RAKIETY W OWCZEJ SKÓRZE

Prezydent Kaczyński podczas lipcowej wizyty w USA oświadczył, że budowa elementów tarczy antyrakietowej w Polsce jest już przesądzona. Dzień później, po słowach krytyki o braku zachowania nawet pozorów demokratycznego podejmowania decyzji, Kaczyński niezdarnie próbował złagodzić tę deklarację.
Jednocześnie jednak aparatczycy PiS orzekli, że w sprawie budowy „tarczy” w Polsce nie tylko nie będzie referendum, ale nawet ratyfikacji umowy przez parlament. Widać władza nie chce niepotrzebnych problemów. A problemy pojawić się mogą, gdyż według ostatniego sondażu CBOS z przełomu czerwca i lipca 55 % społeczeństwa nie chce w Polsce amerykańskiej bazy rakietowej, a tylko 28 % jest przeciwnego zdania.
BEZMYŚLNA SZCZEROŚĆ
Wypowiedzi Kaczyńskiego, choć zarazem szokujące i żałosne, zaskoczyć mogły tylko bezmyślną szczerością. Śledząc polską politykę zagraniczną ostatnich lat trudno było oczekiwać, że w jakimkolwiek punkcie „negocjacji” poważnie brano pod uwagę możliwość odmowy Wielkiemu Bratu zza oceanu.
Decyzja faktycznie już zapadła. Chodzi tylko o to, by stworzyć wrażenie „twardych” negocjatorów i lepiej zaprezentować się niechętnej całemu projektowi opinii publicznej. A może nawet utargować od Amerykanów coś w zamian, choć nie wydaje się by był to warunek konieczny jakiejkolwiek umowy.
Zresztą same władze USA świadome są roli granej w tej sprawie przez ich wschodnioeuropejskich sojuszników. Dlatego, z niezdarnością w stylu Kaczyńskiego, nie czekając na oficjalną zgodę Polski i Czech departament obrony USA podpisał już umowę z firmą Boeing. Koncern otrzyma 80 mln dolarów na rozpoczęcie prac w Polsce i Czechach nad  systemem obrony przeciwrakietowej.
 Nie tylko władze Polski dążą do zbliżenia z USA nie licząc się z opinią społeczeństwa i unikając na ile się da demokratycznych procedur. Gabinet brytyjski przeforsował przez parlament w przedwakacyjnym trybie, bez konsultacji i dyskusji, zarządzenie o wykorzystaniu stacji nasłuchowej w Menwith Hill dla potrzeb amerykańskiej „tarczy antyrakietowej”. Oczywiście, wszystko po to, by – jak obwieścił brytyjski minister obrony Des Browne  – „odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony państw zbójeckich”.
OFICJALNE POWODY OBRAŻAJĄCE ROZUM
Oficjalne powody konieczności budowy systemu są więc wszędzie takie same – ma on chronić przed atakiem rakiet balistycznych dalekiego zasięgu ze strony Iranu i Korei Północnej. Ma, dodajmy, chronić terytorium amerykańskie, choć w oficjalnych informacjach polskich władz nigdy nie traci się nadziei, że system niejako przy okazji ochroni także inne kraje, w tym Polskę.
Nim jednak odetchniemy z ulgą, że być może uda się nam uchronić przed irańskim atakiem nuklearnym (zapewne poprzedzającym koreańską inwazję od strony Bałtyku), po pięciominutowym zastanowieniu każdy choć odrobinę trzeźwo myślący człowiek uzna oficjalne powody konieczności budowy systemu obrony przeciwrakietowej za obrazę ludzkiego rozumu.
Po pierwsze, kraje, które mają być zagrożeniem dla USA nie mają i przez wiele lat mieć nie będą międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Po drugie, nawet jeśli w odległej przyszłości weszłyby w ich posiadanie, to atak rakietowy na USA byłby przedsięwzięciem samobójczym zważywszy na gigantyczną różnicę potencjału militarnego, z bronią atomową na czele.
Niektórzy twierdzą, że władze Iranu czy Korei Północnej są nieobliczalne i mogą wyruszyć nawet z misją samobójczą nie bacząc na późniejszą nuklearną hekatombę. Jednak reżimy te chcą przede wszystkim przetrwać, a nie dać się zniszczyć razem z całą ludnością. W istocie ich polityka zagraniczna jest dużo mniej awanturnicza i bardziej przewidywalna niż ma to miejsce w przypadku USA.
