Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Jak przejść od klęski Kaczyńskiego

do klęski reszty prawicy i liberałów?


Platforma Obywatelska w końcu z łatwością pokonała PiS, ponieważ wydawała się być partią, która może zapewnić klęskę Jarosława Kaczyńskiego.

Tylko na dwa tygodnie przed dniem wyborów wyglądało na to, że PiS je wygra bez trudu. Gdy premier stwierdził, że jego celem jest zdobycie 231 mandatów dla PiS - nie wydawało to się być celem nieosiągalnym.

Fakt, że parę przypadków (przegrana Kaczyńskiego w debacie z Tuskiem, niezręczna manipulacja w sprawie Sawickiej) mogły tak zmienić wynik sugeruje, że te dwie partie prawicy różnią się co do stylu działania, ale w istocie są bardzo podobne.

Oczywiście, to niedobrze, że dla większości społeczeństwa główny wybór wydawał się być wyborem pomiędzy dwoma prawicowymi partiami.


Czołowi neoliberałowie

Platforma jest główną partią polskiego biznesu, czołową przedstawicielka polskiego neoliberalizmu. Można nad tym ubolewać, ale trzeba przy tym podkreślić, że głosując na PO większość ludzi nie głosowała za neoliberalizmem - czyli za cięciami socjalnymi i prywatyzacją - tylko przeciwko coraz bardziej autorytarnemu prawicowemu populizmowi Kaczyńskich.

Tusk i jego doradcy nauczyli się czegoś z klęski z 2005 roku. Wtedy PO przegrała wybory zarówno parlamentarne jak i prezydenckie, ponieważ nie kryła, że jest dumna ze swoich wolnorynkowych, liberalnych poglądów. Tym razem widzieliśmy "socjalną" PO - Tusk troszczył się o biednych, mówił nawet o prawach pracowniczych.

PiS rządził już dwa lata, więc było łatwo pokazać, że nie jest taki "socjalny", jak się przedstawiał w 2005 r. Poturbowanie pielęgniarek przez policję przed Kancelarią Premiera kilka miesięcy temu udowodniło wielu ludziom, że wbrew własnym zapewnieniom Jarosław Kaczyński nie stoi po stronie zwykłych pracowników. Gdy PiS mówił o przywiązaniu PO do oligarchów miał rację, ale łatwo było wskazać na przyjazne stosunki prezydenta z miliarderem Ryszardem Krauze - posiadaczem prywatnego numeru telefonu komórkowego Lecha Kaczyńskiego.


Kwestia wojny

Coraz więcej ludzi jest przeciwnych wojnie w Iraku - według sondażu CBOS 81 proc. nie chce polskich wojsk w Iraku a 77 proc. w Afganistanie. Badania zostały przeprowadzone od 10 do 14 października, czyli skończyły się tydzień przed wyborami. Dopiero potem, w ostatnich dniach kampanii, większość partii głośno odpowiedziała się za wycofaniem wojsk – chociaż tylko z Iraku, a nie także z Afganistanu.

Jedyną partią, która nie mówiła o potrzebie wycofania wojsk z Iraku był PiS - co także przyczyniło się do jej klęski. Ale czy Platforma wyprowadzi wojska z Iraku? Tylko dzień po wyborach jeden z liderów PO, Komorowski, powiedział, że zanim się zdecyduje o wycofaniu wojsk, trzeba będzie sprawdzić, jakie są "nieformalne" umowy z USA. Wycofanie wojsk z Iraku wcale nie jest więc przesądzone, a ruch antywojenny musi wciąż intensywnie działać w tej kwestii.


Lewica”

Lewica i Demokraci wypadli dość kiepsko. Na początku kampanii zaczęli zdobywać punkty w sondażach. Wyglądało na to, że były prezydent Kwaśniewski naprawdę jest atutem, którego "twarz" w kampanii może podciągnąć LiD na drugie miejsce w wyborach. Słynne wpadki "tropikalne" Kwaśniewskiego przekłuły tę bańkę mydlaną. Po raz kolejny w kampanii wyborczej widzieliśmy jak parę incydentów może tak bardzo zaszkodzić wynikowi jakiejś partii. Nie ma się czemu dziwić. LiD nie reprezentował żadnej prawdziwej alternatywy wobec PiS i Platformy.

Na pytania czy LiD albo nawet samo SLD może się przekształcić w konsekwentną partię lewicy, większość ludzi odpowiedziałaby oczywistym "nie". Jednak wciąż są osoby, którzy mają jakieś złudzenia w tej sprawie. Warto więc sobie przypomnieć co robiło SLD i „twarz LiD” u władzy.

