Ze Świata * Ze Świata * Ze Świata * Ze Świata *


USA obiecują Turcji:

Zmiażdżymy kurdyjskich rebeliantów”


USA obiecały Turcji, że zmiażdżą przebywających w północnym Iraku kurdyjskich rebeliantów, którzy walczą o niepodległość terenów, należących obecnie do Turcji (w jej wschodniej części).

Po serii zbrojnych potyczek z kurdyjskimi bojownikami na pograniczu iracko-kurdyjskim Turcja grozi inwazją na północny Irak.

21 października Kurdowie z partyzanckiej organizacji PKK zorganizowali zasadzkę, w której zginęło co najmniej 12 tureckich żołnierzy.

Turcja, posiadająca drugie pod względem liczebności wojsko w obrębie NATO, zmasowała blisko 100 tys. żołnierzy na granicy z irackim Kurdystanem i z miejsca odrzuciła wysuniętą ostatnio przez PKK propozycję zawieszenia broni.

Condoleezza Rice, amerykańska sekretarz stanu, obiecała, że jeśli Turcja powstrzyma się od inwazji na Irak, wojsko USA podejmie “szybkie kroki”, żeby zmiażdżyć rebeliantów z PKK.

Jak podaje kanadyjski dziennik “Globe and Mail” (29.10.07), "Plan pani Rice w końcu zaczyna nabierać konkretnych kształtów. Zamiast jednostronnego ataku tureckiego w postaci szeroko zakrojonej operacji lądowej, która prawdopodobnie rozpaliłaby płomienie kurdyjskiego nacjonalizmu po obu stronach granicy, mówi się teraz o możliwości jakiegoś wspólnego uderzenia wojsk USA i Turcji. Cele tego ataku, którego można się spodziewać wkrótce po spotkaniu prezydentów Erdogana i Busha w dniu 5 listopada, ograniczałyby się do unicestwienia baz PKK w tym regionie, co pozwoliłoby utrzymać kruche przymierze między Ankarą a Waszyngtonem."

31 października rzecznik prasowy Pentagonu, Geoff Morrell, powiedział: "Wspomagamy Turków w ich wysiłkach zwalczania PKK przez dostarczanie im danych wywiadowczych, mnóstwa danych”.

USA obawiają się, że jednostronna turecka akcja wojskowa podkopałaby ich stosunki z sojusznikami w północnym Iraku – Patriotyczną Unią Kurdystanu (PUK) i Kurdystańską Partią Demokratyczną (KDP). Obie te partie należą do głównych sił wspierających amerykańską okupację. Stany Zjednoczone niepokoją się też o reakcję Iranu. Udzielają bowiem wsparcia grupom kurdyjskich separatystów w Iranie, powiązanych także z PKK i bazami na północy Iraku. W razie wojny USA przeciwko Iranowi, USA mają nadzieję mieć w nich sojuszników przeciwko Teheranowi. Jeśli Turcja jednostronnie wtargnie do północnego Iraku, żeby rozbić PKK, Iran może posłużyć się tym jako precedensem, który ułatwi mu własną rozprawę z grupami kurdyjskimi.

40-milionowy naród Kurdów stanowi pokaźną mniejszość etniczną w Turcji, Syrii, Iranie i Iraku . Jego kampania na rzecz niepodległości trwa od chwili podzielenia Bliskiego Wschodu przez Wielką Brytanię i Francję po pierwszej wojnie światowej.

Kurdowie tworzą najliczniejszy na kuli ziemskiej naród bez własnego państwa. Ich walka o niepodległą ojczyznę jest podsycana raz po raz przez próby tępienia ich języka i kultury.

Mniejszość kurdyjska w Turcji ma za sobą dziesięciolecia ucisku, włącznie ze srogimi karami dla osób przyłapanych na mówieniu własnym językiem.

Reakcja

PKK jako organizacja wojskowa pojawiła się w roku 1984, w okresie rządów wojskowych w Turcji. Wszczęła ona wojnę partyzancką, która spotkała się z morderczą reakcją państwa tureckiego – 40 tys. zabitych, 4 tys. wiosek zniszczonych i cztery miliony ludzi wypędzonych ze swych domów.

Wyparci z południowej Turcji partyzanci PKK pozakładali lotne bazy w północnym Iraku, skąd regularnie organizują zbrojne wypady na terytorium Turcji.

Organizacja wciąż cieszy się poparciem wśród pogranicznych Kurdów i wśród kurdyjskiej większości w południowo-wschodniej Turcji.

Niedawna zasadzka wywołała falę antykurdyjskich ataków w całej Turcji i wywarła presję na rządzącą Turcją Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). W ostatnich wyborach AKP zdobyła poparcie przygniatającej większości tureckich Kurdów po tym, jak złagodziła restrykcje w stosunku do kurdyjskiego języka i kultury. Ruch ten wystawił wówczas partię na bezpośrednią konfrontację z wpływowym wojskiem.

Jeśli armia turecka najedzie na Irak, bojownicy PKK rozproszą się wśród ludności. Jakikolwiek atak spoza granicy byłby więc pierwszym krokiem w kierunku wciągnięcia Turcji we własne bagno długotrwałej wojny.

Napiętą sytuację w regionie dodatkowo komplikują ataki na Turkmenów – turecką mniejszość etniczną w Iraku – ze strony tamtejszych partii kurdyjskich sprzymierzonych z USA.

Osią tych starć jest kontrola nad podzielonym etnicznie miastem Kirkuk, centrum wydobycia ropy. Gdy USA najechały na Irak w 2003 r., państwo tureckie odkurzyło dawne roszczenia do tego miasta, oparte na spisie ludności z lat 50-tych, który wykazał większość ludności turkmeńskiej.

Dziś Kirkuk jest zamieszkały w przeważającej mierze przez Kurdów, choć występują tam też pokaźne mniejszości arabska i turkmeńska. Partie kurdyjskie dążą do referendum, które miałoby rozstrzygnąć, czy miasto stanie się częścią kurdyjskiego regionu autonomicznego, ustanowionego po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej 1990-91, czy też pozostanie w granicach właściwego Iraku.

Głosowanie mogłoby wywołać etniczną wojnę domową, która zdestabilizowałaby cały północny Irak.

USA i Turcja naciskają na władze kurdyjskie, żeby wydały liderów PKK w ręce Turcji.

Jak dotąd Dżalal Talabani, prezydent Iraku, a zarazem przewodniczący PUK, odmawia, twierdząc, że kurdyjscy żołnierze państwa irackiego są zbyt zajęci zwalczaniem irackiego ruchu oporu, aby móc zajmować się PKK.

W wywiadzie dla arabskojęzycznej gazety Talabani powiedział: “Nie mamy dość wojsk, aby móc wysyłać je w góry Kandil w celu wyparcia PKK. Nasze siły zbrojne są potrzebne do utrzymania bezpieczeństwa na ulicach Bagdadu i walki z terroryzmem.”

Tłumaczył Paweł Listwan

Źródła: Socialist Worker oraz BBC (Wlk. Brytania) “Globe and Mail” (Kanada)