Na lewym skrzydle

NIC NOWEGO

W NOWYM RZĄDZIE

Mamy nowy rząd. Ale czy naprawdę nowy? Być może pojawiło się kilka nowych twarzy, choć nawet ich jest niewiele. Przede wszystkim jednak kluczowe twarze, stare czy nowe, zapowiadają prowadzenie polityki, w której nowe będą tylko szyldy rządzących partii.

Mało znaną twarzą jest nowy minister finansów Jacek Rostowski. Okazuje się jednak, że za tą twarzą czai się wilcza gęba Leszka Balcerowicza. Rostowski był w jego ekipie doradców w czasie „terapii szokowej” w 1989 r. i ponownie pod koniec lat 90 – tych. W wolnych chwilach Rostowski doradzał także bankom – nie tylko NBP, ale i prywatnemu Pekao S.A. Był także członkiem rady nadzorczej Polskiego Banku Rozwoju. Nic dziwnego, że na tę kandydaturę z entuzjazmem zareagowali neoliberalni ekonomiści (Jan Winiecki, Dariusz Rosati) i bankierzy. Według Dziennika Andrzej Bratkowski, główny ekonomista banku Pekao SA, powiedział, że priorytetami nowego ministra będą „obniżanie podatków, ograniczanie deficytu budżetowego i długu publicznego oraz utrzymywanie w ryzach inflacji”. Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH, dodał do tego m. in. „deregulację sektora fiskalnego”. I nie mamy powodów, by panom bankierom nie wierzyć.

Ministrem Spraw Zagranicznych zostaje tymczasem Radosław Sikorski. Media koncentrują się głównie na tym, że Sikorski jest obecnie nielubiany przez braci Kaczyńskich. Dużo ciekawsza - choć trzeba by raczej powiedzieć, dużo bardziej nieciekawa – jest sama postać nowego ministra. Sikorski był szefem MON w czasie ostatnich rządów PiS, który wysłał dodatkowy tysiąc polskich wojsk do Afganistanu przy pozostawieniu tej samej liczby żołnierzy w Iraku. Mniej znany jest fakt, że w latach 2002 – 2005, przed wejściem do rządu, był on członkiem Amerykańskiego Instytutu Przedsiębiorczości (AEI). AEI to amerykańska organizacja zajmująca się promocją konserwatywnych i skrajnie prowojennych poglądów skupiająca prawicowych intelektualistów i byłych polityków. Jej członkiem jest m. in. ojciec amerykańskiego neokonserwatyzmu Irving Kristol czy były z – ca sekretarza obrony USA i były szef Banku Światowego Paul Wolfowitz. Sikorski jest więc politykiem chyba najbardziej w Polsce ideologicznie związanym ze Stanami Zjednoczonymi.

Obejmujący urząd Ministra Obrony Narodowej Bogdan Klich to także nienowa twarz PO. Nie jest też to jego pierwsza przygoda z rządem – funkcję wiceministra w MON pełnił już w latach 1999 – 2000, w czasach rządów Jerzego Buzka. O jego stosunku do USA świadczy choćby fakt, że w Radzie Honorowej Instytutu Studiów Strategicznych, organizacji której Klich jest prezesem, wśród pięciu członków zasiadają Zbigniew Brzeziński i Henry Kissinger - czołowi amerykańscy stratedzy od czasów zimnej wojny odpowiadający za szereg działań haniebnych moralnie i politycznie.

W czasie kampanii wyborczej PO atakowała PiS za wysyłanie kolejnych zmian wojsk polskich do Iraku. Partia Tuska popierała atak na Irak. Jej sprzeciw nie był więc w żadnej mierze opary na twardych zasadach. Można raczej mówić o próbie wycofania się rakiem z przegranej i bardzo niepopularnej wojny, gdy nie spełniła ona pokładanych oczekiwań. Zauważmy też, że o ile pojawiła się kwestia powrotu wojsk z Iraku, ani słowem nie wspomniano o wycofaniu wojsk z Afganistanu, gdzie obecnie stacjonuje więcej polskich żołnierzy. Nie zmienia to jednak faktu, że PO jasno opowiedziała się za wycofaniem wojsk z Iraku. Jeszcze 22 października, w wywiadzie dla agencji Reutersa, Bronisław Komorowski po raz kolejny powtórzył, że „misja” w Iraku powinna się zakończyć w 2007 r.

Nowy szef MON w praktyce kontynuuje jednak dzieło pisowskiego poprzednika. Klich potwierdził, że polskie wojska mają się wycofać z Iraku, ale… w czerwcu 2008 r. Innymi słowy rząd PO-PSL, łamiąc obietnice wyborcze obu partii, zamierza wysłać tam wojska na kolejne pół roku. Czyli wojna trwa, tyle że w ładniejszym opakowaniu wielostronności, europejskości i dialogu. No, i nigdy nie wiadomo, co nowego usłyszymy za pół roku…

Filip Ilkowski