* Książka * Książka *  

Piękne lata trzydzieste Andrzeja Garlickiego

 

II Rzeczpospolita inaczej

II Rzeczpospolita dla nowych elit politycznych po 1989 roku stała się mityczną krainą szczęśliwości. Wszystko to, co przekreślała Polska Ludowa miało być  chwalebnym wzorem, bo gdyby nie czasy PRL, na pewno bylibyśmy w czołówce państw zachodnich, a tak musieliśmy zaczynać wszystko od początku.

Historie przedwojennej Polski sprowa­dza sie do walki o granice i sukcesów gospodarczych (takich jak wybudowanie portu w Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego). II Rzeczpospolita to kwit­nąca demokracja zniszczona przez wybuch II wojny światowej.

Takie właśnie stereotypy głęboka tkwią w polskim społeczeństwie. Określenie Polski czasów Piłsudskiego jako „autorytar­nej” czy „faszyzującej” jawi się jako bolsze­wicka propaganda. Mało kto wspomina o głębokich podziałach społecznych, o pro­blemie analfabetyzmu, sięgającego w nie­których rejonach nawet 60 procent, czy prześladowaniu mniejszości narodowych.

Stereotypy te łamie częściowo książka Andrzeja Garlickiego: Piękne lata trzydzie­ste. Autor skupia się w niej na historii poli­tycznej Polski po przewrocie majowym. Jest to na pewno praca przełomowa. Nikt wcześniej nie opisywał tak dokładnie kuli­sów wyborów brzeskich w 1930 roku, kiedy to opozycja została całkowicie zmiażdżona, ani okrucieństw w obozie w Berezie Kartuskiej, niczym nie różniącej się w tym okresie od obozu w Dachau.

Przez większość swojej pracy Garlicki jednak skupia się na przedstawieniu bez­pardonowej walki politycznej w parlamen­cie, gdzie toczyła się ona nie tylko na słowa. Autor opisuje mało znany fakt, gdy podczas uroczystości otwarcia obrad Sejmu w 1928 r., protestujący przeciwko obecności Piłsudskiego komunistyczni posłowie zosta­li siłą usunięci przez uzbrojonych policjan­tów, przy całkowicie biernej postawie straży marszałkowskiej. Powszechnie znana jest niechęć Marszałka do parlamentaryzmu, zawsze jednak przytaczana w postaci cięte­go języka Piłsudskiego, a nie przemocy fizycznej skrzętnie zorganizowanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.

Mało znane są też machinacje finanso­we rządowego stronnictwa BBWR, które publiczne pieniądze przeznaczało na swoją kampanię wyborczą. Tak właśnie wyglądała sprawiedliwa Polska Marszałka Piłsudskiego, którego kult porównywalny może być w XX wieku jedynie z Janem Pawłem II. Wizerunek marszałka chroniła nawet specjalna ustawa z 1938 roku: 'o ochronie imienia Jozefa Piłsudskiego, Pierwszego Marszalka Polski', która wpro­wadziła 5 lat więzienia za jego obrazę.

Jedna z najczarniejszych kart II Rzeczpospolitej to prawnie tolerowany antysemityzm ze spiskową teorią dziejów

obwiniającą Żydów za wszelkie zło. Jak stwierdza autor: “Urok antysemityzmu pole­gał na tym, ze otwierał on swym wyznaw­com perspektywę aktywnego działania. Bicie Żydów stawało się czynem patriotycz­nym, rozładowywało frustrację dawało poczucie osobistego zaangażowania w walkę o lepsze jutro. Świat bez Żydów miał być światem zasobnym opartym o wartości chrześcijańskie. Antysemickie burdy i pogromy dawały poczucie uczestnictwa w szlachetnym czynie zbiorowym”.

Powszechne były wystąpienia antyse­mickie na polskich uczelniach, największe w połowie lat trzydziestych. Prawicowe bojówki bezkarnie zastraszały i biły studen­tów żydowskich. W 1937 roku władze aka­demickie większości uczelni wprowadziły tzw. „getta ławkowe”, tym samym spełniając częściowo oczekiwania faszystowskich organizacji. Częściowo, gdyż organizacja ONR-ABC była za całkowitym wyrzuceniem Żydów z 'polskich' uczelni, tzw. numerus nullus.

