruk zwykle w czasie strajku).
Niestety, główne centrale związkowe godzą się na rozmowy nt. Umowy społecznej. Przewodniczący OPZZ Jan Guz powiedział: "Wyciągamy rękę do dialogu. (...) Jeśli taki dialog będzie traktowany poważnie, to będziemy go prowadzić w salach, przy stołach, a nie na ulicy".

Dla Guza powinno być oczywiste, że rząd posługuje się dialogiem, by osłabić stronę związkową. Nie pomaga też fakt, że Guz jest przywiązany do neoliberalnego SLD a lider „Solidarności” Janusz Śniadek ma przyjazne kontakty z PiS.
Pracownicy potrzebują masowych strajków, by odeprzeć ataki rządzących i nowej alternatywy politycznej, która walczy z neoliberalizmem, a nie wprowadza go w życie.
Trzeba też pamiętać, że protesty w jednej dziedzinie społecznej łatwo mogą rozprzestrzenić się na inne. Widzieliśmy jak w ostatnich latach ruch alterglobalistyczny przyczynił się do zradykalizowania ruchu związkowego we Włoszech, ruch antywojenny grał tę samą rolę w Brytanii. Obecność związkowców z kolei wzmocniła te ruchy. Dlatego tak ważne jest, że związki takie jak Związek Nauczycielstwa Polskiego i WZZ „Sierpień 80” biorą aktywny udział w antygiertychowych protestach rozpoczętych przez uczniów i studentów. Musimy dalej integrować ruchy protestu z ruchem związkowym i z obu wyłonić alternatywę polityczną.