Darfur
NIE dla interwencji
Czy powinniśmy się cieszyć, że ONZ
chce wysłać siły zbrojne do Darfuru?
Nie, interwencja tylko
pogorszy już tragiczną sytuację. Wielu jednak się cieszy: m.in.
liderzy zachodnich mocarstw z George W. Bushem na czele, polski rząd,
Amnesty International oraz gwiazdy Hollywoodu jak George Clooney.
31
lipca br. Rada Bezpieczeństwa ONZ postanowiła o wysłaniu 26 tys.
żołnierzy i policjantów do Darfuru w południowym Sudanie. Minister
obrony Aleksander Szczygło kilka dni później ogłosił gotowość
polskich żołnierzy do uczestnictwa w tej połączonej "misji"
Unii Afrykańskiej i ONZ.
Szczygło, oddany człowiek Kaczyńskich,
usprawiedliwił tę decyzję słowami: "Należy zapobiegać mordowaniu
i prześladowaniom niewinnych ludzi, którzy oczekują pomocy."
Naprawdę? Dlaczego więc polscy żołnierze uczestniczą w okupacji
Iraku, która spowodowała śmierć kilkakrotnie większej liczby ludzi
niż w wojna w Darfurze.
Sprawa Darfuru jest dla wielu w USA i
innych krajach, także w Polsce, sprawą zastępczą. Zamiast
przeciwstawiać się głośno okupacji Iraku w której uczestniczą
amerykańskie i polskie siły zbrojne, można protestować w sposób
politycznie poprawny wobec rządzących.
Niestety, Amnesty
International wspierała pomysł militarnej interwencji w Darfurze, a
potem ogłosiła, że "z zadowoleniem przyjęła" decyzję Rady
Bezpieczeństwa o wysłaniu wojsk.
Amnesty International Polska
ostatnio zorganizowała wielki happening na Przystanku Woodstock.
Według AI ok. 100 tys. osób położyło się na ziemi w ramach akcji
"umrzyj na chwilę". Przedstawiciele Amnesty mówili, że w
USA podobne protesty odbywają się na uczelniach i w dużych miastach,
ale to demonstracja w Kostrzynie nad Odrą była największa na
świecie.
To dobrze, że tak dużo młodych ludzi chce uczestniczyć w
manifestacji antywojennej. Niestety Amnesty w kwestii Darfuru wspiera
działania antypokojowe.
Jednak czy Darfur nie jest obecnie
miejscem ludobójstwa?
Tak mówi administracja George'a Busha by
usprawiedliwić interwencję. ONZ jednak jest bliższa prawdy gdy mówi o
wojnie domowej.
Według Światowego Programu Żywnościowego (WFP) ONZ
od 2003 roku zginęło w Darfurze 200 tys. osób. Z tej liczby WFP
szacuje, że 20 proc. zostało zabitych a 80 proc. umarło z powodu
chorób lub głodu. Ok. miliona osób musiało opuścić swoje miejsce
zamieszkania. W tym samym czasie w Iraku z powodu okupacji zginęło
blisko milion osób a 4 miliony są uchodźcami w kraju lub za
granicą. Co ciekawe w sprawie Iraku Waszyngton nigdy nie mówi o
ludobójstwie, a jedynie o wojnie domowej.
No dobrze, ale
jakkolwiek by nazwać wojnę w Darfurze, dzieją się tam straszne
rzeczy, prawda?
Tak, oczywiście.
Według UNDP (Programu
ONZ ds. Rozwoju), przemoc w Darfurze jest głównie spowodowana
globalnym ociepleniem. Rozszerzenie się obszarów pustynnych Sahary
doprowadziło do tego, że koczownicy z północnego Darfuru coraz
bardziej wkraczają na tereny gospodarstw chłopskich na południu. W
wyniku tego narasta konflikt o wodę i zasoby żywnościowe.
Potwierdza
to Farouk el-Baz, geolog z Uniwersytetu Bostońskiego w USA. Uważa on,
że: "Tym czego większość ludzi nie wie, jest fakt, że wojna w
Darfurze wynika całkowicie z braku wody, niczego innego."
Wojna
w Darfurze jest kontynuacją 21 letniej wojny domowej w Sudanie między
północą a południem, w której zginęło półtora miliona osób. W 2003 r.
podpisano układ pokojowy - jednak mniejszość po obu stronach nie była
zadowolona i kontynuowała wojnę.
Rząd Sudanu poparł armię
„dżandżawidów” („uzbrojonych ludzi na koniach”
- koczowników)przeciw Armii Wyzwolenia Sudanu (wspartą przez USA).
Cały konflikt jest bardziej skomplikowany jednak ponieważ różne grupy
bojowe zmieniają swoich sojuszników.
Obłuda zachodnich mocarstw w
sprawie Darfuru jest bardzo widoczna jeśli spojrzymy na inną część
Afryki. Od 1998 roku ok. 4 milionów osób zginęło w wyniku wojny w
Demokratycznej Republice Konga w Afryce Środkowej. Niewiele się
mówi o tej wojnie ponieważ walczące strony są podsycane przez
zachodnie firmy zbrojeniowe i międzynarodowe korporacje. Poza tym w
wojnie interweniują państwa wsparte przez Zachód.
