Wybory 2007 * Wybory 2007 * Wybory 2007 *
Nie tędy droga...
Jaki ma sens dla radykalnych antykapitalistów startowanie w wyborach? Doskonale wiemy, że demokracja parlamentarna jest bardzo ograniczona, że kapitalizmu przez uchwalenie ustaw w Sejmie się nie obala, że kapitaliści mają swój sposób na omijanie i przeciwdziałanie ew. radykalnym reformom.
Antykapitalistom chodzi po pierwsze o to, by korzystać z możliwości, które daje kampania wyborcza do głoszenia realnej, lewicowej alternatywy i wzmocnienie takiej opcji. Po drugie, jeśli uda się zdobyć mandat, o to, żeby być tubą i wsparciem dla ruchów pozaparlamentarnych - pracowniczych, antywojennych, kobiecych, gejowskich, ekologicznych itd. Możliwe zdobycie mandatu poselskiego musi zawsze być widziane w szerszym kontekście budowania i organizowania oporu wobec wyzysku i dyskryminacji w miejscach pracy i na ulicy - a nie jako cel w samym sobie, który za wszelką cenę należy osiągnąć.
Opcja propracownicza
Uważamy jednak, że warto, by w wyborach startowała opcja antykapitalistyczna, propracownicza. Brak takiej opcji prowadzi do apatii wśród wyborców lub pcha ich w kierunku różnych partii biznesu bądź skrajnej prawicy. Raz po raz w poprzednich wyborach widzieliśmy jak SLD usiłował połknąć różne ruchy - kobiece, gejowskie, związkowe i często aktywistki i aktywiści dawali się "uwieść", by po wyborach doświadczyć mocnego rozczarowania rządami tylko z nazwy lewicowymi.
Żeby takie rozczarowanie nie przekształciło się w apatię, istotne jest budowanie alternatywy, która konsekwentnie przeciwstawia się polityce probiznesowej, neoliberalnej. Argumentowaliśmy już od kilku lat, że należy utworzyć wspólną alternatywę wyborczą wszystkich organizacji a przede wszystkim aktywistów różnych ruchów na lewo od SLD. Kilka razy organizowaliśmy dyskusje między kilkoma organizacjami w celu utworzenia jednoczącej alternatywy.
Niestety, do tej pory nic z tego nie wyszło i ludzie z organizacji, które mogłyby współtworzyć taką jedność, są rozrzuceni po różnych listach wyborczych.
W tych wyborach, jak i w poprzednich, widzimy różne manewry ze strony ludzi lewicy (tej prawdziwej, na lewo od LiD/SLD), by (prawie za wszelką cenę) znaleźć drogę na skróty do miejsca w Sejmie. Najbardziej jaskrawym przykładem tego jest startowanie Piotra Ikonowicza z listy Samoobrony. Obecność na listach Samoobrony oznacza, że nie można otwarcie krytykować tej formacji, że zaczyna się usprawiedliwiać jej politykę. No, i zamiast budowania lewicowej opcji, zbiera się poparcie dla populistycznej partii, którą jest Samoobrona.
Głos na pieska Busha
Każdy głos oddany na Ikonowicza może doprowadzić do Sejmu "Busha pieska - Millera Leszka" lub nawet antysemitę Wrzodaka. Nawet ewentualne (ale mało prawdopodobne) dostanie się do Sejmu Ikonowicza będzie miało miejsce bez równoległego budowania ruchu pozaparlamentarnego – stając się sygnałem dla ludzi jest, że wszystkim, co się liczy, jest jedna osoba, która może sprawy załatwić w Sejmie.
Jedyną lewicową formacją,, której udało się wystawić listy we wszystkich okręgach wyborczych to Polska Partia Pracy. Jak piszemy na s. 3, uważamy, że należy na nią zagłosować. Niestety jednak, niektóre posunięcia PPP nie dają wrażenia poważnego traktowania wyborców i samych siebie - chodzi o umieszczenie osób ze znanymi nazwiskami typu Ziobro, Borowski, Oleksy itd. na pierwszych miejscach list.
Absurdalne jest, że Ikonowiczowi łatwiej było dogadać się z Samoobroną niż z Polską Partią Pracy. Różne antagonizmy i osobiste ambicje uniemożliwiły takie porozumienie. Nie chcemy tutaj winić za to jednej czy drugiej strony, ale wiadomo, że połączenie siły aparatu Polskiej Partii Pracy ze znaną osobą Ikonowicza mogłoby stanowić ważny krok w kierunku budowania szerzej alternatywy na antykapitalistycznej lewicy. Taka realna wola jedności mogłaby dać ludziom nadzieję, że inna polityka jest możliwa.
Str. 2-3: Filip Ilkowski,
Ellisiv Rognlien, Andrzej Żebrowski