Gdy Kwaśniewski był prezydentem (także, gdy rządziła SLD) miały miejsce liczne prywatyzacje i rekordowe bezrobocie. Ponadto wprowadzono ustawę pozwalającą na eksmisję na bruk; nie zrobiono nic, by przywrócić kobiecie wybór dotyczący jej ciąży; wysyłano żołnierzy do Iraku i Afganistanu; a USA prawdopodobnie umieściły jedno ze swoich czarnych miejsc (nielegalnych miejsc przetrzymywania, a często torturowania, nielegalnie uprowadzonych więźniów) na terytorium Polski.

Niestety, w tych wyborach PiS zdobył 11 więcej mandatów niż w 2005 roku. Kaczyński przyciągnął znaczną część głosówLPR - w końcu na partię Giertycha głosowało jedynie 1,3 proc. elektoratu. Roman Giertych i jego następcy muszą się teraz zastanawiać, jak odbudować poparcie dla swojej polityki. Wynik jest ciosem dla całej skrajnej prawicy (łącznie z faszystami, którzy się czuli silniejsi z LPR u władzy), ale wciąż istnieją warunki dla odrodzenia jej polityki nienawiści takie jak niezadowolenie społeczne i wysoki poziom bezrobocia . Gdy na ulicach pojawia się skrajna prawica wciąż trzeba więc organizować przeciwko niej kontrdemonstracje oraz stworzyć polityczną alternatywę na lewo od LiD, by niezadowolenie społeczne mogło wyrazić się w inny sposób.


Polska Partia Pracy

Na lewo od SLD Polska Partia Pracy osiągnęła 0,99 proc. głosów. To, oczywiście, niewiele, ale jej 160 476 głosów to o 76 proc więcej niż zdobyła w 2005 r.

PPP była jedyną partią pozasejmową zdolną do wystawienia kandydatów we wszystkich okręgach. Mogła to zrobić, ponieważ PPP wywodzi się ze związku zawodowego WZZ "Sierpień 80" - lider PPP Bogusław Ziętek jest jednocześnie przewodniczącym związku. Dyscyplina związkowa pozwoliła zdobyć 5 tys. podpisów w połowie okręgów co było warunkiem, żeby móc kandydować w całym kraju.

Jednak PPP jest opcją zbyt wąską.

Nie chodzi tu o to, że jakieś inne organizacje posiadają jakiś ogromne rezerwy aktywistów. Tak nie jest, chociaż przydałoby się w kampanii móc liczyć na nawet skromne zasoby lewicowych grup oraz np. Zielonych 2004.


Szersza koalicja

Trzeba zbudować w Polsce szerszą koalicję, potrafiącą zdobyć poparcie wyborców. Trzeba przyciągnąć aktywistów z różnych związków zawodowych, organizacji lewicowych i ekologicznych, działaczy antywojennych oraz osoby angażujące się w lokalne kampanie.

Do sprostania temu zadaniu PPP jest stanowczo za wąska. Związkowa siła PPP była jej najważniejszym atutem, ale jednocześnie stanowi słabość. Nie dlatego, że związki zawodowe nie powinny angażować się w politykę - wręcz przeciwnie, powinny. Ale  dlaczego miałby lojalny członek innego związku zawodowego kandydować z list PPP, czyli w głównej mierze politycznej twarzy WZZ "Sierpień 80"?

PPP często pozwala ludziom z innych partii kandydować na jej listach, zachowując nawet na karcie do głosowania informację o tym, że są członkami tej innej partii. To bardzo pozytywne. Jednak pozostaje fakt, że kampania wyborcza jest kampanią PPP - inne organizacje i jednostki są siłą rzeczy postrzegani jako goście na listach i nie mają wpływu na program i na sposób prowadzenia kampanii.

Jeśli chcemy naprawdę dotrzeć do znacznie większej liczby ludzi musi powstać lista wyborcza nowego ugrupowania z nową nazwą, nie kojarzącą się z tylko jedną partią. Wtedy ludzie po prostu będą wiedzieć, że głosują na szeroką alternatywę na lewo od LiD, na alternatywę wyborczą, która stawia potrzeby większości społeczeństwa przed zyskami nielicznych. Będzie jasne, że wśród konsekwentnych lewicowców istnieje prawdziwa wola do jedności i współpracy, co z kolei mogłoby stanowić ważną inspirację dla działaczy różnych kampanii.

Sondaże wskazują na to, że znaczna część społeczeństwa byłaby gotowa utożsamiać się z polityczną alternatywą wspierającą strajkujących niezależnie od ich związkowej przynależności - która jest też antywojenna, walczy z dyskryminacją i zagrożeniami ekologicznymi.

Alternatywa ta musi być szerokim ugrupowaniem, inaczej będzie trudno zmobilizować naprawdę masowe poparcie. 

Str. 2-3: Filip Ilkowski,

Ellisiv Rognlien, Andrzej Żebrowski