ZMIANY KLIMATU

Czy kapitalizm ugotuje ziemię

Wśród klimatologów panuje już niemal zupełna zgoda co do tego, że przyszłość ludzkości jest zagrożona, jeśli nie nastąpi istotna redukcja emisji gazów, które przyczyniają się do globalnego ocieplenia.

Żeby zapobiec katastrofie, świat musi w ciągu najbliższych trzydziestu lat obniżyć emisje dwutlenku węgla (CO2), najważniejszego z “gazów cieplarnianych”, aż o 90 procent. Taka redukcja jest możliwa, wciąż jednak natrafia na trzy wielkie przeszkody:

Pierwszą jest sprzeciw rządów, które na każdym kroku starają się przypodobać wielkiemu biznesowi. Drugą jest wspólne dla większości partii głównego nurtu życia politycznego na całym świecie przywiązanie do określonych ogólnych ram polityki gospodarczej - neoliberalizmu – w których rynek jest postrzegany jako panaceum na wszystkie problemy.

Trzecia przeszkoda to sam system kapitalistyczny, w którym zysk liczy się bardziej niż cokolwiek innego, choćby niż przetrwanie ludzkości.

Pomyślmy o zmianach, które byłyby konieczne w kraju takim jak np. Wielka Brytania. Głównym źródłem CO2 jest tam energetyka, odpowiedzialna za 40 procent emisji. Inne gałęzie przemysłu emitują w przybliżeniu 20 procent, tyle samo dodaje transport. Emisje komunalne składają się na ok. 15 procent.

We wszystkich tych sferach byłoby konieczne drastyczne obniżenie emisji. W tym celu władze mogłyby już teraz podjąć pewne podstawowe kroki:



Żadne z tych posunięć nie jest, samo w sobie, niewykonalne. Pewne podstawowe kroki można wywalczyć poprzez skoordynowane kampanie aktywistów ekologicznych i politycznych.

Jednak dokonanie zdecydowanego postępu na drodze do tych celów oznaczałoby zerwanie z modelem neoliberalnym – ideologią, która opiera się na quasi-religijnym kulcie wolnego rynku i pogardzie dla państwowego planowania.

Wyobraźmy sobie, jak by to było, gdyby energetykę opartą na spalaniu węgla, gazu i ropy naftowej zastąpiła energia uzyskiwana z wiatru, pływów morskich i słońca. Pewne jest to, że gdyby w odnawialne źródła energii zaczęto inwestować tyle samo, co obecnie w źródła nieodnawialne, ceny energii by wyraźnie spadły. Nawet, gdyby w początkowym okresie koszty jej wytwarzania wzrosły, i tak wzrost ten nie mógłby się równać z ceną, jaką ludzkość zapłaci, jeśli nastąpią zmiany klimatyczne na świecie.

Jednak tego rodzaju reorganizacja energetyki oraz zmobilizowanie odpowiednich środków inwestycyjnych znowu oznaczałyby konieczność przejęcia gospodarki z rąk prywatnych kapitalistów i pokierowania nią w drodze demokratycznego planowania.

Same inwestycje w energooszczędność budynków mogłyby doprowadzić do obniżenia emisji CO2 o 40 procent w skali globu.

Związek między emisjami CO2 a systemem zbudowanym wokół pogoni za zyskiem nadaje globalnemu ociepleniu charakter problemu klasowego. Nie tylko dlatego, że kraje biedne i ubodzy ludzie najciężej odczuwają konsekwencje globalnego ocieplenia.

Zmiany klimatyczne są kwestią klasową przede wszystkim dlatego, że najlepiej sytuowane warstwy społeczne nie są w stanie zerwać z kapitalizmem. Są uwięzione w niekończących się zmaganiach – rywalizacji z innymi o zyski, wyciskaniu ile się da z tych z nas, którzy są na dole, akumulowaniu jak największego majątku we własnych rękach.

Żadna firma nie może zdobyć się na ryzyko pozostania w tyle w tym wyścigu. Żadne państwo nie chce pozwolić, aby ucierpiały zyski jego kapitalistów.

To właśnie my tu, na dnie społeczeństwa, my, których praca napędza cały system, a którzy nie otrzymują wiele, albo zgoła nic, z jego bogactwa, mamy szansę posunąć się najdalej w kwestionowaniu priorytetów tego systemu.

Do pewnego momentu oznacza to wymuszanie na naszych przywódcach zmian w polityce i wprowadzania reform. Ostatecznie jednak powstrzymanie zmian klimatycznych będzie wymagało przemian rewolucyjnych.

Świat do tego zdolny będzie funkcjonował w oparciu o autentycznie demokratyczną debatę nad rzeczywistymi priorytetami społeczeństwa, debatę, która będzie uwzględniać konieczność ekologicznego zrównoważenia wszelkiej produkcji. A taka debata jest akurat nie do pomyślenia w warunkach kapitalizmu.

Tłumaczył Paweł Listwan