Naszym zdaniem* Naszym zdaniem* Naszym zdaniem*

Gospodarka światowa na krawędzi?

"Na parkietach całego świata polała się krew. Wszędzie akcje taniały", ""Czarny piątek na giełdach" (Rzeczpospolita), „Zamęt na rynkach kredytowych" (Financial Times). W taki sposób gazety na całym świecie opisywali globalny kryzys finansowy który głośno dał o sobie znać 9-10 sierpnia.
Co się dzieje? Najprostsza odpowiedź brzmi: wielu bankom brakowało pieniędzy.
Kryzys rozpoczął się w USA i błyskawicznie rozpowszechnił się na każdy kontynent.
Wynika on z ogromnej wartości kredytów hipotecznych udzielonych w USA ludziom, których zawsze uważano za kredytobiorców wysokiego ryzyka (kredyty "subprime"). Czyli ludziom biednym.
Okazało się, że wielu z nich nie mogło spłacić swoich (bardzo wysoko) oprocentowanych długów.
Chcąc zabezpieczyć się przed taką ewentualnością kredytodawcy sprzedawali długi - i tym samym dzielić się ryzykiem ewentualnych strat. Jednak gdy długów nie spłacano na masową skalę, różne instytucje finansowe, które kupiły ich część, zostały tylko wplątane w ten łańcuch strat.
Najbogatsi Polacy
Polscy miliarderzy stracili bajeczne sumy. Majątek najbogatszego Polaka  Michała Sołowowa zmalał o 1,3 mld zł, a Romana Karkosika o 2 mld zł.
Gdyby był to jedyny efekt, można by uznać całą sprawę za powód do wesołych dowcipów.
Niestety jednak, najbardziej dotkliwie odczuwają kryzys zwykli ludzie. W Stanach tysiące osób traci dach nad głową, bo nie może spłacić wysoko oprocentowanych kredytów hipotecznych.  W Polsce otwarte fundusze emerytalne i fundusze inwestycyjne handlują akcjami na giełdzie. Jak podała Rzeczpospolita (11 sierpnia) "w ubiegłym miesiącu Polacy zainwestowali w fundusze ponad 5 miliardów złotych, z których część już stracili." To co miało być bezpieczną lokatą dla oszczędności niezbyt zamożnych ludzi, okazuje się być fatalnym przedsięwzięciem.
Kryzys finansowy jest poważny ponieważ rynek subprime jest ogromny - liczył (przed kryzysem) 800 mld dolarów (według finansowej witryny bloomberg.com).
Wciąż nie wiadomo czy kryzys obejmie innych sektorów gospodarki.
Jak to się stało?
W ostatnich latach gospodarka światowa pływała na morzu tanich kredytów. W pierwszej kolejności kredyty te polegały na działaniach banków centralnych najbardziej rozwiniętych państw. W latach 2000 i 2001 Federal Reserve Board (Fed - bank centralny USA) w obliczu nadchodzącej recesji, a później po atakach na World Trade Center, dokonał znacznego obniżenia stóp procentowych. Dodało to impetu amerykańskiej gospodarce.  Jednak przyczyniło się również do znacznego wzrostu spekulacji finansowych, które wcześniej, w późnych latach dziewięćdziesiątych, nadały rozpędu kapitalizmowi w USA.
Spekulacje przeskoczyły od giełdy papierów wartościowych do sektora nieruchomości. Niskie stopy procentowe oznaczały tanie kredyty hipoteczne. Więcej osób kupowało domy, a ceny nieruchomości rosły. Skoro wzrastały ceny ich domów, ludzie posiadający kredyty hipoteczne mogli pożyczać więcej i wydawać więcej.
Wiele z tych wydatków poszło na kupno tanich towarów importowanych z Chin. Na początku 2007 roku Chiny posiadały rezerwy walutowe wynoszące $1,2 biliona (czyli milion milionów). Wiele z tych dolarów trafiło z powrotem do USA, ponieważ państwo chińskie kupowało długi rządu amerykańskiego, co z kolei dawało dodatkowy impet do spekulacji w Stanach.
Banki inwestycyjne, fundusze zabezpieczające (tzw. "hedge funds") i im podobne instytucje zdobywały zyski dzięki tym tanim kredytom. Rozwinęły rynek kredytów hipotecznych "subprime" gdzie pożyczono biednym ludziom pieniądze z wysokim oprocentowaniem. Instytucje finansowe zorganizowały też całą powódź tzw. wykupów lewarowanych - finansowanych przez pożyczki przejęć firm. Korporacje stosują tę metodę mając na celowniku firmy, z których wierzą że można wycisnąć więcej zysków poprzez "restrukturyzację" (zwolnienia). Hipoteki typu "subprime" i wykupy lewarowane są ryzykowne, więc wymyślono nowe instrumenty finansowe, by dzielić się ryzykiem.
Najważniejsze z nich są papiery wartościowe oparte na długu ("collateralized debt obligations" - CDO). Pozwalają one kredytodawcy zabezpieczyć się przed ryzykiem splajtowania kredytobiorcy - część długu jest sprzedana innemu inwestorowi w zamian za udział w spłacanych odsetkach.
Rozszerza się
niestabilność

