*   Ze świata   *   Ze świata   *   Ze świata   *

 

Globalny kryzys

Panujący w popłochu – przestrzeń dla oporu

 

Otoczka surrealizmu towarzyszyła niedawnym obradom Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w Waszyngtonie, które odbyły się 25-26 września. Pod tytułem: “Rozmowy o długach nie przyniosły rozwiązania” gazeta Financial Times relacjonowała: “Pomimo prywatnych rozmów o potrzebie restrukturyzacji długu publicznego Grecji, oficjalna linia przedstawiała ogłoszenie niewypłacalności jako czegoś nie do pomyślenia”.

Pośród nietrzymających się kupy propozycji, dwóch głównych uczestników żartowało, “czy lepiej nie mieć żadnego planu - co, jak uważali,  dotyczy USA - czy plan w stylu europejskim, który nie ma zaufania rynków”.

Działania podjęte w roku 2008 w celu zapobieżenia upadkowi systemu bankowego  uplasowały rządy centralnie na scenie walki z kryzysem. Ich niemożność rozwiązania problemu i długi, które narosły podczas tych prób, prowokują teraz mocniejsze spory polityczne wśród naszych rządzących.

Niektóre spośród spornych propozycji zakładają drugi plan ratunkowy dla Grecji, zarysowany jeszcze w lipcu. Niemiecka kanclerz Angela Merkel będzie polegać na opozycyjnych socjaldemokratach i Zielonych w nadziei na zaaprobowanie pakietu 440 miliardów euro. Podobnie trudne głosowania mają się odbyć w innych parlamentach strefy euro.

Jednak nawet, gdy te przeszkody zostaną pokonane, jasne jest już, że to udogodnienie jest za małe — szczególnie w sytuacji, gdy dług grecki zarazi potem znacznie większe gospodarki Włoch i Hiszpanii. Już słychać nawoływania do banków, aby zaakceptowały większy udział w stratach wynikłych z niewypłacalności Grecji. Banki już odpowiedziały negatywnie, grożąc całkowitym wycofaniem się z planu ratunkowego.

Intensywność toczących się debat ujawnia, jak nieznośny jest ten kryzys. Katastrofa finansowa lat 2007-2008 odzwierciedla bowiem większe problemy. Przede wszystkim stopa zysku, którą cieszyli się kapitaliści, spadała do niskiego poziomu do wczesnych lat 80-tych. Choć częściowo się podniosła, to zależało w głównej mierze od większego wyzysku pracowników, przy czym jednocześnie pozwolono na to, by spekulacje finansowe na ogromną skalę i zwiększone zadłużenie nadawały systemowi impulsu rozwojowego. Gdy przestało to utrzymywać kapitalizm w ruchu, głębiej zagnieżdżone i niewidoczne dotąd problemy wyszły na wierzch. Stanowią one dziś dla rządzących ogromny dylemat, gdyż są praktycznie nierozwiązywalne.

To właśnie z powodu tych nadal nierozwiązanych problemów nasi władcy stoją w obliczu tak trudnych dylematów.

Wynikające z tej sytuacji spięcia na górze mają swoje konsekwencje w świadomości tych na dole. Narastający kryzys może pchnąć masy do działania, ale jednocześnie może je też paraliżować. Na to, co się zdarzy, wpływa kilka czynników, w tym spójność idei pochodzących z klasy rządzącej. Kapitalizm opiera się między innymi na zdolności uzyskiwania  pewnego stopnia zgody tych, których wyzyskuje, ale nawet to nie jest pewne, gdy system wyraźnie wymyka się z pod kontroli.

Nawet podstawowe rzeczy, które kapitalizm zdawał się oferować, są teraz zagrożone. W ciągu ostatnich tygodni giełdy papierów wartościowych odnotowały znaczące spadki. Dla wielu zwykłych pracowników oznacza to, że ich emerytury lub drobne oszczędności, które udało im się zgromadzić, są obecnie mocno zagrożone.

W 2008 roku wielu ludziom wydawało się, że po niezbyt długim okresie bólu i zaciskania pasa rządzącym uda się zwalczyć problemy. Dziś jednak wiara w taki rozwój wypadków jest już znacznie mniejsza.

Innym krytycznym czynnikiem determinującym skłonność pracowników do odpowiedzi na kryzys jest ich wiara w zdolność do podjęcia czynnej walki. Tu jednak znowu znaczenie ma forma kryzysu. Kryzys taki, jak obecnie, może być długi i przechodzić przez kilka różnych faz, przy czym każda z nich może stworzyć potencjał zmian nastrojów pracowników. Po krachu na Wall Street w 1929 r. upłynęły aż 4 lata do wybuchu głównej fali walk w USA i aż o 2 lata więcej do wystąpienia masowych strajków we Francji! Dziś upłynęły 3 lata od początkowego uderzenia kryzysu. Ostateczna presja na pracowników skłaniająca ich ku czynnym wystąpieniom wynika z bardzo ograniczonego pola manewru naszych rządzących.  Wywiera to presję do działania na nawet mniej zainteresowanych polityką pracowników. A ich działania mogą spowodować transformację ich idei.

 

Joseph Choonara

Tłumaczył Eryk Baradziej

 

 

powrót

strona główna