70 rocznica II wojny światowej
Wojna imperiów
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej to doskonała okazja aby na nowo przypomnieć tragizm i barbarzyństwo konfliktów zbrojnych. To także moment w którym możemy na nowo przemyśleć pewne sprawy związane z tym najtragiczniejszym w dziejach ludzkich konfliktem.
Choć II wojna była ogromną tragedią dla wszystkich dotkniętych przez nią ludzi wydaje się, że nie to stanowi obecnie główny przedmiot „debaty” publicznej. Tragedia, bezsens i okrucieństwo wojny schodzą na plan dalszy gdy w grę wchodzą rację polityczne.
Obecnie głównym zadaniem historyków, polityków, publicystów zdaje się być znalezienie określonego winnego rozpętania II wojny, przypisanie konkretnej jednostce bądź narodowi ścisłej odpowiedzialności za wywołanie tego konfliktu. Jest to typowa szkoła historiografii widząca w jednostkach lub poszczególnych grupach siłę napędową historii. Jest to typowe zamazywanie okoliczności, ukrywanie sprzeczności kapitalistycznego świata, które doprowadzają do wojen, tworzenie „historii” niedostępnej dla zwykłych ludzi, w której udział mogą brać tylko wybitne indywidualności dysponujące potęgą państwa. Warto więc pokrótce przypomnieć jakie siły stały za tym konfliktem, kto parł do wojny i komu przyniosła ona wymierne korzyści.
Imperialistyczne ambicje
Europa lat 30-ych XX wieku nosiła na sobie piętno wielkiego kryzysu, konfliktów społecznych i zaostrzających się sprzeczności międzynarodowych. Również system granic państwowych ustanowiony arbitralnie przez Traktat Wersalski, był stałą przyczyną destabilizacji politycznej. Sytuację tę potęgował fakt, iż mocarstwa europejskie, Francja i Wlk. Brytania, które ustanowiły siebie w roli żandarmów wersalskiego porządku nie miały siły aby go utrzymać . Francja, która w I wojnie światowej straciła ponad 6 mln zabitych i rannych „ogrodziła się” od Niemiec potężną Linią Maginota. Jej budowa stanowiąca bardzo ważny akt polityczny wyraźnie dowodziła, iż Francja zamierzać bronić obecnego status quo, którego była główną beneficjentką. Podobnie sprawa wyglądała z Anglią chcącą utrzymać swoje kolonie.
Po olbrzymim upuście krwi na polach Belgii i Francji to układy polityczne i pozycja zwycięskich mocarstw decydować miały o utrzymaniu pokoju w Europie i na świecie. Tego układ nie był trwały. Samo jego istnienie, w pokracznej i arbitralnej formie Traktatu Wersalskiego, wprowadzało niepewność, rozgoryczenie i chęć odwetu u pokonanych.
Potężne siły wytwórcze Niemiec pozwoliły temu państwu w krótkim czasie podnieść się po klęsce. Ich dalszy dynamiczny rozwój hamowały zaś różne ograniczenia Traktatu Wersalskiego. W ten sposób Niemcy, po raz kolejny, stawały się państwem najbardziej zainteresowanym zmianą istniejącego status quo na rzecz niemieckiego kapitalizmu. Zresztą podobnie przedstawiała się sytuacja Japonii. Dynamicznie rozwijająca się gospodarka pozbawiona własnych surowców naturalnych poszukiwała ich coraz bardziej natarczywie i zachłannie.
W drugiej połowie lat 30-ych sprzeczności i imperialistyczne ambicje zaczęły ujawniać sie już w formie zbrojnej. Agresja faszystowskich Włoch na Etiopię, wojna domowa w Hiszpanii, starcia rosyjsko-japońskie na dalekim wschodzie to najbardziej znane epizody fali wznoszącego się militaryzmu i imperializmu. Bez przesady można stwierdzić, iż ówczesny świat był bardzo niestabilny. Poszczególne światowe mocarstwa były ponownie gotowe rzucić się sobie do gardeł w wyścigu o nowy podział rynków. Wiele państw zbroiło się na potęgę i największe firmy zbrojeniowe świata miały ręce pełne roboty na kilka lat wprzód. Politycy i baronowie wielkiego przemysłu szykowali się do wojny.
Sytuacja Polski
Na tym tle sytuacja międzywojennej Polski przedstawiała się dość szczególnie. Położona pomiędzy nazistowskimi Niemcami i stalinowską Rosją, skłócona mniej lub bardziej ze wszystkimi sąsiadami z wyjątkiem Rumunii (od marca 1939 także Węgier) posiadała mimo to imperialne ambicje i usiłowała prowadzić „mocarstwową” politykę. Ściśle mówiąc usiłowali tak robić byli i czynni oficerowie, którzy od maja 1926 r. faktycznie rządzili krajem. Polska posiadała siódmą co do wielkości armię na świecie, a wojskowi odgrywali w istocie dominującą rolę w życiu politycznym kraju.
