* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *
Rząd Tuska tnie jak leci
Żadnych cięć!
Po wyborach do europarlamentu nagle uświadomiono nas, że rząd musi dokonać olbrzymich cięć, by choć w części załatać olbrzymią dziurę budżetową w wysokości 47 mld złotych.
Już pierwsze zapowiedzi ujawniły w całej pełni, gdzie rząd zamierza szukać oszczędności i na kogo chcę przerzuci ciężar walki z kryzysem. Jak zwykle – zapłacą najbiedniejsi. Zapowiadane cięcia budżetowe wynieść mają blisko 20 mld złotych. Przypatrzmy się bliżej, skąd rząd zamierza wziąć tę gigantyczną sumę.
Do szkoły na piechotę
Pomysłowość neoliberalnych polityków szukających oszczędności nie zna granic. Również granic przyzwoitości. Jednym z „pomysłów” na walkę z kryzysem jest obcięcie dotacji na szkolne gimbusy umożliwiające dzieciom, szczególnie z terenów wiejskich, łatwy dojazd do szkół nierzadko oddalonych o wiele kilometrów. Na przykład na terenie górzystego Podkarpacia w tym roku nie zostanie zakupiony żaden szkolny autobus. Nie tylko zresztą na Podkarpaciu. Cięcia te, które bez wątpienia przełożą się na sytuację najbiedniejszych rodzin, przyniosą aż... 12 mln złotych oszczędności. Brak pieniędzy na zakup nowych i konserwację starszych gimbusów zmusi gminy do wynajmowania prywatnych przewoźników i spowoduje, że wzrosną, oczywiście, koszty dojazdu do szkół. Jak podaje prawicowy „Nasz Dziennik” za kilometr trasy przejechany przez publiczny gimbus gminy muszą wydać średnio po 1,90 zł., tymczasem prywatnym przewoźnikom trzeba będzie zapłacić nawet 3,50 złotego. Czysty zysk! Tylko dla kogo? I kto ma pokryć i za co 84 - procentowy wzrost cen za przewozy?
Rząd ślepy na potrzeby niewidomych
Wśród kuriozalnych pomysłów ministra Rostowskiego na uwagę zasługuje sposób w jaki rząd podchodzi do tematu osób niepełnosprawnych. Obecne cięcia nie ominą bowiem także nich. Cytując za „Gazetą Wyborczą”: „Konieczność oszczędności obejmie także resort edukacji, który prawdopodobnie nie dostanie m. in. 1,5 miliona złotych na zakup podręczników dla uczniów niewidomych, słabo widzących i z upośledzeniem umysłowym”. To oczywiste – najłatwiej oszczędzać na najsłabszych. Tymczasem zestaw książek, pisanych językiem Braille'a lub powiększonym drukiem kosztuje ok. 300 złotych. „Nie rozumiem, dlaczego władze chcą odebrać dotację najsłabszym, tym bardziej, że niepełnosprawni i tak mają utrudniony dostęp do edukacji” - mówi Iwona Majewska, dyrektorka Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci i Młodzieży Słabowidzącej przy ul. Hirszfelda w Lublinie. Rząd przy tym zupełnie „zapomniał”, że niedowidzące dzieci mają zacząć uczyć się od września według nowej podstawy programowej wymagającej nowych podręczników. Widać jednak, że cel uświęca środki a półtora miliona złotych (przy 47 - miliardowym deficycie) to sumka nie do pogardzenia.
Opieka społeczna
Według noweli budżetowej wydatki przeznaczone na opiekę socjalną mają zostać zmniejszone o 2,3 mld złotych. O największą sumę, zapewne zgodnie z polityką prorodzinną państwa, obcięte zostaną rodzinne świadczenia socjalne. Chodzi o sumę rzędu 803 mln zł. Ponieważ mamy kryzys i wszyscy powinni wziąć się do pracy, obcięto również stałe zasiłki dla bezrobotnych (o 19,8 mln zł). Pamiętamy straszną tragedię pożaru w Kamieniu Pomorskim. Rząd pewnie już zapomniał – świadczenia dla domów i ośrodków pomocy społecznej obcięto łącznie o 24,6 mln zł. Ponieważ jesteśmy „państwem dobrobytu” gdzie głód nie istnieje, obcięto także fundusze na realizację programu dożywiania (o 7,8 mln zł). Zapewne duby smalone opowiadają przedstawiciele Polskiej Akcji Humanitarnej, gdy twierdzą, że blisko 30 procent dzieci w Polsce jest niedożywionych. Oszczędzanie na najbiedniejszych to zresztą neoliberalny trend. „Guru” Balcerowicz twierdzi przecież, że w Polsce „wydatki socjalne są zbytnio rozdęte”. Zwłaszcza, iż dożywianie dzieci jest dziś mniej pilną sprawą dla rządzących, niż łatanie dziury budżetowej, którą sami spowodowali.
