PYTANIA W RUCHU

Czy ratowanie General Motors mogłoby

być korzystne dla środowiska?

Jako działacz na rzecz ochrony klimatu nienawidzę korporacji takich jak Exxon Mobil i General Motors (GM).  Ale teraz GM zbankrutował, a jak telewizja nam mówi, Barack Obama wkroczył do akcji, by “uratować” tę korporację.

Wielu aktywistów na rzecz klimatu uważa, że rząd amerykański powinien po prostu opuścić GM, pozwolić mu pójść na dno, i że brytyjski rząd powinien zrobić tak samo z producentem samochodów Vauxhall.

Ratowanie tych korporacji, jak argumentują, oznacza, że będą one kontynuować produkcję samochodów, które niszczą planetę, Jest to naturalna reakcja. Wiele przemawia za takim podejściem. Ale ja się z tym nie zgadzam.  Pozwólcie, bym wytłumaczył dlaczego.

Każdy, kto przyjrzał się dokładnie problemowi wie, co należy zrobić, by powstrzymać zmiany klimatyczne. Potrzebujemy ogromnych programów inwestycyjnych ze strony rządów, by na całej Ziemi zbudować elektrownie wiatrowe i słoneczne, a także ocieplać domy i inne budynki.

Potrzebujemy transportu publicznego, który zastąpi samochody oraz ścisłych norm dla przemysłu. Wszystkie te przedsięwzięcia oznaczają więcej miejsc pracy – aż dziesiątki milionów na światową skalę.

Jak mówi reżyser Michael Moore, powinniśmy dzisiaj robić to, co rząd USA uczynił w stosunku do GM podczas drugiej wojny światowej. Kiedy rozpoczęła się wojna władze amerykańskie zamknęły zakłady samochodowe, by ponownie je otworzyć trzy miesiące później dostosowane  do produkowania ciężarówek, broni i samolotów. Obecnie musimy zrobić to samo, ale tym razem by ratować ludzkie życie a nie w celu zabijania.

Zawodowe kwalifikacje, które są potrzebne, by produkować paliwożerne, duże samochody (tzw. SUV) mogą być wykorzystywane w celu produkcji turbin wiatrowych, paneli słonecznych i hybrydowych autobusów. Ale jeśli rządy nie będą interweniować, by zmienić profil produkcji fabryk samochodowych , czy nie powinniśmy pozwolić na ich zamknięcie? Nie.

To nie tylko kwestia miejsc pracy na krótką metę. Istotą sprawy GM jest samo pytanie: czy rządy powinny interweniować w celu ratowania miejsc pracy i przekierowania przemyslu.

Rządy USA i Wielkiej Brytanii dały wiele miliardów bankom. Mówiono nam, że pieniądze poszły na “stymulację” gospodarki. Jest to kłamstwo. Pieniądze zostały wydane, by częściowo pokryć straty banków.

Rządy chcą, by banki miały więcej środków w porównaniu z wielkością udzielanych kredytów. Tak więc, dotacje ze strony rządów nie idą na pożyczki, które mogłyby stworzyć lub ratować miejsca pracy. Zamiast tego pieniądze pozostają w bankach, by dawać im większe rezerwy.

Mówiono nam, że to “keynesowska” stymulacja gospodarki. Tak nie jest. Banki, prawica, republikanie w USA, premier Gordon Brown w  Wlk. Brytanii itp. argumentują, że nie możemy wydawać pieniędzy, by ratować miejsca pracy, ponieważ już daliśmy je bankom.

Oto powód, dla którego GM jest taki ważny. GM to nie tylko jedna firma. Przez 50 lat był największą koporacją naszej planety.  Jej obecny los stanowi  przykład, w którym pada pytanie: czy rząd powinien ratować miejsca pracy i przemysł? 

Wydaje się, że Obama zadecydował, że tak. W Wielkiej Brytanii rząd zadecydował, że nie – niech Vauxhall umrze.W rzeczywistości jednak Obama ratuje firmę a nie miejsca pracy. W latach 1970-ych w GM było 450 tys. miejsc pracy. Dzisiaj jest ich 64 tys. Obama chce pozbyć się 21 tys. z nich już teraz, a niewątpliwie więcej cięć nastąpi.

Co ważniejsze, związek zawodowy Zjednoczeni Pracownicy Samochodowi (UAW) wywalczył godne emerytury i opiekę zdrowotą dla ponad miliona emerytowanych pracowników GM.

Wyrzuceni na śmietnik

Większość tego teraz została odebrana im przez bankructwo firmy. Związek uzgodnił, że może stać się właścicielem jednej trzeciej firmy, która nie zarabia żadnych zysków. Starzy, chorzy i ludzie, którzy zbudowali tę korporację zostali wyrzuceni na śmietnik. „Branża” będzie zachowana.

Nie powinniśmy więc powiedzieć po prostu do diabła z nimi? Że takiego rodzaju „ratowanie” nie ma sensu?

Niewątpliwie powinniśmy argumentować za czymś  więcej niż to, co rząd proponuje. Lecz nie powinniśmy mówić, że żadnego ratowania nie powinno być. Powodem ku temu jest to, czego potrzebujemy, by uratować planetę.

Przedstawiłem zmiany, których potrzebujemy, by stworzyć miliony miejsc pracy oraz rozwiązać problem zmian klimatycznych. Wydają się być proste. Owszem, technicznie rzecz biorąc tak jest. Moglibyśmy zadanie to wykonać w ciągu pięciu lat.  Problem jest polityczny. Będziemy musieli walczyć z korporacjami i rządami, by osiągnąć takie zmiany. Nie będzie to jakąś błachą walką. Będziemy potrzebować ludzi pracy i ich związków zawodowych po naszej stronie. W końcu to ich działanie będzie nam potrzebne.

Nie możemy zbudować ruchu masowego na rzecz klimatu poprzez poświęcenie się ludzi. Musimy go ugruntować na walce o miejsca pracy – nie tylko na obronie istniejących miejsc pracy, lecz na stworzeniu nowych. Jeśli zareagujemy na upadłość największej korporacji na świecie mówieniem, że to nie nasza sprawa, nie będziemy mogli budować takiej walki.

Nie jest to kwestią abstrakcyjną. Obecnie ma miejsce zamykanie kolejnych zakładów decyzją rządu brytyjskiego. Działacze na rzecz klimatu i socjaliści muszą zacząć rozmawiać ze związkami zawodowymi w tych zakładach już teraz.

Musimy im jasno powiedzieć, że walczymy zarówno o miejsca pracy jak i o klimat – powinniście przyłączyć się do nas w tej walce. To w ten sposób buduje się ruch.

Na końcu jednak trzeba przytoczyć jedno ostrzeżenie. Pracownicy GM są niszczeni, ponieważ ich związek zawodowy bronił firmy a nie ich interesów.

UAW bronił tzw. SUV (dużych „paliwożernych” samochodów), zachowania niskiego limitu kilometrowego na każdy litr benzyny i zamknięcia niektórych zakładów. Jeśli związek walczyłby o to, by zakład produkował ekonomicznie zrównoważone produkty, jego członkowie mogliby jeszcze zachować swoje miejsca pracy i emerytury.

W tej historii jest lekcja dla pracowników wielu branż w tym kraju i na świecie.  

Jonathan Neale

Tłum. Ellisiv Rognlien

i Joanna Puszwacka