PYTANIA W RUCHU

Kongres Kobiet 2009

Z Henryką Bochniarz

ku równości i wolności?

Kongres kobiet, który miał miejsce w Warszawie w czerwcu, pokazuje ograniczenia nurtu feminizmu, który głosi, że kobiety więcej łączy niż dzieli – że najważniejszy podział w społeczeństwie to podział płciowy.

Kongres był mocno zdominowany przez kobiety biznesu i wysokich stanowisk państwowych, najczęściej mające politykę liberalną i konserwatywną. Dla takich kobiet głównym celem są równe możliwości obu płci dojścia do szczytów społecznych. Takie ograniczone „równouprawnienie” wystarczy dla kobiet, które w wyniku swojej pozycji społecznej nie kwestnionują podstawowego podziału ekonomicznego i klasowego w społeczeństwie – wręcz przeciwnie; często osiągnęły swoje „sukcesy” dzięki wyzyskowi i uciskowi kobiet i mężczyzn z niższych klas. Kobiety, jak np. Henryka Bochniarz, szefowa Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, miały udział w kształtowaniu sytuacji w której zwykłe kobiety pracują za skandaliczne niskie pensje lub żyją w biedzie z powodu pozostawania bezrobotnymi bez prawa do zasiłku.

 W bardzo ciekawym artykule na stronie www.ekologiasztuka.pl/think.tank.feministyczny/  również opublikowanym na potralu lewica.pl Ewa Charkiewicz podaje przykłady kobiet, zasiadających w Komitecie Programowym Kongresu Kobiet, m.in.: „..... Maria Wiśniewska, była prezes Banku PKO SA, w 2001 jedyna kobieta na liście najlepiej wynagradzanych menedżerów. W PKO zwolnionych zostało 7000 pracowników, zlikwidowano nagrody jubileuszowe, przestano wypłacać należne premie, ale w 2003, za jej kadencji 7 osób w Zarządzie zarobiło 8 milionów złotych. Pani Wiśniewska jest obecnie prezeską CEPD, parasolowej organizacji właścicieli sieci aptek. W ramach lobbyingu podczas przygotowania nowego prawa farmaceutycznego, pani prezes wytaczała neoliberalne armaty wolnego rynku i konkurencyjności przeciwko ustaleniu górnego pułapu na ceny leków refundowanych czy przeciwko ograniczeniu monopolistycznych przywilejów na rynku leków. Taka regulacja rynku leków przysparza i zabezpiecza korzyść firm handlujących lekami na niekorzyść życia ludzkiego, szczególnie osób z średnio- i nisko dochodowych gospodarstw domowych, w tym emeryckich, gdzie znaczna pula dochodów, jeśli istnieje naddatek dochodów ponad koszty przeżycia, wydawana jest leki. A więc lobbying pani Wiśniewskiej z CEPD i z Komitetu Programowego Kongresu Kobiet Polskich jest na niekorzyść większości kobiet i mężczyzn w Polsce. Chodzi więc o zyski bez granic i partykularny interes biznesu kontra dobro wspólne.”

Z drugiej strony wśród kobiet w Komitecie Programowym Kongresu nie znajdujemy działaczek związkowych, które przecież w ostatnich latach prowadziły bardzo ważne walki o poprawę sytuacji kobiet – ani pielęgniarek, ani pracownic supermarketów, ani nauczycielek. Perspektywa kobiet pracujących w takich zawodach była prawie nieobecna na kongresie.

Kongres wysunął jako końcowy dokument 100 postulatów dotyczących sytuacji kobiet w Polsce. Z większością z nich trudno się nie zgadzać, chociaż są często dość niewyraziste i mało konkretne. Trzeba natomiast zwrócić uwagę na te postulaty, których brakuje. Oczywiste żądania, które mogły przedstawić kobiety z „dolnych półek”, uderzałyby w interesy pani Bochniarz & spółki. Dla kobiet pracujących jako sprzątaczki w bogatych domach, jako pielęgniarki, kasjerki, czy będących na bezrobociu, postulaty o podwyższenie płacy minimalnej, o zapewnienie pracownikom przez Kodeks Pracy stałego zatrudnienia na podstawie umów o pracę, przeciw prywatyzacji i komercjalizacji służby zdrowia, przeciw „uwolnieniu” czynszów i cen energii, o prawo do zasiłku dla wszystkich bezrobotnych byłyby wśród najbardziej istotnych. Postulaty, oczywiście, sprzeczne z polityką neoliberalną propagowaną przez pracodawców i polityków ze wszystkich partii sejmowych – włącznie z kobietami dominującymi na Kongresie Kobiet.

Na liście z Kongresu dużo jest postulatów dotyczących zdrowia kobiet – o realny dostęp do mamografi, cytologii, o refundację za leki na osteoporozę, itd. Słuszne i ważne postulaty. Natomiast nic nie mówi się o ogólnej sytuacji w służbie zdrowia, o konieczności zwiększenia wydatków na zdrowie. Obecnie szpitale przekształcane są w spółki prawa handlowego, NFZ nie pokrywa realnych kosztów leczenia, za coraz więcej usług pacjent musi płacić. Uderza to oczywiście w najbiedniejsze osoby, wśród których jest więcej kobiet niż meżczyzn.

