Strajki * Protesty * Strajki * Protesty *

KGHM Polska Miedź SA
Pracownicy nie chcą płacić za kampanię PiS
Przedstawiciele załóg pracowniczych Grupy Kapitałowej KGHM Polska Miedź SA protestują przeciwko angażowaniu w polityczne i wyborcze przedsięwzięcia finansów wypracowanych "pracą tysięcy pracowników" - głosi komunikat Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego. Związek zaprotestował przeciwko wspieraniu przez zarząd KGHM „amerykańskich, wyborczych wojaży brata przewodniczącego PiS".

Chodzi o koncert zorganizowany 24 września w Chicago przez KGHM. w którym uczestniczył prezydent Lech Kaczyński. Według rzecznika prasowego KGHM impreza kosztowała 190 tys. złotych.

W tym samym oświadczeniu przedstawiciele załogi KGHM zażądali, by nie wydawano pieniędzy kombinatu na „niedozwolone wspieranie list wyborczych”, a także skrytykowali zbyt daleko posunięte angażowanie się w bezpośrednie zarządzanie Polską Miedzią wiceministra skarbu Dawida Jackiewicza, szefa dolnośląskiej PiS.

Pod oświadczeniem podpisało się 19 przewodniczących związków zawodowych KGHM Polska Miedź SA.

Kopalnia Rudna
Protestujesz - płać
Dariusz Kwiatkowski, górnik z Polkowic, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Dołowych w kopalni Rudna, musi zapłacić 27 tys. złotych za głodówkę, którą przeprowadził w proteście przeciwko rabunkowej polityce ministerstwa skarbu w stosunku do kombinatu miedziowego.

Rachunek wystawił mu dyrektor kopalni za dyżury ratowników, którzy czuwali nad jego bezpieczeństwem w czasie protestu.

Paradoksem jest to, że Kwiatkowski protestował jako przedstawiciel związku w interesie swojego zakładu przeciwko przeznaczeniu całego zeszłorocznego zysku KGHM na wypłaty dywidendy dla akcjonariuszy. Związkowcy uważają, że taki drenaż finansowy spowoduje, że kombinat nie będzie miał za co się rozwijać, i nie będzie pieniędzy na naprawę maszyn oraz inwestycje w nowe złoża, co doprowadzi spółkę do upadku.

Newag - Nowy Sącz
Zastrajkowali, demonstrowali - wygrali
W nowosądeckim Newagu (dawne Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego) pierwsza zmiana, czyli 500 osób, odeszła od stanowisk pracy i zorganizowała manifestację pod zarządem spółki. Ten protest miał związek z negocjacjami płacowymi prowadzonymi przez związki zawodowe z dyrekcją i przyczynił się do szybszego podpisania porozumienia. Załoga otrzyma podwyżki płac.

Stocznia Gdynia
Stoczniowcy - chcemy naszych pensji!
W Gdyni tysiąc pracowników Stoczni Gdynia nie podjęło pracy i zebrało się przed gmachem dyrekcji domagając się wypłaty zaległych wynagrodzeń. Protest trwał siedem godzin i zakończył się dopiero, gdy poinformowano, że część zaległych wynagrodzeń będzie wypłacona jeszcze tego samego dnia a reszta do 19 października.

Stoczniowcy zapowiedzieli, że protest zostanie wznowiony, jeśli zarząd stoczni nie dotrzyma złożonych obietnic.

ZMG Glinik
Spór zbiorowy – chcą podwyżek
Załoga Zakładu Maszyn Górniczych, największej spółki w Grupie Kapitałowej Glinik weszła w spór zbiorowy z pracodawcą. Pracownicy zgodnie z ustaleniami z wiosny tego roku chcą, by zarząd spółki rozpoczął rozmowy w sprawie podwyżek płac. Żądania związków to podniesienie pensji o 300 zł. brutto.


