Czy
USA
rzeczywiście
zbombardują Iran?
Pomimo
nieustających od miesięcy opowieści zwiastujących atak na Iran,
miałem co do tego wątpliwości. Co wówczas zrobiłby Hugo Chavez? Nawet
drobny problem w dostawie ropy z Wenezueli sparaliżowałby tutejsze
rafinerie, szczególnie te związane z wenezuelską ropą. Chiny są
poważnie związane z Iranem. Są również bankierem Wuja Sama. Chińczycy
nie muszą niszczyć dolara, lecz zaledwie go „przydusić”
lub zrewaluować swoją walutę tak, aby ceny w Wal-Marcie dwukrotnie
wzrosły. Republikanie i kandydujący na urząd prezydenta raczej nie
chcieliby, żeby to miało miejsce pod koniec roku wyborczego.
Kolegium
Połączonych Szefów Sztabu zdaje sobie sprawę z tego, że wojna w Iraku
niemalże złamała wojsko amerykańskie. Czy kategorycznie nie
sprzeciwiliby się pomysłowi ataku na Iran, który spowodowałoby
odcięcie przez szyickie grupy oporu w Iraku dostaw paliwa i wody z
Kuwejtu do dużych baz USA? Czy szyickie siły paramilitarne nie
przystąpiłyby do całkowitej „eksmisji” amerykańskiego
okupanta? Czy nie obaliłoby to fikcji, że głoszona przez Generała
Petraeusa „szarża” ma miejsce?
Łatwo można również
przytoczyć argumenty drugiej strony. Kompanie naftowe lubią kryzysy,
które przyczyniają się do wzrostu ceny ich towaru. Chińczycy są
roztropni i nie chcą wstrząsnąć światową gospodarką. Z politycznego
punktu widzenia zarówno Chiny jak i Rosja chciałyby, żeby USA
poniosły jeszcze większą klęskę w Iraku i wpadły w tarapaty w Iranie.
Wskutek porażki strategii na Bliskim Wschodzie Bush i jego
doradcy mogą rozdmuchać sprawę jeszcze bardziej podejmując ostatni
desperacki krok ośmieleni faktem, iż głoszona przez nich poprawa
sytuacji się sprzedała. Mimo że jedyne co Demokraci muszą zrobić to
przytoczyć dane ONZ mówiące o tym, że liczba Irakijczyków zmuszonych
do opuszczenia swoich domów wzrosła z 50 000 do 60 000 miesięcznie.
Lub też powołać się na Associated Press, który podaje, iż w sierpniu
zginęło 1809 cywili, podczas gdy w lipcu 1760. Rozłam wśród Sunnitów,
który miał miejsce w prowincji Anbar, nie powtórzy się w Bagdadzie
ani nigdzie indziej, a poza tym nie miał nic wspólnego ze wzrostem
liczby wojsk USA. Bush nie odważył się pojechać do
Bagdadu.
Rozważając to wszystko niemądrze byłoby liczyć, że atak
na Iran nie nastąpi. Wiem, że Noam Chomsky wątpił w możliwość ataku
USA. W zeszłym tygodniu wysłałem do niego e-maila pytając czy nadal
tak sądzi. Oto jego odpowiedź:
„Tak, byłem dość sceptyczny.
Z czasem jestem coraz mniej. Oni są zdesperowani. Czegokolwiek się
tkną zamienia się w ruinę. Istnieje nawet niebezpieczeństwo, że
utracą kontrolę nad ropą na Bliskim Wschodzie – na rzecz Chin,
temat który jest podejmowany rzadko, ale zajmuje każdego planistę czy
też dyrektora korporacji, jeśli kieruje się on zdrowym rozsądkiem.
Iran już ma status obserwatora w Szanghajskiej Organizacji
Współpracy, z której to USA zostały ostentacyjnie wykluczone. Handel
pomiędzy Chinami a Arabią Saudyjską rozwija się szybko, nawet w
przemyśle zbrojeniowym. Wraz z utratą kontroli nad szyicką częścią
Iraku przez administracje Busha, gdzie znajduje się większość złóż
ropy (i większość ropy saudyjskiej w regionach, gdzie znajduje się
bardzo uciskana ludność szyicka) kraje te mogą znaleźć się w
poważnych tarapatach.
W tych okolicznościach są
nieprzewidywalni. Mogą postawić wszystko na jedną kartę mając
nadzieję, że uda im się coś z katastrofy uratować. Jeśli dokonają
bombardowania, podejrzewam, że będzie to połączone z atakiem lądowym
w Chuzestanie, w pobliżu Zatoki, gdzie leży ropa (i mieszka ludność
arabska – tam już działa front wyzwolenia Ahwazi,
prawdopodobnie zorganizowany przez CIA, który USA mogą „obronić”
przed złymi Persami), wówczas mogą całkowicie zbombardować cały kraj.
Tym samym pokazując kto tu rządzi.”
Lepiej żeby ruch
pokojowy się zmobilizował, pamiętając, że jeśli bomby zaczną spadać
na Teheran, większość Demokratów w Kongresie stanie na nogi i będzie
wznosić owacje.
Skrócony
tekst Alexander Cockburna
z witryny Counterpunch
www.counterpunch.com
Tłumaczyła
Katarzyna Puzon