Elastyczność pracy

Jeden z postulatów dotyczy tzw. elastycznych form pracy: „Restrukturyzacja rynków pracy w celu otwarcia ich na osoby wychowujące dzieci (upowszechnianie zróżnicowanych i elastycznych form czasu pracy, organizacja mikroprzedszkoli na osiedlach, w miejscach pracy, w instytucjach publicznych).” Pierwsza część tego postulatu jest, niestety, wzięta bezpośrednio z programu Konfederacji Pracodawców pani Bochniarz. Bo, owszem, trzeba otworzyć rynki pracy na osoby wychowujące dzieci, ale „elastyczność form czasu pracy” oznacza, że osoby te mają się dostosować do potrzeb pracodawców, a nie odwrotnie  (patrz s. 7).

Dla ruchu na rzecz praw kobiet na całym świecie bardzo ważnym żądaniem jest ogólne zredukowanie czasu pracy w wymiarze dziennym lub najwyżej tygodniowym. Postulat o 6-godzinny dzień pracy jest powszechnie wysuwany przez organizacje kobiece oraz związki zawodowe w wielu krajach. Ponieważ jeśli ktoś ma odpowiedzialność za dzieci, po prostu nie może pracować po 12 godzin dziennie przez pół roku – nawet jeśli przeciętnie przez 12 miesięcy wychodzi 40 godzin tygodniowo. (Wyjątkiem tu są oczywiście osoby, które mają nianie, gosposie itd. do wykonania dla nich pracy w domu). Teraz pracodawcy mają prawo takie wymagania stosować. W czasach kryzysu żądanie skrócenia dziennego czasu pracy jest jeszcze bardziej aktualne, żeby przeciwdziałać sytuacji, w której z jednej strony wzrasta bezrobocie, a z drugiej przedłuższa się czas pracy dla ludzi, którzy jeszcze ją mają.   

 

Parytety

Głównym postulatem wynikającym z Kongresu Kobiet, o którym głośno w mediach, jest wprowadzenie do ordynacji wyborczej zasady parytetu.

W odzewie Kongresu czytamy:

„Drogie Panie!! Siostry! Najważniejszym zadaniem Biura Kongresu będzie więc realizacja naszych podstawowych postulatów, to znaczy:

Po pierwsze: Wprowadzenie do ordynacji wyborczej systemu parytetowego (50% kobiet, 50% mężczyzn na wszystkich listach wyborczych), oraz:

Po drugie: Utworzenie niezależnego (wybieralnego przez sejm!) organu Rzeczniczki ds. Kobiet i Równości, która chronić będzie naszych praw i troszczyć się o równe szanse i możliwości kobiet!!”

Postulat o parytety popieramy i będziemy go bronić przed atakami ze strony prawicy. Ogólna dyskryminacja kobiet w społeczeństwie prowadzi do tego, że kobiety mają mniejszą szansę działania i zajmowania stanowisk w polityce. Bycie kobietą jest w świecie polityki wadą i barierą – zarówno pod względem postawy wielu kolegów, jak i z praktycznych powodów związanych np. z odpowiedzialnością za dzieci. Kiedy połowa populacji jest tak słabo reprezentowana w parlamencie demokracja staje się jeszcze bardziej uboga. 

Jednak postawienie postulatu o parytety na pierwszym miejscu jako najważniejszego zadania dla ruchu kobiet jest błędne i jeszcze raz pokazuje ograniczenia „feminizmu” kobiet biznesu i wysokich stanowisk państwowych.

Dla tej klasy kobiet strategicznym celem jest zdobycie równych szans wspinania się na szczyty społeczne, w porównaniu do mężczyzn z tej samej klasy.  Mniej ważna jest  treść polityki, która ma być prowadzona na tych szczytach. Z doświadczenia jednak wiemy, że kobieta - posłanka, minister czy premier - niekoniecznie przyczyni się do polepszenia sytuacji szerokich rzeszy kobiet.

Przykładów jest wiele - Margaret Thatcher, Zyta Gilowska, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Hanna Suchocka i Ewa Kopacz rządziły i rządzą dokonując ataków na standard życia zwykłych ludzi, szczególnie uderzających w kobiety. Wielkim mitem jest, że kobiety w rządzie są  łagodniejsze, milsze i bardziej przyjazne niż ich męscy odpowiednicy.

Więcej kobiet w polityce - TAK, ale kobiety, które reprezentują interesy zwykłych kobiet i mężczyzn. Ogromnym problemem polskiej polityki jest bowiem to, że coraz ważniejsze dla stawania się parlamentarzystą jest grubość portfela i powiązanie z biznesem. Sejm jest niereprezentatywny zarówno pod względem płci jak i pod względem klasowej przynależności i lojalności posłów. 

Problemem kobiet w Polsce jest po pierw­sze fakt, że zasady robienia zysków kosztem ludzkich potrzeb panują w gospodar­ce i polityce, a po drugie, że w Sejmie dominuje polityka konserwatywno-liberalna (ma to związek również z dużymi wpływami kościoła na politykę) – 50 % kobiet wśród osób na listach np. PISu i PO tego nie zmieni.

Strategia w walce z dyskryminacją kobiet nie może polegać na pałacowych rewolucjach, zmianie twarzy czy płci postaci na czele społeczeństwa, ponieważ ucisk i super-wyzysk kobiet ma głębszą przyczynę.  Leży ona w potrzebach systemu kapitalistycznego minimalizowania kosztów reprodukcji siły roboczej.

Dla ludzi na czele systemu podwójna praca kobiet jest istotna – darmowa praca w rodzinie i niskoopłacona poza domem – a co za tym idzie: ideologia usprawiedliwiająca taki los kobiet.

W walce o zniesienie takiego stanu rzeczy kobiety, których celem kariery zawodowej jest maksymalizacja zysku dla swojej firmy lub całej klasy kapitalistycznej, nie mogą być naszymi sojuszniczkami. 

Ellisiv Rognlien