Opieka społeczna - Łódź
Praca to nie jałmużna
"Płaca to nie jałmużna", "Chcemy godnie żyć!" Pod takimi między innymi hasłami ponad 500 pracowników opieki społecznej protestowało na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Protest zorganizowany został przez Związek Zawodowy Pracowników Socjalnych, który od prawie roku próbuje wywalczyć dla pracowników opieki społecznej podwyżki tak, by ich zarobki wzrosły przynajmniej do 2000 złotych. Obecnie średnia płaca w opiece społecznej wynosi 1300 złotych, ale niektórzy pracownicy zarabiają zaledwie około 800 złotych. Protestujący domagali się też poprawy warunków pracy.

Gimnazjum nr 72 - Warszawa
Foliowy bunt w gimnazjum
Uczniowie gimnazjum nr 72 na Bielanach w Warszawie przyszli do szkoły ubrani w niebieskie worki na śmieci. Dziewczynki miały zrobione z worków minispódniczki i bluzki na ramiączkach, chłopcy przerobili worki na spodnie i kamizelki, a niektórzy ozdobili stroje napisami: „Kochamy Romusia!”.

To jemu Romanowi Giertychowi uczniowie „zawdzięczają”, że muszą do szkoły chodzić w mundurkach. Ten spontaniczny protest uczniów jest odpowiedzią na wprowadzony przez niego (gdy jeszcze był ministrem edukacji) obowiązek noszenia mundurków szkolnych.

Uczniom się to nie podoba. Uważają, że każdy człowiek jest inny, a narzucony przez władze szkolne i rodziców jednolity strój zabija indywidualność. -Jak każą nam chodzić w takich samych strojach, będziemy się czuć jak śmieci- mówi Magda z II klasy.- Równie dobrze możemy, więc przychodzić do szkoły w workach. Oczywiście, niebieskich, żeby nikt się nie czepiał.


Zakłady TRW - Częstochowa
Walczą dalej o podwyżki
W zakładach TRW w Częstochowie pracownicy są w sporze zbiorowym z pracodawcą od czerwca. Żądają podwyżki wynagrodzeń o 15 proc., 500 zł jednorazowej premii inflacyjnej, regulacji płac i ustalenia jasnych kryteriów podwyżek. Odbyło się już jedno referendum strajkowe, w którym na pytanie o przystąpienie do strajku pozytywnie odpowiedziała większość głosujących. Niestety, wzięło w nim udział mniej niż 50% z 2030 osobowej załogi, co oznacza, że strajku na razie nie będzie. Mimo to związkowcy nie zamierzają rezygnować i zapowiadają dalszą walkę o podwyżki.

Metron - Toruń
Nie udało się obronić przywódcy strajku
W zakładach Metron w Toruniu we wrześniu miał miejsce strajk związany z niewypłaceniem przez pracodawcę zaległych pensji. Załoga odeszła od maszyn 10 września żądając natychmiastowej wypłaty wynagrodzeń za lipiec i sierpień.

Dopiero po dwutygodniowym proteście 200 - osobowej załogi zarząd spółki wypłacił zaległe lipcowe pensje i zobowiązał się wypłacić zaległe sierpniowe wynagrodzenia do dziesiątego października.

Pracownicy Metronu zgodzili się na te warunki, lecz zapowiedzieli dalszy protest, jeśli pieniądze nie będą wypłacone w ustalonym terminie.

W obliczu zdecydowanej postawy załogi szefostwo postanowiło pozbyć się przywódcy protestu Wojciecha Szkopińskiego, który w imieniu pracowników negocjował z zarządem i próbowało zwolnić go dyscyplinarnie obwiniając o zorganizowanie protestu. Była to ewidentna próba zastraszenia i rozbicia jedności pracowników. Jak to ujął sam Szkopiński – „chodzi o to, żeby ludzie jeszcze kilka miesięcy pracowali, nie domagając się swoich pieniędzy”.

Załoga Metronu stanęła w obronie swojego reprezentanta i postawiła zarządowi ultimatum: albo Wojciech Szkopiński wraca do pracy albo zakład znów stanie. Niestety, nie udało się wygrać i Szkopiński ostatecznie sam zwolnił się z pracy.