Wybór Baracka Obamy na prezydenta USA
Miliony świętują
Miliony ludzi na całym świecie świętowały koniec reżimu Georga Busha, gdy Barack Obama wygrał wybory prezydenckie w USA.
Mimo, iż właśnie taki wynik był przewidywany, nic nie mogło przygotować ludzi na szokujące i radosne wydarzenie, jakim jest wybranie czarnego człowieka na prezydenta Ameryki.
Przekazy telewizyjne ze Stanów pokazywały tłumy młodych ludzi różnych ras wypełniających ulice. Wielu mówiło o tym, jak dumni są z tego co zrobili, określając wybór Obamy jako wynik ich wspólnej akcji.
Obraz ten wspierany był szczegółowymi danymi statystycznymi wskazującymi, kto dokładnie odpowiedział na nawoływanie Obamy do zmian.
Nowy prezydent otrzymał potężne wsparcie od Afroamerykanów – głosowało na niego około 95% czarnych wyborców.
Otrzymał również głosy dwóch trzecich Latynosów. Było to zwycięstwo znaczące – w czasie wyborów w 2004 roku, Latynosi poparli Georga Busha, a w czasie prawyborów popierali Hillary Clinton.
Jeden czynnik był kluczowy w załamaniu się poparcia dla Republikanów wśród Latynosów - demonstracje na rzecz praw imigrantów z maja 2006.
W czasie tamtych wydarzeń na ulice wyszły ponad dwa miliony Latynosów i ich sympatyków we wspólnym proteście przeciwko brutalnej antyimigracyjnej ustawie proponowanej przez Republikanów.
Wśród białych amerykanów, mniej więcej 43% głosowało na Obamę, a 55% na McCaina. Proporcje te były jednak odwrotne w przypadku białych głosujących w wieku poniżej 30 lat.
Demokraci zdobyli część wyborców na obszarach wiejskich, zamieszkanych głównie przez białych, w tradycyjnie republikańskich stanach, takich jak Północna Dakota, Utah czy Montana.
Nie ma więc cienia wątpliwości, że popularność Obamy zdołała przekroczyć różnice rasowe. Jeżeli popatrzymy jednak na klasowy podział głosujących, zobaczymy bardziej skomplikowaną historię.
Jeżeli podzielimy Amerykanów ze względu na osiągane zarobki; najbiedniejsze gospodarstwa domowe bardzo silnie wspierały Obamę - dostał on 73% głosów wśród tych, których roczny rodzinny dochód nie przekracza 15 tys. dolarów.
Wraz z wzrostem dochodów, poparcie dla Obamy konsekwentnie spada, jednakże w przypadku najwyższych dochodów następuje odwrócenie tego trendu.
Większość (52%) gospodarstw o dochodzie ponad 200 tys. dolarów rocznie głosowało na kandydata Demokratów.
Obraz ten dobrze oddaje podwójną naturę mobilizacji stworzonej przez Obamę. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z mobilizacją oddolną – wśród biednych, czarnych i klasy pracującej, ludzi rozwścieczonych ekonomiczną zapaścią i niszczycielskimi wojnami.
Z drugiej strony miała miejsce odgórna korporacyjna mobilizacja na rzecz Obamy. Początkowo duża część pieniędzy na kampanię Obamy pochodziła z tysięcy małych dotacji dokonywanych przez zwykłych ludzi.
Jednakże krótko po wyborze Obamy na kandydata Demokratów, na jego konto zaczęło płynąć większość pieniędzy od biznesu.
Do połowy października Obama zdołał zebrać 640 milionów dolarów i wydać 250 milionów na reklamy telewizyjne. Budżet McCaina w październiku wynosił, dla kontrastu, ”marne” 47 milionów.
Tak więc zwycięstwo Obamy jest produktem wsparcia dwu różnych sił - jednej oddolnej, drugiej odgórnej.
Klasa pracownicza w USA głosowała za „zmianą” rozpadającej się gospodarki i zakończeniem „niekończącej się” wojny w Iraku.
Jednakże, to te same czynniki skłoniły klasę rządzącą do porzucenia poparcia dla obozu Georga Busha i neokonserwatystów.
Wielkim pytaniem stojącym obecnie przed Stanami jest to, która z tych dwu sił będzie dominować przez następne kilka lat.
Str. 4-5 tłumaczył
Jarek Kuczyński