Wybór Baracka Obamy na prezydenta USA
Wyzwania dla Obamy
Wielka euforia spowodowana zwycięstwem Baracka Obamy zostanie niedługo zdławiona niepokojem o to, czy jego administracja dokona radykalnych zmian żądanych przez tak wielu.
W czasie swojej zwycięskiej mowy w Chicago Obama wyraził to w następujący sposób: „Nawet teraz, gdy razem świętujemy, wiemy że jutro przyniesie nam do rozwiązania największe wyzwania naszego życia – problemy dwu wojen, planety w niebezpieczeństwie i najgorszego kryzysu finansowego w całym stuleciu.”
Sprawa wojny w Iraku była bez wątpienia gigantycznym czynnikiem decydującym o zwycięstwie Obamy. Około 41% wyborców wyraziło „silny sprzeciw” wobec wojny w Iraku, a 87% z nich głosowało na Obamę.
Z drugiej strony "silne poparcie” dla wojny w Iraku wyraziło 14%, z których 96% głosowało na McCaina.
Obama obiecuje zamknięcie bazy w Guantanamo i „odpowiedzialne zakończenie wojny w Iraku”, na które składać się ma "odpowiedzialne i stopniowe" wycofanie wojsk USA.
Mimo tego typu stwierdzeń, Obama planuje zaostrzyć konflikt w Afganistanie i naciska, że "naszym pierwszym i nieodwołalnym zobowiązaniem na Bliskim Wschodzie jest bezpieczeństwo Izraela."
Jeśli chodzi o zmiany klimatyczne, Obama obiecał „redukcję emisji gazów cieplarnianych o 80% do roku 2050” i stworzenie pięciu milionów miejsc pracy dla „zielonych kołnierzyków” związanych z energią odnawialną.
Jednakże plany Obamy zakładają pseudoekologiczne rozwiązania jak „czysty węgiel” i budowa olbrzymiego gazociągu z Alaski do Środkowego-Zachodu USA.
Lecz zagadnieniem dominującym nad wszelkimi innymi jest oczywiście gospodarka Ameryki.
W połowie listopada ogłoszono, iż stopa bezrobocia w Stanach wzrosła do najwyższego poziomu od 1994 roku - obecnie w Stanach jest ponad dziesięć milionów bezrobotnych, co stanowi 6.5% siły roboczej.
Jednocześnie ponad milion gospodarstw domowych może zostać zajętych z powodu kryzysu hipotecznego, który nie wydaje się wcale nie cofać.
Za kulisami do pęknięcia przygotowuje się kolejna bańka – tym razem debetów na kartach kredytowych – która wydaje się już gotowa do pęknięcia.
A Obama podpisuje się pod ratowaniem Wall Street datkiem w wysokości 700 miliardów dolarów i „bezterminową” wojskową okupacją Afganistanu.
Istnieje realne zagrożenie, że pozytywne obietnice Obamy nie zdołają przetrwać kryzysu, tak samo jak przytrafiło się to administracji Billa Clintona z lat 1992-2000.
Jedyną siłą mogąca temu zapobiec jest ruch masowy, który zdecydował o zwycięstwie Obamy.
Musi on urosnąć w jednolitą siłę, która będzie w stanie przeciwstawić się dryfowaniu administracji ku prawej stronie areny politycznej, jak i działać niezależnie od niej, by bronić codziennych interesów Amerykanów z klasy pracowniczej.