IDEE W RUCHU

5 stron analiz i argumentów

================================

 

Gospodarka śmierci

Pogoń za zyskiem zabiła górników

Odpowiedzialni za śmierć górników w Rudzie Śląskiej są konkretni ludzie, którzy organizują morderczy pogoń za zyskiem - czyli rządzący i szefowie.

Po zapaleniu i wybuchu metanu 18 września w rejonie ściany nr 5 w pokładzie 409 na poziomie 1050 m kopalni “Wujek-Śląsk” w Rudzie Śląskiej w strefie zagrożenia znalazło się 55 górników. 12 z nich zginęło na miejscu. Liczba zmarłych zwiększyła się do 19 górników, a 29 nadal jest w szpitalach (stan z 27 września). Górnicy w najcięższym stanie mają poparzone ok. 80 proc. powierzchni ciała i drogi oddechowe.

Oczywiście, rządzący politycy wylewają krokodyle łzy w związku z “ludzką tragedią”.

Czasami jednak wymsknęły się ich prawdziwe opinie. Niedługo po katastrofie wicepremier, minister gospodarki i szef PSL, Waldemar Pawlak wypowiedział się na antenie RMF FM. Zdaniem Pawlaka obecne przepisy dotyczące kontrolowania kopalń są wystarczające dobre. Ale to nie wszystko. Groził górnikom: “z całą surowością trzeba traktować tych, którzy nie dopełnili obowiązków, jak i tych, którzy podnoszą fałszywy alarm“. Wypowiedzi wicepremiera za skandal uznał Andrzej Chwiluk, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce - słusznie powiedział, że są one próbą zamykania ust górnikom.

Ostro i trafnie tłumaczył powody śmierci górników lider WZZ “Sierpień 80”, Bogusław Ziętek. Przytaczamy część jego artykułu z Kuriera Związkowego:

“Od tragedii na “Halembie” nieustannie powtarzaliśmy, że jest tylko kwestią czasu, kiedy dojdzie do kolejnej katastrofy, w której zginą ludzie. Z mordu na “Halembie” nie wyciągnięto żadnych wniosków.

Przez kolejne lata sytuacja w górnictwie nie uległa żadnej zmianie. Nadal szafowano życiem ludzi, w pogoni za zyskiem, narażając ich na śmierć.

Powszechne pozostały praktyki fałszowania wyników pomiarów, zmuszania ludzi do pracy w niebezpiecznych warunkach, ryzykowania i pogardy dla ich życia.

Powszechność tego typu praktyk przerażała tym bardziej, że pamięć o “Halembie” była wciąż żywa, a mimo to bezkarnie kontynuowano tego typu postępowanie. Nie przesądzając o tym, co było bezpośrednią przyczyną tragedii na kopalni “Śląsk” oczywistym jest, że “Halemba” nic nie zmieniła. W czasie pomiędzy tymi dwiema tragediami, ilość sygnałów potwierdzających szafowanie ludzkim życiem nie zmniejszyła się. Tak samo, jak poprzednio, także teraz nie było żadnej reakcji. Dwa lata temu do katowickiej delegatury ABW trafiły informacje o fałszowaniu i manipulacjach przy czujnikach i pomiarach metanu w kopalni “Szczygłowice”. Były dowody, potwierdzenia ze strony przesłuchiwanych pracowników, taśmy z nagraniami, na których pracownicy dozoru nakłaniali ludzi do zmiany zeznań. W sprawę zaangażowały się lokalne media pamiętając o tragedii, jaka miała miejsce na “Halembie”. Po dwóch latach nie stało się nic. Sprawa utknęła. Ludzie, którzy się nią zajmowali zostali przeniesieni. Taśma utknęła u ekspertów. Minęły dwa lata.

Związkowców, którzy rozpoczęli dociekanie prawdy w tej sprawie, wyrzucono wtedy z pracy pod pretekstem organizacji nielegalnego strajku. Nie pracują do dziś....

Doskonałym przykładem tego, co dzieje się w górnictwie i mechanizmów opisujących dramat tej sytuacji, jest rozmowa pomiędzy związkowcem a dyrektorem jednej z kopalń sprzed kilku zaledwie dni.

Związkowiec, dowiedział się o tym, że górnicy zostają w pracy po godzinach, a ich znaczki zabiera sztygar i wywozi je na powierzchnię. W dokumentacji jest wszystko OK. Skoro znaczek jest oddany oznacza to, że pracownik skończył pracę i wyjechał. Ale na powierzchni były tylko znaczki, ludzie zostawali na dole. Kiedy związkowiec zapytał, co będzie, jeśli stanie się to, co na “Halembie”, nie doczekał się odpowiedzi.

Kiedy zagroził zgłoszeniem sprawy do prokuratury usłyszał odpowiedź brutalnie prostą: “Oczywiście możesz to zgłosić do prokuratury, ale wiesz, że ktoś to musi to potwierdzić”. Żaden dyrektor nie odważyłby się na tego typu działania, gdyby nie wiedział, że ma przyzwolenie na takie praktyki z samej góry i świadomość, że żadna kontrola nic nie wykryje, a sprawa w prokuraturze zdechnie....

Obecny hałas ucichnie, trzeba go tylko przeczekać. Choć tym razem jest naprawdę głośny. Kiedy miała miejsce tragedia na “Halembie” byliśmy jedynymi, którzy mówili o wyzysku, który zabija. Dziś nawet ludzie, których trudno podejrzewać o sympatię do górników, mówią o wyzysku, “prymitywnym i dzikim kapitalizmie”, “posyłaniu na śmierć” i “mordach”. Płacą za to górnicy. Także własnym życiem.

Tym razem wśród zabitych byli ci, którzy dopiero rozpoczynali swoją przygodę z górnictwem, ale także ci, którzy gdyby nie zmiana ustawy, która nakłada na nich obowiązek odrabiania chorobowego, mogli już przejść na zasłużoną emeryturę, bo w górnictwie na dole przepracowali ponad 25 lat. Dla tych pierwszych rząd nie ma pieniędzy na inwestycje i poprawę bezpieczeństwa, co wymusza pogoń za każdą toną. Dla tych drugich miał ustawę, która ich zabiła, która każe im robić na kopalni “do śmierci”. To także kolejny wymiar tej tragedii. I dowód, że “dziki kapitalizm”, o którym mówi autor programów o katastrofach górniczych, wcale nie zaczyna się “na dole”, lecz tam się kończy. Zaczyna się na samym szczycie.”

Cały tekst można przeczytać tu: http://www.wzz.org.pl/phpfn//View.php?ArticleID=1139