Jak słusznie zauważył czołowy amerykański dysydent, Noam Chomsky: „Nawet gdyby Iran miał bronie atomowe i rakiety dalekiego zasięgu, prawdopodobieństwo, że Iran zaatakuje Europę jest mniejsze niż gdyby miała w nią uderzyć asteroida. Gdyby więc chodziło o obronę powinno się zainstalować system anty-asteroidowy.”
Dyskusja o programie obrony przeciwrakietowej (dla potrzeb propagandowych nazywanym „tarczą”), poza nielicznymi wyjątkami, unika jak ognia podstawowej kwestii – po co ten system naprawdę jest budowany? Zamiast tego mamy zakochanych we wszelkich działaniach administracji Busha braci Kaczyńskich oraz „krytyczną” opozycję, która żąda od USA „konkretów” w zamian za bazy w Polsce: dozbrojenia armii i dodatkowej instalacji systemów przeciwrakietowych Patriot.
Teksty dotyczące istoty problemu, jak przetłumaczone niedawno na polski artykuły na ten temat Noama Chomskiego (nowakrytyka.phg.pl i lewica.pl) i Immanuela Wallersteina (Le Monde Diplomatique), możemy znaleźć tylko w pismach i na stronach internetowych trafiających do stosunkowo niewielkiego grona odbiorców.
ZYSKI I STRATY
Jaki jest więc cel budowy „tarczy”? George Monbiot w brytyjskim dzienniku The Guardian (31 lipca 2007 r.) zwrócił uwagę, że system ten oznacza wieloletnią prosperity dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego: „Potencjał wydatków jest nieograniczony. Po pierwsze, musi być przezwyciężonych wiele ogromnych – i być może niemożliwych do przezwyciężenia – problemów technicznych. Ponadto [system] musi stale się rozwijać, aby odpowiedzieć na kontrposunięcia podejmowane przez Rosję i Chiny: rakiety wielogłowicowe, atrapy rakiet, osłonę radarową, głupie żarty, balony i Bóg wie co jeszcze.” 
Oczywiście, o każdych wydatkach zbrojeniowych można powiedzieć, że pozwalają komuś zarobić. Co więcej, inne części klasy rządzącej muszą zaakceptować te wydatki, więc trzeba je zawsze widzieć w kontekście strategicznych interesów całego państwa, a nie tylko jednej grupy lobbingowej. Jednak wydaje się, że „tarcza” jest bardzo użyteczna ideologicznie, otwierając drogę do strumienia pieniędzy na zbrojenia. Na takiej samej zasadzie, jak konstrukcja „wojny z terrorem” otwiera drogę do kolejnych wojen pod tym samym szyldem.
Na szczęście opór w Iraku i Afganistanie oraz presja globalnego ruchu antywojennego powodują, że „wojna z terrorem” utknęła w martwym punkcie przynosząc jedynie potężne straty ludzkie i materialne. Tym samym nawet panujący w USA są podzieleni co do sensowności (i możliwości) niekończących się inwestycji w mało skuteczny system obrony przeciwrakietowej. Obcięcie na początku sierpnia przez amerykańską Izbę Reprezentantów wydatków na rozbudowę tego systemu o prawie połowę (139 mln dolarów z planowanych 310 mln), co stawia pod znakiem zapytania możliwości budowy bazy w Polsce, pokazują, że nic nie jest jeszcze przesądzone.
IMPERIALNA GRA
Monbiot wskazuje, że celem programu obrony przeciwrakietowej są w rzeczywistości, także z militarnego punktu widzenia, Rosja i Chiny. Ma on konkretnie służyć zniszczeniu rakiet pozostałych po ataku wyprzedzającym na te kraje ze strony USA, które mogłyby być odpalone w odwecie. Rosja z pewnością jest jednym z celów „tarczy” (jakkolwiek mocno polscy politycy zapierają się, że jest inaczej), a presja militarna, której realizacja jest dziś czystą abstrakcją, przekłada się na zupełnie realną presję polityczną.
Nie bez przyczyny – jak trafnie zauważa Wallerstein – protestują nie Iran i Korea Północna, ale właśnie Rosja. Budowanie wyrzutni rakietowych tuż przy rosyjskiej granicy, na terenie krajów będących niegdyś częścią Bloku Wschodniego ma na celu utrwalenie amerykańskiej dominacji w tych krajach oraz wpisuje się w bieżącą rywalizację USA i Rosji o wpływy w poradzieckich republikach.