Tak brzmiał rozkaz Wydziału Wykonawczego ONR-ABC: 'W wykonaniu numerus clausus poleca sie wszystkim członkom ONR, gdyby kto spotkał Żyda na uczelni, pobić go i wyrzucić z terenu uczel­ni. Jeśliby okazała się przeważająca siła Żydów lub woźnych, którzy by stawali w obronie Żydów, należy zaalarmować innych kolegów do pomocy. Rozkaz niniejszy bez­względnie musi być wykonany. Numerus nullus musi być zrealizowane, tak jak rok temu zrealizowane zostało getto'.

Szkoda jedynie, iż Andrzej Garlicki nie wspomina w swojej książce o pacyfikacji strajkujących robotników, zajęciu Zaolzia przez polskie wojsko w 1938 roku, czy pogromach antyukraińskich. Mimo tego „Piękne lata trzydzieste” stanowią powiew świeżego powietrza w polskiej historiografii lat międzywojennych przykrytych do tej pory portretami Piłsudskiego i Romana Dmowskiego -zagorzałego antysemity i wciąż patrona najważniejszego ronda w stolicy kraju. Warto o tym pamiętać i warto przeczytać Piękne lata trzydzieste.

Andrzej Garlicki

Piękne lata trzydzieste

Warszawa 2008

Maciej Bancarzewski

Fragmenty z książki

Pacyfikacja Ukraińców i Bereza Kartuska

Pacyfikacja Galicji Wschodniej oznaczała przyjęcie zasady odpowiedzialności zbiorowej. Do wytypowanych wsi wkraczały policja i wojsko, niszczyły napisy ukraińskie, dokonywały tak zwanych kłopotliwych rewizji połączonych ze zrywaniem dachów, mieszaniem mąki z solą, wysypywaniem ziarna itp. Niszczono ubogie chłopskie zapasy, dewastowano budynki. Brutalność postępowania miała zastraszyć ludność, zniechęcić ją do antypaństwowych działań. Opornych aresztowano. Stosowano też, całkowicie bezprawnie, karę chłosty. Niszczono ukraińskie książki, stroje ludowe, a także przedmioty kultu religijnego. Wedle źródeł ukraińskich, było siedem ofiar śmiertelnych, wedle polskich - dwie. Zginął, w czasie próby ucieczki, komendant krajowy UWO Julian Hołowyńskyj. B. Żongołłowicz zanotował 16 października 1930 roku: „Sprawa ukraińska - jakoby sporo nadużyć przez policję, ułanów - bito porządnie, nawet kobiety gwałcono".

Na ludność ukraińską nakładano dotkliwe kontrybucje. Stosowano też kwaterunek wojskowy. Wieś musiała żywić stacjonujących żołnierzy i ich konie, co dla ubogiej ludności było znacznym obciążeniem....

Bereza

Do gatunku równie męczących ćwiczeń należał marsz »kaczym chodem« (w półprzysiadzie ręce wyrzucone w górę). Pewnego dnia tenże sam Idzikowski prowadził kolumnę ćwiczebną (»kaczym chodem - równy krok - równanie i krycie w czwórkach«) 2 razy dookoła bloku koszarowego, na ogólnej przestrzeni ok. 500 m...

Do prac należało czyszczenie ustępów, dokonywane małą szmatką, a więc w praktyce gołymi rękami. Przed posiłkiem nie pozwalano umyć rąk ubrudzonych kałem. Gdy jeden z więźniów zwrócił się z taką prośbą, usłyszał: „Ty kurwo inteligencka, możesz obiad z gównem jeść".

Za najbardziej uciążliwą pracę uznawano pompowanie wody, które odbywało się przy użyciu kieratu. Orczyki były tak przymocowane, że więźniowie musieli pracować w głębokim pochyleniu, co było bardzo męczące. Kazano wykonywać również prace całkowicie bezsensowne jak kopanie i zasypywanie rowów, przenoszenie ciężkich kamieni z miejsca na miejsce.

Więźniowie musieli poruszać się po Berezie biegiem. Nic wolno im było ze sobą rozmawiać. Policjanci zwracali sic do nich per „skurwysynu", „kurwa mać", „świńskie ścierwo"....  torturą było nawet wypróżnianie się...wolno było tę czynność fizjologiczną załatwić tylko raz na dobę, rano: dwudziestu ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę »raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery« każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się, co było oczywiście czasem niewystarczającym absolutnie, tym bardziej, że skandowanie komendy nie było wcale wydłużone, lecz wyrazy »raz i dwa« były mówione w takim tempie, że całość komendy nie mogła wynosić więcej czasu niż półtora sekundy najwyżej. Wobec czego ludzie stale chodzili z niewypróżnionymi żołądkami, co zwłaszcza było dolegliwe przy owej gimnastyce polegającej na kilkugodzinnym kaczym chodzie.