Owszem ryzyko jest rozłożone, ale jeśli następują naprawdę duże problemy, błyskawicznie rozszerza się niestabilność. Pewien analityk inwestycyjny Henry Maxey trafnie tłumaczył w liście do Financial Times: "Subprime jest interesujące... z powodu tego, co ogólnie mówi nam o nowym mechanizmie tworzenia kredytów w USA - mianowicie banki centralne i podstawowy system bankowy już go nie kontrolują". Maxey ostrzegł, że wynikiem tego może być "szok kredytowy".
Taki szok nastąpił po tym, gdy banki centralne zaczęły podnosić stopy procentowe. Martwił ich wzrost inflacji - wyższy wzrost gospodarczy spowodował wzrost popytu na surowce i żywność. Bank Anglii a potem Bank Federalny USA (Fed) podwyższyły więc stopy procentowe, by spowolnić gospodarkę. Fed był dość wstrzemięźliwy, ale jego podniesienie stóp wystarczyło, by spowodować upadek rynku subprime wiosną tego roku. Rynek mieszkaniowy i budownictwo doznały recesji. Ben Bernanke, prezes Fed zapewniał, że to był problem lokalny, który nie będzie miał wpływu na resztę gospodarki. Mylił się.
Punkt zwrotny
Punkt zwrotny nastąpił w lipcu tego roku, kiedy Bear Stearns, gigant finansowy z Wall Street, stracił ponad 20 miliardów dolarów i musiał zamknąć dwa fundusze zabezpieczające.
Kryzys finansowy rozpowszechnił się, Pod koniec lipca IKB Deutsche Industriebank był zagrożony bankructwem po wejściu do amerykańskiego rynku "subprime". Państwowy bank KFW, zorganizował ?8 mld w kredytach od innych banków, by ratować IKB. 9 sierpnia największy bank Francji, BNP Paribas, zamroził 2,2 mld dolarów w trzech funduszach związanych z hipotekami subprime. W tym samym dniu wybuchł poważny kryzys na giełdach.
W okresie 48-godzinnym centralne banki świata wpompowały $323 mld w rynki finansowe.
Skąd te pieniądze? Na pewno nie pochodzą z budżetów wojskowych.
Jeśli banki centralne nie zdołają odzyskać stosunkowej stabilności finansowej, może jeszcze dojść do dalszej dewastacji w globalnej gospodarce.
Podsumowując:
* Duzi inwestorzy (kapitaliści) lokują swój kapitał tam, gdzie uważają, że przyniosą im największe zyski, nie bacząc na społeczne skutki – bezdomność, bezrobocie i wzrost nędzy.
* Żyjemy w dobie neoliberalnej globalizacji - czyli także w dobie deregulacji. Hamulce dla chciwości wielkich kapitalistów zlikwidowano zgodnie z ich potrzebami wyrażonej w ideologii neoliberalnej, która głosi że najlepiej zostawić gospodarkę biznesmenom bez ingerencji państwa.
* Jednak ta ideologia jest budowana na fałszu. Gdy następują kłopoty, rządy często organizują pomoc dla wielkich korporacji i banków. Widać wtedy, jak nieprawdziwa jest teza, że państwo nie gra już dziś roli w gospodarce.
* Takiej pomocy oczywiście nie ma np. dla pielęgniarek, zwolnionych pracowników, emerytów i rencistów.
* System kapitalistyczny jest bardzo niestabilny i może pokrzyżować plany jakiegokolwiek rządu, łącznie z polskim.
* W ramach tego systemu pracownicy mogą coś osiągnąć tylko wtedy, gdy mówią "nie" i się buntują. Im więcej pracowników angażuje się w tym buncie, tym bardziej on będzie skuteczny.  Dlatego należy solidaryzować się ze strajkami i protestami wszystkich pracowników i budować polityczną alternatywę opartą na takim sprzeciwie.
* Jednak kryzysy gospodarcze i ataki ze strony szefów mogą odebrać to, co pracownicy już osiągnęli. Jeśli chcemy stałej poprawy w warunkach życia, trzeba zastąpić kapitalizm (czyli dyktat szefów) systemem, gdzie zwykli ludzie demokratycznie i racjonalnie decydują o tym, jak wspólnie organizować swoją pracę.

 Oto znaczenie "rewolucji" według Pracowniczej Demokracji i cel naszego działania.