Zdrowie, edukacja, kultura
Dramatycznie przedstawia się sytuacja w służbie zdrowia. Od lat niedofinansowana, balansująca na krawędzi bankructwa i prywatyzacji stanowi, według rządzących, doskonałe pole do szukania oszczędności. Ciężko powiedzieć na jakie jeszcze (bezpłatne) usługi medyczne będziemy mogli liczyć – rząd bowiem tnie jak leci: 500 mln na medyczne świadczenia specjalistyczne czy 30 mln na walkę z rakiem. Przeznaczone na inwestycje dla placówek zdrowotnych 183 mln już zostały zabrane. Co ciekawe, choć media bezustannie alarmują o fatalnym stanie polskiego krwiodawstwa, Tuska szuka oszczędności również tam - 8 milionów złotych.
Rząd planuje również zaatakować wydatki na szkolnictwo. Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje, aby cięcia dotknęły m.in. „dofinansowania działalności dydaktycznej uczelni publicznych, wydatków na inwestycje szkół wyższych, w tym budowy kampusu "600-lecia Odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego", zmniejszenia funduszy dla studentów i doktorantów oraz wydatków na dopłaty do pożyczek i kredytów studenckich”.
Resort szuka więc oszczędności w takich sferach gdzie finansowanie jest i tak na wyjątkowo niskim poziomie. Jak podaje portal Krajowej Reprezentacji Doktorantów (krd.org.pl) obecne średnie zarobki dla tej grupy pracowników naukowych wynoszą od 1044 do 1740 zł. Bez wątpienia – jest z czego ciąć! Tylko za co żyć będą doktoranci? O tym cicho w noweli budżetowej. W tych szaleńczych cięciach rząd „zapomina” nawet o swoich własnych planach reformy edukacji. I tak na przykład z programu dostosowawczego na przyjęcie do szkół dzieci sześcioletnich z 347 mln przeznaczonych na ten cel pozostało... 40 mln złotych. To już nie cięcie – to egzekucja. Co interesujące jedyną instytucją „naukową”, której nie objęły cięcia jest IPN. Wszak istnieje tylko jeden prawomyślny światopogląd i jego propagowanie trzeba koniecznie wspierać.
Także kultura, również niedofinansowana i borykająca się z ciągłymi kłopotami materialnymi, poddana zostanie cięciom. Te opiewają na sumę 203 mln zł. Choć w świecie chwalimy się jakich to twórców wydała Polska, na naszym podwórku wygląda to zupełnie inaczej. Za rok przypada 200 rocznica urodzin Fryderyka Chopina. W związku z rocznicą powstał projekt „Dziedzictwo Fryderyka Chopina 2010”, który ma przybliżyć twórczość kompozytora. Tymczasem dotacje dla projektu zostały obcięte o 10 mln zł. Cięcia dotykają także najcenniejsze polskie muzea. Unikatowe w skali świata kopalnie soli w Wieliczce i Bochni będę musiały obejść się bez 13 mln zł. Zdaje się, że nie ma zakamarka skąd rząd nie wyciągałby ostatniego grosza. Jak widać sięga nawet pod ziemię.
Kolesiom premie, biedakom figę
W pierwszej połowie lipca kraj obiegła sensacyjna wiadomość, że zarząd spółki PL.2012, odpowiedzialnej za przygotowanie Polski do Euro 2012, przyznał sobie premie w wysokości 110 tys. zł na osobę. W dobie kryzysu, gdy rząd dokonuje oszczędności na dzieciach, niepełnosprawnych czy opiece medycznej, wiadomość ta słusznie zbulwersowała większość społeczeństwa. Co ciekawe minister sportu, pan Drzewiecki, nie widzi w tym nic niestosownego. Co więcej odegrał nawet teatralne przedstawienie, grożąc dymisją w razie wstrzymania wypłat jego kolegom.
Co prawda 330 tys. zł, które mają zgarnąć TRZEJ kierownicy projektu to ponad 20 procent tego co rząd zabrał tysiącom niepełnosprawnych dzieci, nie stanowi to jednak, jak widać, żadnej przeszkody.
(O walce z cięciami, prywatyzacją i zwolnieniami s. 5, 9 i 12)
Str. 2-3: Kuba Olszewski,
Maciej Bancarzewski