Służba zdrowia

Tusk dzieli pacjentów na biednych i bogatych

Nie jest odkryciem stwierdzenie, że sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest zła. Od lat społeczeństwo zarówno z mediów jak i osobiście ma okazję się przekonać w jak tragicznej sytuacji znalazły się zarówno placówki ochrony zdrowia, personel tam pracujący, jak i pacjenci.

Wystarczy przypomnieć dramatyczne przypadki z początku roku szpitali zagrożonych bankructwem czy nieustępliwą walkę lekarzy i pielęgniarek o godziwe zarobki. Po jesiennych wyborach mamy nowy rząd. Warto zastanowić się, jaką koncepcje uzdrowienia katastrofalnej sytuacji w ochronie zdrowia przedstawia Platforma Obywatelska.

Premier Tusk w swoim inauguracyj­nym expose zapowiedział przygoto­wa­nie ustawy o systemie ochrony zdrowia.

W jej założeniach ma znaleźć się zapis o jednakowym traktowaniu przez instytucje ubezpieczenia publicznego wszystkich placówek ochrony zdrowia - zarówno publicznych jaki i niepublicznych. Oznacza to w praktyce konieczność konkurowania takich palcówek między sobą o pieniądze z kontraktów oraz finansowanie prywatnych klinik z publicznej kasy. To według Tuska doprowadzi do poprawy jakości oferowanych świadczeń. To ekonomia ma zmusić szpitale i przychodnie do oferowania szerszego asortymentu świadczeń i podniesienia standardów leczenia, skrócenia kolejek, wzrostu wynagrodzeń personelu medycznego itp. Koalicja Platformy i PSL planuje przekształcenie publicznych placówek ochrony zdrowia w spółki prawa handlowego.

Kolejnym działaniem zapowiadanym przez Tuska w expose jest wprowadzenie zakresu usług medycznych, czyli powrotu do koncepcji już przedstawianej przez poprzednie rządy „koszyka świadczeń”. W praktyce oznacza to, że określony będzie pewien zakres usług, jakie pacjent będzie mógł otrzymać w ramach opłaconej składki zdrowotnej. Pozostałe świadczenia będą dostępne za pieniądze lub w ramach dodatkowych ubezpieczeń.

Przy obecnym braku pieniędzy w systemie ochrony zdrowia (wynikających głównie z bardzo niskich nakładów z budżetu państwa) oznacza to, że dla biedniejszej części społeczeństwa niektóre procedury staną się albo w ogóle niedostępne albo będą wymagały dużych wyrzeczeń finansowych.

Tutaj warto posłużyć się przykładem z dziedziny usług stomatologicznych, gdzie część (mocno ograniczona) świadczeń jest wykonywana w ramach kontraktu z NFZ, za pozostałe trzeba płacić. W praktyce większość pacjentów jest zmuszona płacić za usługi stomatologiczne lub w ogóle z nich rezygnuje nie mogąc podołać bardzo wysokim kosztom leczenia.

Określenie koszyka świadczeń pociągnie za sobą konieczność stworzenia systemu dodatkowych ubezpieczeń, które mają objąć dodatkową dopłatę do świadczeń podstawowych lub sfinansować świadczenia nieobjęte pod­sta­wowym ubezpieczeniem zdrowotnym.

Jeśli chodzi o zarobki pielęgniarek i lekarzy, to oprócz obiecanego zwiększenia dopłat z budżetu do wynagrodzeń dla stażystów i rezydentów, resztę według Tuska ma załatwić „system konkurencji wśród instytucji ubezpieczeniowych oraz świadczeniodawców”, który ma doprowadzić do wzrostu zarobków personelu medycznego.

W przedstawionym przez Tuska programie „naprawy” sytuacji w ochronie zdrowi widać, że Platforma mimo szumnych deklaracji o trosce o wszystkich obywateli, rozwiązania problemów szuka we wprowadzeniu mechanizmów wolnorynkowych. Placówki medyczne maja być takimi samymi podmiotami gospodarczymi jak zwykłe firmy i podlegać działaniom rynku, maja konkurować między sobą o fundusze z ubezpieczeń zdrowotnych i o pacjentów. Konkurencja wymusza oszczędności, redukcję kosztów, a to doprowadzi do nierówno­miernego traktowania pacjentów, dzielenia ich na biednych i bogatych. Może dojść do sytuacji, że pacjent wymagający długiego, kosztownego i nie­koniecznie dobrze rokującego leczenia nie znajdzie placówki medycznej chętniej do podjęcia jego kuracji w ramach bezpłatnej opieki lekarskiej, a dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne gwarantujące lepszy standard leczenia nie są osiągalne dla wszystkich. W Polsce istnieją liczne grupy żyjące w skrajnym ubóstwie, których już teraz nie stać na leczenie, mimo że w teorii jest ono bezpłatne (jedną z przyczyn są chociażby zbyt wysokie ceny leków), tym bardziej nie będą one w stanie dodatkowo się ubezpieczać w instytucjach ubezpieczeniowych.

Tusk w swoim expose mówiąc o planowanych reformach w ochronie zdrowia, zapewniał, że „żadne z podjętych przez nas działań nie odbędzie się kosztem pacjenta”. Jeśli ktoś mu uwierzył, prędko przekona się, że to nie troską o pacjentów ani pracowników służby zdrowia kieruje się Tusk, tylko wymaganiami biznesu.