Nowy film Kena Loacha

Praca nie czyni wolnym”

Nazywają to „elastycznością siły roboczej” mówi Ken Loach – od dawna związany z lewicą reżyser filmowy. „Jednakże, cokolwiek mieści się w znaczeniu tego pojęcia, jest dobre tylko dla pracodawcy, nie dla pracujących. Sądzę, że taka sytuacja (czy w przypadku stałego czy okazjonalnego zatrudnienia) nie została jeszcze wystarczająco zbadana.”

Jego nowy film „It’s a free world" („To wolny świat” - polski tytuł: "Polak potrzebny od zaraz") zaczyna wypełniać tę lukę.

Scenariusz napisany został przez Paula Laverty’ego, współpracującego z Loachem od dawna przy wielu filmach.

Otrzymał on już jedną znaczącą nagrodę – za najlepszy scenariusz filmowy na tegorocznym Festiwalu Filmów w Wenecji.

Zapytałem Kena, dlaczego właśnie teraz zdecydował się zrobić film o pracy imigrantów w Wielkiej Brytanii.

Paul Laverty i ja już od jakiegoś czasu chcieliśmy zrobić film o pracy imigrantów” - odpowiedział. „Paul jest zainteresowany tym tematem, od kiedy w trakcie pisania scenariusza do naszego wcześniejszego filmu „Bread And Roses" („Chleb i Róże”) spędził czas w Los Angeles z pracownikami z Ameryki Środkowej.

Obaj śledziliśmy bardzo uważnie, co się tutaj zdarzyło wraz z przybyciem nowych pracowników z Europy Wschodniej. Interesuje mnie to, jak zmieniało się podejście do doświadczenia pracowników. Przeszliśmy od „bezpiecznej pracy na całe życie”, do pracy okazjonalnej, na zlecenie agencji i krótkoterminowych kontraktów.”

Angie, która zakłada agencję pracy dla imigrantów, jest główną postacią filmu. Pytam Kena dlaczego zdecydował się pokazać temat w ten właśnie sposób.

Chcieliśmy zrobić film z punktu widzenia „wyzyskującego” raczej niż „wyzyskiwanego... ponieważ inaczej byłby on po prostu zbyt przewidywalny.” „Chcieliśmy spojrzeć na proces wyzysku od strony pracodawców, aby spróbować zrozumieć ich mentalność.

Angie pochodzi z klasy robotniczej. Jest trzydziestolatką, która przez dziesięć lat swojej pracy była wyzyskiwana, w każdej kolejnej zatrudniana jedynie na krótkoterminowych kontraktach.

Boi się, że skończy tak, jak jej rodzice - w porównywalnej biedzie w komunalnym mieszkaniu.

Thatcher

Ona jest na dorobku. Chcieliśmy, żeby najpierw wydała się widzom sympatyczna (rozumieli jej sytuację, współczuli), żeby przykula uwagę na drodze od bycia ofiarą do bycia wyzyskiwaczem.

Chcieliśmy pokazać że nastąpiła zmiana świadomości wielu ludzi, której przyczyn można szukać w czasach thatcheryzmu.


Chcieliśmy bohatera, który mógłby wyrazić tę nową świadomość. ”Biznes można zrobić na wszystkim (wszystko jest na sprzedaż)”, z każdym i o wszystko można się „dogadać”. Jesteś na swoim – troszczysz się o siebie, nie odpowiadasz za resztę świata.

Cytując sławną wypowiedz M. Thatcher – „nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo”.

Próbowaliśmy zderzyć to z poglądami ojca Angie, z jego wartościami solidarności i pomocy współpracownikom. Angie jest przesiąknięta ideologią biznesu, bezwzględna w dążeniu do swoich celów, kieruje się wszystkimi jej zasadami: pozyskuj siłę roboczą jak najtaniej i zwalczaj konkurencję.Stopniowo, przechodząc od naginania do łamania prawa, zauważa, ze może zarobić coraz więcej.”

Pytam Kena, jak zbierał materiały do filmu?

