Książka* Książka* Książka* Książka*
Złudzenia
nacjonalizmu
Wraz z nastaniem IV Rzeczpospolitej pojawiła się jedynie słuszna polityka historyczna. Instytut Pamięci Narodowej w żaden sposób nie może już sprostać takiej dziejowej misji. Dlatego potrzebny jest swoisty historyczny public relations, który ma za zadanie wywrzeć jak największych wpływów na media, a także na mentalność zwykłych ludzi.
Trzeba dać ludziom jakąś narodową iluzję, poczucie wyjątkowości, mesjanizmu i heroizmu. Wszystkich tych wspaniałych cech, które odróżniają Polaków od innych narodowości. Dlatego nie możemy dowiedzieć się niczego złego o Polakach.
A na tych, którzy upierają się, iż Polacy nie byli święci czekają gromy oburzenia. Deputowani, którzy śmieli podpisać uchwałę Parlamentu Europejskiego w sprawie braku tolerancji w Polsce, zostali okrzyknięci przez dziennik „Fakt” zdrajcami, wręcz taki samymi jak ci z Targowicy. Lech Kaczyński witając Benedykta XVI na Okęciu powiedział, iż Polska jest wielce tolerancyjnym krajem od wieków.
Ataki na ulicach
Dzień później na ulicach Warszawy został brutalnie zaatakowany Naczelny Rabin Polski, tylko dlatego, że jest Żydem. Informacja ta przedostała się do mediów z kilkunastogodzinnym opóźnieniem, bo przecież nie należało psuć tak wspaniałego wizerunku Polski wymalowanej przez prezydenta. Wielokulturowość i tolerancja to tylko wirtualny obraz władzy w IV Rzeczpospolitej. Premier Marcinkiewicz, nie widzi problemu jej braku w naszym kraju. No cóż, świat z limuzyny rządowej wygląda trochę inaczej. Przecież antysemityzm toruńskiej rozgłośni, w której tak wspaniale się czuje jest doskonale zakamuflowany.
Takie wypowiedzi stwarzają klimat postępującego nacjonalizmu w Polsce, który staje się oficjalną ideologią. Nacjonalizm to wynaturzenie (Albert Einstein stwierdził słusznie, iż nacjonalizm to choroba wieku dziecięcego, wietrzna ospa rodzaju ludzkiego), które oddala realne problemy ludzkości.
Trwanie w podziałach na narody „X” i „Y”, gdzie „X” jest zawsze lepsze od „Y” stanowi zaporę rozwoju cywilizacyjnego. Tej prostej prawdy nie mogą zrozumieć mesjasze IV Rzeczpospolitej. To „polskość” ma sprawić, iż zapomnimy o problemach ekonomicznych. To nasza historia ma dowieść, iż należymy do czołówki państw europejskich. To dzięki niej możemy odważnie powiedzieć: „Nicea albo śmierć”. Ale nikt z decydentów nie chce pamiętać, iż kraj opuściło od maja 2004 roku około dwóch milionów rodaków, którzy nie mogli wyżywić się jakoś z „polskości”.
Wychowanie patriotyczne
Pojawił się wreszcie wielki minister edukacji Roman Giertych. Instytut Wychowania Narodowego przy pomysłach spadkobiercy Dmowskiego wygląda całkiem niewinnie i niegroźnie. Dla tego endeka wychowanie patriotyczne stanowi rdzeń przekształceń w edukacji. Oddzielna lekcja na historię Polski to ewenement w skali światowej. Teraz powinniśmy jedynie czekać na osobne lekcję z teorii kreacjonizmu w ramach nauki przyrody i biologii. Porównanie to nie wydaje się, aż tak absurdalne, ponieważ ojciec Romana – Maciej (leśnik wykształcony na Uniwersytecie w Oksfordzie!), publikował na łamach „Rycerza Niepokalanej” już pod koniec lat osiemdziesiątych artykuły bazujące na książce J.W.G. Johnsona: „Sypiąca się teoria ewolucji”.
Taki „rodzinny tandem edukacyjny” może nas zawieść prosto w mroki średniowiecza. Jednak największym zagrożeniem jest antysemityzm i rasizm Giertycha. Oczywiście przybiera on formy ściśle ukryte. Nie powie on o sobie otwarcie, iż jest antysemitą. Tak jedynie wszechpolacy mówią w swoim ścisłym gronie i czasem tylko nieopatrznie zostają sfotografowani, podczas gdy przesyłają sobie faszystowskie pozdrowienia.
Roman Giertych nie wstydzi się swoich protoplastów-założycieli skrajnie nacjonalistycznej i antysemickiej Narodowej Demokracji. To właśnie ta siła polityczna zdołała utworzyć silny antyżydowski ferment, dzięki któremu były możliwe pogromy (nie tylko zresztą Żydów, a także Ukraińców i Białorusinów), a także numerus clausus i getta ławkowe dla studentów żydowskich w przedwojennej Polsce. Te fakty są publicznie przemilczane, choć stanowią integralna spuściznę Narodowej Demokracji-Ligi Polskich Rodzin.
Giertych bez jakichkolwiek zahamowań promuje młodych faszystów, którzy zajmują najwyższe stanowiska w państwie (patrz: Wiechecki, Farfał). Gdy autor „Szczerbca” - faszystowskiego pisemka zostaje wiceprezesem telewizji, nie można być już obojętnym.
Odtrutka
W takich chorym, nacjonalistycznym zaduchu potrzebna jest odtrutka w postaci książki Ludwika Stommy: „Polskie złudzenia narodowe”. W krótkim opracowaniu, w oparciu o rzetelna wiedzę historyczną obala on polskie mity narodowe od państwa Piastów do zmian w 1989 roku, które są kanwą nie tylko dla narodowców, ale też dla autorów podręczników historii. Najważniejszy wniosek płynący z lektury jest taki, iż Polacy nie są w niczym wyjątkowi: tak samo płonęły u nas stosy, tak samo torturowano i prześladowano innowierców, wreszcie tak samo kolaborowano z okupantami. Na wyszczególnienie zasługuję mit Konstytucji Trzeciego Maja. Ta „pierwsza ustawa zasadnicza w Europie”, nie była w niczym nowatorska, przełomowa, ani tym bardziej demokratyczna. Nie może nim być akt prawny, który ustanawia religię panującą i utrzymuję poddaństwo chłopów. Konstytucja Trzeciego Maja, była już przestarzała i reakcyjna w świetle Konstytucji Księstwa Warszawskiego z 1807 roku.
Jednak dla współczesnej myśli narodowej jest ona największą chwałą wpajaną już od wczesnych lat szkoły podstawowej. A to właśnie z „Polskich złudzeń narodowych” uczniowie powinni poznawać historię Polski ujętą zawsze w szerszym aspekcie, nie zasłoniętą patriotyczną zasłoną, która nie pozwala w żaden sposób myśleć samodzielnie. Narodowa edukacja Giertycha chce za wszelką cenę chce pogłębić podziały na dwa obozy - „my” Polacy i „oni” obcy, ale przecież na świecie główne podziały przebiegają na linii bogaci i cała reszta.
Maciej Bancarzewski
Ludwik Stomma
„Polskie złudzenia narodowe”
Poznań 2006