Czy
interwencja nie powstrzyma przemocy, która według mediów jest
etniczną rzezią dokonaną przez jedną grupę (Arabów) przeciw drugiej
(Afrykańczyków)? Mówi się też o atakach muzułmanów na
chrześcijan.
Pisarz i działacz na rzecz praw człowieka Alex de
Waal - członek ekipy mediacyjnej Unii Afrykańskiej, która w 2006 r.
negocjowała umowę pokojową w Darfurze - pisze: "Wbrew mowie o
"Arabach i Afrykańczykach", rzadko można ustalić na
podstawie kolory skóry do jakiej grupy należy osoba z Darfuru.
Wszyscy mieszkają tam od wieków i każdy jest muzułmaninem".
De Waal był wcześniej zwolennikiem militarnej interwencji w
Darfurze, ale dzisiaj już nie jest. Mówi: "Militarna interwencja
nie położy kresu zabijaniu. Kryzys w Darfurze jest polityczny. Jest
to wojna domowa i tak jak każda wojna potrzebuje rozwiązania
politycznego."
Nie tylko de Waal krytykuje zbrojną
interwencję.
Pozarządowe organizacje od miesięcy ostrzegają przed
skutkami wysyłania żołnierzy. Według Action Against Hunger (Akcja
przeciw głodowi) militarna interwencja ONZ "może mieć
katastrofalne skutki, które grożą rozpoczęciem dalszej eskalacji
przemocy, podczas gdy narażają na niebezpieczeństwo pomoc humanitarną
dla milionów ludzi."
Jednak czy bogatsze kraje nie mogą
pomóc biednym krajom, jak Sudan?
Mogłyby, ale nie poprzez
militarną interwencję. Potrzebna jest prawdziwa pomoc humanitarna i
zadośćuczynienie za zbrodnie przeszłości.
W 2006 r w Sudanie i w
Darfurze. było więcej zgonów spowodowanych malarią niż w wyniku
wojny. Sytuację znacznie pogorszył fakt, że w 1998 r. El-Szifa,
jedyny duży zakład farmaceutyczny w Sudanie, został zniszczony na
rozkaz ówczesnego prezydenta USA, Billa Clintona. Clinton stosował
rakiety Cruise absurdalnie twierdząc, że zakład produkujący 50%
sudańskich leków jest fabryką broni dla terrorystów. Za ten "błąd"
nigdy nie przeproszono. Od tamtego czasu tysiące ludzi, szczególnie
dzieci, niepotrzebnie umarło na malarię, gruźlicę i inne uleczalne
choroby.
Według badań dokonanych dla ONZ opublikowanych w
2006 r. dodatkowe 5 mld dolarów uratowałoby 500 tys. dzieci w Trzecim
Świecie w 2007 r. Suma ta stanowi ok. jednej setnej dotychczasowych
wydatków USA na okupację Iraku.
Dlaczego więc Rada
Bezpieczeństwa ONZ wysyła wojska do Darfuru?
Wbrew bzdurom w
mediach o bezinteresowności interwencji, zachodnie mocarstwa widzą w
Sudanie swój interes.
* Dla USA ten region Afryki jest frontem w
"wojnie z terrorem". Kilka miesięcy temu USA poparły
inwazję Somalii przez Etiopię.
*Sudan jest drugim producentem
ropy naftowej w Afryce - 80% eksportu ropy z tego kraju trafia do
Chin. USA, oczywiście, chcą przeciwdziałać wpływom chińskim na
kontynencie afrykańskim. Sudan stał się frontem w starciu między
imperializmem amerykańskim a chińskim.
*Sudan ma dwa miliardy
baryłek wydobywalnej ropy i obecnie produkuje 250 tys. baryłek
dziennie. Niedawno temu odkryto pola ropy naftowej, z których ma być
wydobytych 500 tys baryłek dziennie z zasobów liczących 5 miliardów
baryłek.
* W roku 2011 ma się odbyć referendum w sprawie
niepodległości dla południowego Sudanu (regionu bogatego w ropę). USA
i Unia Europejska wspierają podział Sudanu na dwie części.
* W tym
roku na spotkaniu NATO-UE uzgodniono, że skoro USA są zaangażowane w
innych częściach świata, w następnej dekadzie Afryka będzie sferą
ewentualnych militarnych operacji.
Jakie jest więc rozwiązanie
dla Darfuru?
Po pierwsze, żadnej interwencji USA czy innych
zachodnich mocarstw, niezależnie od tego czy dokonuje się to pod
flagą ONZ, czy też nie. Dotyczy to, oczywiście, także Polski. Wniosek
z krwawej katastrofy interwencji w Iraku musi być taki, że nie należy
interweniować militarnie - a nie, jak chcą niektórzy politycy, że
trzeba interweniować w innym kraju.
Po drugie, w dramatycznych
sytuacjach jak w Darfurze prawdziwa pomoc humanitarna powinna być po
prostu bezwarunkowa.