Jaka oświata według Tuska?
Pracodawcy "wiedzą najlepiej”
Antysocjalną politykę rządu Tuska trudno ukryć – również w dziedzinie edukacji. Składa się ona z kilku podstawowych założeń:
* Pracodawcy, czyli biznes, ma mieć większy wpływ na edukację. Cytujemy z expose premiera: „…koncepcja kształcenia zawodowego i ustawicznego będzie doskonalona we współpracy ze środowiskiem pracodawców. To oni najlepiej wiedzą, czego oczekują od przyszłych pracowników.”
* Trzeba dać więcej władzy nad edukacją również samorządom lokalnym, ponieważ „…będą potrafiły lepiej niż władza centralna efektywnie prowadzić finansowanie edukacji i najlepiej dostosowywać polskie szkoły do lokalnych możliwości i potrzeb.”
* Należy zwiększyć autonomię i konkurencyjność „w odniesieniu do uczelni państwowych i niepaństwowych. Sposób finansowania szkolnictwa wyższego będzie promować kierunki studiów najwyższej jakości”.
Konkretne punkty w expose Tuska to m.in. wprowadzenie bonów edukacyjnych dla uczniów. Chodzi o to, że pieniądze za edukację będą szły „za uczniem”; szkoły z dużą liczbą uczniów dostaną większe fundusze od państwa. Będzie miało to oczywiście katastrofalne konsekwencje dla małych szkół wiejskich, które w jeszcze większym stopniu niż teraz będą zamykane.
Drugą konsekwencją będzie podział na szkoły elitarne i mniej elitarne już od szkoły podstawowej. Rodzice mogą wybrać, gdzie wysyłają swoje dzieci – więc wiadomo, że ci, którzy mają najwięcej zasobów finansowych będą separować się od reszty. Szkoły nie będą chciały przyjmować uczniów z różnych powodów potrzebujących dodatkowej pomocy.
Taki rozwój oczywiście doskonale pasuje do potrzeb pracodawców, którzy na bardzo wczesnym etapie mogą selekcjonować, kto będzie wykształcony na szefa, na pracownika średniego szczebla i na zwykłego „robola”. Tusk mówi o takim selekcjonowaniu nawet wprost w expose: „Edukacja, żeby spełnić swoją rolę, musi być z jednej strony dopasowana do zdolności i zainteresowań poszczególnych uczniów, a z drugiej do oczekiwań rynku pracy. Dlatego dzieci kończące szkołę podstawową będą uzyskiwać diagnozę swoich uzdolnień i możliwości ….”. Czyli po 6 lat szkoły uczeń dostaje „wyrok”.
Tzw. „decentralizacja” i autonomia przyczyni się także do większej przepaści między edukacją dla bogatych i dla biednych. Autonomia dla samorządu, który ma ograniczone środki budżetowe i mało bonów uczniowskich, oznacza tylko wolność do wprowadzania cięć i administrowania brakami.
Pracodawcy „najlepiej wiedzą, czego oczekują od przyszłych pracowników”, mówi Tusk. System edukacji ma być więc podporządkowany pogoni za zyskiem. To wcale nie jest tak, że pracodawcy wiedzą, jakie będą potrzeby na rynku pracy za kilka lat. Kapitalizm jest niestabilnym systemem boomów i kryzysów, a nawet upadków różnych branż. Rekordowo wysokie bezrobocie, które mieliśmy przez kilka lat nie wynikało z tego, że ludzie mieli nieodpowiednie wykształcenie. Wręcz przeciwnie – ludzie mają często nadmiar kwalifikacji dla swojej pracy.
Biznes siłą rzeczy kieruje się maksymalizacją krótkoterminowego zysku. Siła robocza na najniższych poziomach ma być przede wszystkim tania, elastyczna, łatwa do kierowania i niekrytyczna wobec władzy i ideologii usprawiedliwiającej podziały klasowe. Szkoła ma bardzo ważną rolę do odegrania w przygotowaniu takich pracowników.
Gdy wyższe uczelnie będą finansowane przez wielkie korporacje, badania naukowe będą wykonywane na ich zamówienie. Krytyczna, niezależna nauka stanie się fikcją jeszcze bardziej niż obecnie.
Edukacja, rozszerzenie wiedzy i ćwiczenie samodzielnego myślenia jest wartością samą w sobie, która powinna być równie dostępna dla wszystkich w wieku szkolnym – i nawet dla dorosłych - a nie podporządkowana wąskim interesom ekonomicznym wielkich korporacji i bogatej elity. Polityka rządu Tuska jest atakiem na już dziś ograniczone prawo do edukacji. W najbliższej przyszłości trzeba będzie bronić powszechnej bezpłatnej edukacji, walczyć przeciw zamykaniu małych szkół i przeciwstawiać się komercjalizacji szkolnictwa.
------
10.12.07 Warszawa. Prezes ZNP Sławomir Broniarz powiedział o rządowej ofercie - "Ciężar podwyżek spadnie zatem na samorządy. To może spowodować, że nauczyciele w rzeczywistości nie otrzymają nawet 10 proc. Po raz kolejny rząd generuje konflikt nauczycieli z samorządowcami.” O akcji protestacyjnej pracowników oświaty zadecyduje zwołany na 17 - 18 grudnia Zarząd Główny ZNP.