Tłumaczenie, że w bazie USA w Polsce będą tylko niewielkie rakiety niezdolne do umieszczenia na nich głowic nuklearnych jest raczej zabawne, gdy o rodzaju broni umieszczanej w tej bazie będzie decydował Waszyngton. Zresztą, jak pisze Chomsky: „Spróbujcie sobie wyobrazić jak zareagowałaby Ameryka gdyby Rosja, Chiny, Iran, czy jakiekolwiek inne państwo, odważyłyby się choćby tylko rozważać budowę takiego systemu na granicy Stanów Zjednoczonych, czy w bliskim sąsiedztwie.” Nie musimy sobie tego wyobrażać, wystarczy sięgnąć do historii.
 Kiedy w 1962 r. ZSRR zbudował wyrzutnie rakietowe na Kubie, u amerykańskiego wybrzeża, o mało nie doszło do III wojny światowej. Oczywiście, można powiedzieć, że wtedy sytuacja była inna, trwała zimna wojna itp. To prawda. Plany USA prowadzą jednak dziś do zaostrzenia wyścigu zbrojeń i międzymocarstwowej rywalizacji. Czy gdyby dziś Rosja zapowiadała budowę wyrzutni rakietowych na Kubie reakcja USA byłaby aż tak różna od tej sprzed 45 lat? Z pewnością – nie.
MIECZ HEGEMONA
„Tarcza antyrakietowa” ma jednak nie tylko dać kuksańca krajom, które amerykańskie władze uważają za rywali i chcą ustawić w szeregu oraz utrwalić wieczną przyjaźń z krajami dawnego Układu Warszawskiego czy „strategiczne partnerstwo” z Brytanią. Jest także elementem mającym pomóc w militarnym przeobrażeniu Bliskiego Wschodu.
W tym momencie to rodzaj ucieczki naprzód od problemów, które przeżywają w Iraku i Afganistanie. Pokazanie, że wciąż się jest number one przede wszystkim Iranowi, który ekipa Busha postrzega jako główne niebezpieczeństwo dla własnych interesów w regionie i wciąż rozważa podjęcie przeciw niemu akcji zbrojnej. System baz rakietowych ma ostatecznie zapewnić bezkarność USA w ataku na jakikolwiek kraj bez obawy przed odwetem ze strony zaatakowanego. Umieszczenie jego elementów w Polsce będzie więc krokiem ułatwiającym atak USA na Iran.
Ostatecznie, celem programu obrony przeciwrakietowej jest umocnienie amerykańskiej hegemonii na świecie. A konkretnie ratowanie słabnącej pozycji USA jako gospodarczego lidera poprzez umacnianie hegemonii militarnej, z której można możliwie bezkarnie korzystać. Wpisuje się więc on w szerszą strategię, którą uparcie stara się  realizować (na szczęście z marnymi efektami) ekipa Busha. Efektem jego rozbudowy będzie wzrost napięcia między mocarstwami, rosnące wydatki na zbrojenia na całym świecie i większa łatwość w podejmowaniu decyzji o kolejnych wojnach ze strony USA.
Nie jest jednak przesądzone, że do Polski i Czech trafią elementy systemu obrony przeciwrakietowej USA. Są bowiem jeszcze społeczeństwa tych krajów, które – miejmy nadzieje – nie pozwolą o sobie w tej sprawie zapomnieć.

CO MOŻESZ ZROBIĆ, BY POMÓC ZASTOPOWAĆ BUDOWĘ BAZ USA:
- zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie umieszczenia w Polsce elementów „tarczy antyrakietowej”
- powielać artykuły krytyczne wobec „tarczy” i rozdawać wśród znajomych
- zorganizować spotkanie w swoim mieście/dzielnicy/ miejscu pracy czy nauki z działaczami antywojennymi, którzy przedstawią inny od oficjalnego pogląd na budowę baz USA
- zorganizować lub pomóc w organizacji demonstracji, pikiety lub happeningu przeciw budowie w Polsce wyrzutni rakietowych USA
We wszystkich tych sprawach skontaktuj się z Inicjatywą „Stop Wojnie”:

www.isw.w.pl; stopwojnie@go2.pl; tel. 600 599 306

Filip Ilkowski