Nie potrzebujemy
takiej taktyki
W kampanii wyborczej Polska Partia Pracy wpadła na pomysł umieszczenia ludzi ze znanymi nazwiskami na okręgowych listach wyborczych - często startujących z pozycji numer 1. Było co najmniej kilkanaście takich nazwisk. Taktyka polega na tym, żeby ludzie przypadkowo oddali swój głos na PPP. W latach 90-tych stosowała ją Konfederacja Polski Niepodległej.
Niektórym taka taktyka musiała się wydawać bardzo sprytna i przebiegła. W końcu najwięcej głosów dla PPP zdobył dotąd nieznany Stanisław Ziobro, nr 1 na krakowskiej liście. Wiadomo więc, że niektórzy krakowscy wyborcy chcący głosować na autorytarnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro głosowali na PPP. Pomogło to, że PPP jako lista nr 2 była pierwszą listą, którą wyborca zauważył (nie było listy nr 1).
Wierzymy, że pomysłodawcy takich działań mieli dobre chęci. W końcu więcej głosów dla PPP oznacza, że partia jest traktowana poważniej, jest bardziej zauważalna. A gdyby przyczyniło się to do zdobywania mandatów, to – jak zapewne pomyślano - dlaczego nie?
Wiele osób uważa, że Sejm jest najważniejszym miejscem w polityce, bowiem tam się tworzy prawo. Dostanie się do Sejmu jest więc sprawą najważniejszą. Powstaje pokusa, by używać wszystkich środków, by to osiągnąć, choćby "taktyki słynnych nazwisk".
Ale polityka sejmowa jest tylko częścią polityki – działania w Sejmie są echem walki zwykłych ludzi o lepsze życie, która się toczy poza Sejmem - a nie samą walką. Warto być w parlamencie, warto walczyć o mandaty, ale bez masowego ruchu dobre ustawy mogą być ignorowane. Dziś to widać choćby w sprawie bezpieczeństwa pracy. Wielu biznesmenów łamie prawo w tej dziedzinie, ale nie jest z tego powodu ściganych.
Jaki więc ma sens zdobywanie głosów poprzez oszukiwanie wyborców? Nie buduje to pewności siebie zwykłych ludzi. Przeciwnie, stosując taką taktykę mówi się im: "wasza walka jest mniej ważna niż nasze triki".
Oczywiście, niektórzy uważają, że Sejm jest o wiele ważniejszym miejscem niż wynikałoby to z naszego opisu. W tworzeniu alternatywy politycznej przeciwko neoliberalizmowi i wojnie będą stykali się ze sobą ludzie o różnych ocenach ważności parlamentu.
Jednak niezależnie od takiej oceny stosowanie "taktyki słynnych nazwisk" nie przynosi pożądanych efektów, gdyż doprowadzić może nawet do zdobycia mniejszej liczby głosów. Gdyby więcej mówiono o PPP w tej kampanii wskazywanoby zapewne na to, że nieznane osoby ze słynnymi nazwiskami osiągnęły lepszy wynik niż znani przedstawiciele partii na lokalnym czy krajowym szczeblu. Wyśmiewanoby całą organizację nie za jej głoszoną politykę (czego i tak musimy się spodziewać w mediach), ale za próbę oszukiwania wyborców i traktowanie ich jak durniów. A to zmniejszyłoby poparcie dla PPP i wiarygodność całej lewicy.
Ikonowicz
Kandydując z warszawskiej listy Samoobrony lider Nowej Lewicy Piotr Ikonowicz zachęcał wszystkich do głosowania na partię Leppera -partię która dopiero co uczestniczyła w umowie koalicyjnej z Romanem Giertychem, najbardziej znanym politykiem skrajnej prawicy w kraju. Aby Ikonowicz osiągnął sukces - czyli mandat sejmowy - Samoobrona musiałaby zdobyć 5 proc. głosów w skali krajowej. Taki wynik zapewne także wprowadziłby do Sejmu antysemitę Zygmunta Wrzodaka i prowojennego liberała Leszka Millera. Obaj także kandydowali z ramienia Samoobrony.
Na szczęście Samoobrona osiągnęła tylko 1,53 proc. głosów i nie ma jej w Sejmie. To dobrze, bo znany z blokad drogowych związek rolników, który z wszystkimi jego wadami często był inspiracją dla strajkujących pracowników, przekształcił się w partię zamożnych biznesmenów. Samoobrona była w koalicji z prawicowymi populistami z PiS oraz skrajnym prawicowcem Giertychem. Dobrze też, że Samoobrona i Ikonowicz przegrali z Polską Partią Pracy w Warszawie. Ikonowicz w ogóle nie powinien kandydować przeciwko lewicowej partii w towarzystwie Wrzodaków i Millerów. Ikonowicz, Ziętek i członkowie ich organizacji powinni współtworzyć listy wyborcze, a nie rywalizować.
Generalnie ludzie lewicy z trochę bardziej znanymi nazwiskami, jak Ikonowicz, będą bezużyteczni dla ruchu, jeśli uznają, że ich osobowość znaczy więcej niż angażowanie tysięcy ludzi w politycznej kampanii na lewo od LiD i - rzecz jasna - Samoobrony.