Rozmawialiśmy z wieloma ludźmi z róźnych środowisk. Paul pojechał do północnej Szkocji, Aberdeenu, Manchesteru, Londynu i na zachód kraju. Moglibyśmy zrobić film w oparciu tylko o straszne historie o braku bezpieczeństwa, wypadkach przy pracy, jakie nam opowiadano. Jedna kobieta zmarła z powodu krwotoku pracując w fabryce na zmianach bez przerw.

Ludzie ginęli w wypadkach spowodowanych przez niezabezpieczone urządzenia. Jest nieskończenie wiele historii o ludziach, którzy pracowali bez wynagrodzenia. Ktoś pracował cały tydzień i otrzymał 21p (ok. 1 zł), ponieważ agencja potrąciła mu wyimaginowane opłaty. Niektórzy otrzymywali za tydzień pracy 10 Ł (ok. 50-60 zł), inni zostawali wywiezieni w nieznane miejsca i pozostawieni sami sobie.

Uznaliśmy, że najlepiej będzie zrobić film, w którym pokażemy logikę działania wyzyskujących. Nasza opinia nie jest rozstrzygająca i oni wszyscy nie są koniecznie złymi ludźmi. Taka jest logika biznesu.”

W ‘Bread and roses’, filmie Loacha o amerykańskich woźnych, pracownicy zaczynają organizować opór, walczą.

Pytam, co sadzi o możliwościach zaistnienia podobnej sytuacji tutaj.

Są znaki organizowania się imigrantów, ale w tej chwili bardzo słabe. Słyszeliśmy historie o młodych etiopskich studentach na północy Szkocji, którzy, kiedy zdali sobie sprawę z tego, że zostali oszukani, zabrali narzędzia w ramach „zaliczki”. Byli oni jednak w lepszej sytuacji niż większość wyzyskiwanych pracowników, którzy muszą wysyłać zarobione pieniądze rodzinom w swoich krajach.

W pierwotnym scenariuszu mieliśmy scenę, kiedy niektórzy z pracowników zaczęli strajk, ale podczas kręcenia, zdaliśmy sobie sprawę, że jest zbyteczna. W tym kontekście, nie była dramatycznie potrzebna...

Jest tylko jeden sposób, by przekonać imigrantów do wstąpienia do związku zawodowego: muszą zobaczyć, że ten związek rzeczywiście coś dla nich zrobi, w przeciwnym razie czemu mieliby do niego wstępować. Problem polega na tym, że nawet jeśli związek decyduje się podjąć akcję, często jest za późno, z powodu antyzwiązkowego prawa. Wielu imigrantów w międzyczasie juz zmieniło miejsce pracy i zostało wykreślonych z list agencji pracy. Związki muszą podjąć natychmiastowe działania, aby mieć na to jakikolwiek wpływ. Myślę, że powinna zostać przeprowadzona kampania przez szersze rzeszy ludzi, by znieść antyzwiązkowe prawa. Premier Gordon Brown tego nie chce, chce słabych związków zawodowych.

Myślę również, że związki powinny powrócić do źródeł, powiedzieć sobie: „do cholery z wielkimi biurami”, potrzebujemy organizacji na najniższym poziomie. Priorytetem powinno być organizowanie pracowników, a nie zajmowanie się związkową biurokracją. Wyzysk i niskie płace nie są marginalnymi zjawiskami w tym społeczeństwie. Dotyczą większości. Wielu pracujących imigrantów nie jest zarejestrowanych i nie otrzymuje żadnej pomocy, kiedy są chorzy lub utracą pracę. Ale ich tania siła robocza jest sercem gospodarki – czyni nonsens z ustawowej „płacy minimalnej”. Tania siła robocza daje tanie ubrania, tanią żywność itd....

Rrząd musi mieć pewność, że minimalna płaca istnieje jedynie na papierze. W taki właśnie sposób niszczy własne ustawodawstwo. Istnieje wielka hipokryzja w samym centrum nowego gabinetu New Labour.”

Berit Kuennecke rozmawiała z Kenem Loachem. Wywiad ukazał się w brytyjskim tygodniku Socialist Worker.

Tłumaczył Maciej Bancarzewski