To jednak zupełnie nie przekładało się na stan polskiej armii, posiadającej stary sprzęt bojowy i techniczny i „uzbrojonej” w doktrynę militarną z czasów I wojny. Hasło „Silni, Zwarci, Gotowi”, głoszone przez sanacyjną propagandę, było jedynie sloganem bez pokrycia. Nie były w stanie zrównoważyć tego ofiarność i odwaga cywilna społeczeństwa.
Zdając sobie sprawę z dysproporcji potencjału – ludzkiego i przemysłowego – jaki dzielił Polskę od jej dwóch największych sąsiadów, Rosji i Niemiec, grupa wojskowych pod kierownictwem Józefa Piłsudskiego prowadziła politykę balansowania miedzy tymi mocarstwami - „polityka równych odległości między Berlinem a Moskwą”, jak nazwał ją Piłsudski.
Słusznie nie ufano Hitlerowi i Stalinowi. Jednak, żeby obrona mogła być skuteczna należało organizować opór oparty na samouzbrojeniu ludności - czyli pod oddolną kontrolą demokratyczną – czego oczywiście nie mogły zrobić autorytarne rządy sanacyjne.
Bez takiej oddolnej alternatywy polityka „równych odległości” skończyła się niemiecko-rosyjską defiladą w Brześciu nad Bugiem, kładąc kres istnieniu także sanacyjnej władzy.
Panowie Rydz-Śmigły i Beck czynnie przyczynili się do klęski. Złudne poczucie własnej siły i wiara w iluzoryczny sojusz z Francją i Anglią to jedno. Inną sprawą było jednak aktywne przyczynienie się do rozbioru Czechosłowacji, co miało fatalne polityczne i militarne konsekwencje.
Ślepota polityczna władz polskich była wręcz porażająca. Sanacyjni przywódcy zachowali się jeszcze gorzej niż premierzy Francji i Wlk. Brytanii, którzy kupczyli losem czeskiego społeczeństwa. Obiektywnie rzecz biorąc współpracowali czynnie z Hitlerem zaledwie na pół roku przed jego napaścią na Polskę. Prowadząc niebezpieczną, opartą na fałszywych kalkulacjach politykę polskie władze wbrew szumnym deklaracjom były absolutnie nie przygotowane do wojny. Potwierdziły to wypadki Kampanii Wrześniowej.
System trwa
II wojna światowa była straszliwą hekatombą. Około 60 milionów ofiar na całym świecie, niezliczona ilość rannych, kalek, sierot. Nie wszyscy jednak musieli żyć w tak poważnym zagrożeniu.. Część wielkich biznesmenów i korporacji dzięki wojnie dorobiła się olbrzymich pieniędzy stając się światowymi potęgami. Najbardziej znane są przykłady potężnych korporacji, które pracowały bezpośrednio na potrzeby przemysłu zbrojeniowego. Firmy takie jak Siemens, General Motors, Ford czy Mitsubishi dorobiły się wręcz astronomicznych kwot sprzedając swoim rządom środki zagłady.
Wraz ze wzrastającym zapotrzebowaniem na materiały wojenne, równie dynamicznie wzrastały zyski zbrojeniowych korporacji. Wojna, która rozpoczęła się od masowych bombardowań cywilnej ludności skończyła się zrzuceniem bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Jak słusznie pisał Karol Marks „Postęp nigdzie nie dokonuje się tak szybko jak w przemyśle masakrowania ludzi”. Na tragedii wojny dorobiły się również firmy „cywilne”.
Klasyczny jest przykład słynnej firmy IBM, która przez blisko 6 lat wojny przyczyniała się do zagłady Żydów sprzedając nazistowskim zbrodniarzom swoje maszyny do liczenia, niezbędne w „przemyśle masakrowania ludzi”. Tak wielki biznes zarówno w państwach totalitarnych jak demokratycznych działał ręka w ręka z krwawymi siepaczami dostarczając im środków zagłady w zamian za dobrą zapłatę.
Nic też dziwnego, iż II wojna światowa nie rozwiązała konfliktów i sprzeczności międzynarodowych. Trwa system konkurencyjnych mocarstw. W dzisiejszych czasach mamy wciąż mamy do czynienia z wzrastającą liczbą starć zbrojnych i potencjalnych punktów zapalnych. Podobnie jak w latach przedwojennych wydatki na zbrojenia bezustannie wzrastają. Należy więc organizować się przeciwko kolejnej spirali militaryzmu i wojen nie licząc na działania polityków, którzy tak często przyczyniają się do ich rozpętania.
Kuba Olszewski