* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Nie ufamy politykom

Budujmy radykalną lewicę


Według wielu komentatorów wyniki wyborów do Europejskiego Parlamentu dowodzą, że polskie społeczeństwo jest stabilne i ludzie są raczej zadowoleni z poczynań rządu.

Rzeczywiście, wyniki polskich eurokandydatów są bliskie wynikom z ostatnich wyborów sejmowych. Jednak sytuacja w Polsce jest bardziej niepewna niż publicznie twierdzi rząd.

Na szczęście nie widzieliśmy dobrych wyników  partii skrajnej prawicy - inaczej niż w niektórych krajach Unii Europejskiej.

Natomiast nie odnotowano też dobrego wyniku  jedynej partii radykalnej lewicy, która kandydowała we wszystkich okręgach - Polska Partia Pracy PPP otrzymała tylko 0,7 proc. głosów. To mniej niż przy ostatnich parlamentarnych i prezydenckich wyborach, kiedy głosowało znacznie więcej ludzi.

I to właśnie frekwencja jest pierwszym, bardzo istotnym faktem, który rzuca się w oczy przy analizie wyborczych wyników.

Frekwencja w całej Unii wyniosła 43, 24 proc. i była najniższa w historii europarlamentu. To już szóste eurowybory i za każdym razem liczba głosujących jest mniejsza. W pierwszych wyborach, 30 lata temu, frekwencja liczyła 61,99 proc.

Większość nowych krajów członkowskich Unii zanotowała bardzo niską frekwencję - np. w Słowacji liczyła ona tylko 19,64 proc.

 Widać, że duża część obywateli UE uważa, że Unia nie służy ich interesom.

W Polsce frekwencja była znacznie niższa niż przeciętna w Unii - wyniosła jedynie 24,53 proc.  Platforma łatwo wygrała otrzymując 44,4 proc. głosów - ale niska frekwencja oznacza że tylko 10,9 proc. całego elektoratu na nią głosowała. Następny wynik - 27,4 proc. dla PiS - przekłada się na 6,72 proc. elektoratu.

Podczas uroczystości 20 rocznicy częściowo wolnych wyborów wypowiedziano dużo wzniosłych słów o osiągnięciu demokracji. W powszechnym odczuciu jednak, ta demokracja jest uważana za ubogą. Miliarder i pielęgniarka mają po jednym głosie, ale społeczna władza miliardera jest o wiele większa (oczywiście tylko dopóki pielęgniarka nie zbuntuje się razem z innymi pracownikami).

Ostatni sondaż przeprowadzony dla dziennika "Rzeczpospolita" (22-24 maja - czyli tuż przed wyborami), dowodzi jak mało demokratyczna jest demokracja według opinii wyborców.37 proc. respondentów uważa, że funkcjonuje ona źle, (jedynie, co czwarty jest zadowolony z funkcjonowania demokracji w Polsce). Jedynie 8 procent społeczeństwa uważa, że partie polityczne działają właściwie a 62 proc. ocenia ich funkcjonowanie źle.

Radykalna lewica

Przy takich liczbach może najlepiej byłoby po prostu zbojkotować wybory, nie głosować a już na pewno nie startować?

Przeciwnie. Niska frekwencja, pogarda wobec polityków i rozczarowanie demokracją parlamentarną to powody by pokazać, że istnieje polityka, która nie jest kupiona przez bogatych i wielkie korporacje.

Trzeba działać na wszystkich frontach. Rolą radykalnej lewicy jest wzmocnienie potencjału zwykłych ludzi do zmienienia społeczeństwa: poprzez zwiększenie skuteczności strajków, protestów antywojennych i kampanii wyborczych (argumenty o tym dlaczego ważne jest by startować w wyborach znajdziesz na s. 2).

Kampania wyborcza Polskiej Partii Pracy rozpoczęła się z hukiem medialnym w maju gdy członkowie WZZ "Sierpień 80" (związek, który stanowi kręgosłup PPP) okupowali biura poselskie Platformy Obywatelskiej.

Niestety w okupacjach za mało firmowano nazwę i politykę PPP. To prawda, że ówczesny lider PPP Bogusław Ziętek powiedział mediom jasno, że te okupacje stanowią część kampanii wyborczej partii, ale nie wykorzystano tych akcji by PPP naprawdę zapadła w świadomości potencjalnych wyborców.

Później Ziętek ogłosił swoją rezygnację z funkcji przewodniczącego PPP - podczas konwencji wyborczej PPP w Katowicach, na której przemawiał też Olivier Besancenot, najbardziej znany kandydat francuskiej Nowej Partii Antykapitalistycznej.

Nie wchodząc tu w szczegóły dotyczące korzyści lub szkód wynikających z jednoczesnego piastowania stanowiska lidera partii i związku zawodowego, decyzja o rezygnacji niedługo przed wyborami nie była pomocna w kampanii.

Na antyrządowej demonstracji związkowej w Warszawie (22 maja) dominowały flagi WZZ "Sierpień, 80” ,ale było tylko kilka flag PPP.

Wydaje się, że w powyższych przykładach ulegano zbytnio powszechnej krytyce partii politycznych.

Zamiast korzystać z okazji i głośno powiedzieć, że mamy tu do czynienia z inną jakością w polityce, przesłanie PPP znajdowało się za bardzo w tle wydarzeń a nie na pierwszym planie.

Oczywiście PPP nie milczała w czasie kampanii - chodzi tu o proporcje.

Często sami związkowcy mówią, że ich liderzy nie powinni mieszać się do polityki.

Jeśli chodzi o bliskie relacje Janusza Śniadka szefa NSZZ "Solidarność" z prezydentem Kaczyńskim lub przyjaźń pomiędzy liderami OPZZ i SLD to ci związkowcy mają rację. Jednak akceptowanie przez związkowców opinii, że powinni oni się zająć tylko "związkowymi sprawami" (podwyżkami, warunkami pracy, zwolnieniami) osłabia ich, ponieważ płace, warunki pracy i zwolnienia milionów pracowników są jak najbardziej sprawami politycznymi.

Polityczna też jest okupacja kolejnych krajów (Irak, Afganistan) w sojuszu z USA i innymi mocarstwami w imieniu całego społeczeństwa. Związkowcy powinni angażować się w tych sprawach - czyli angażować się w politykę.

Oddzielenie związkowców od spraw politycznych  również psuje politykę ponieważ pozostawia ją biznesmenom i skrajnie prawicowym matołom.

Kampania uliczna

Telewizyjne spoty Polskiej Partii Pracy były dobre, szczególnie ten  w karetce gdy pacjent musi "wrzucić monetę" do urządzenia by otrzymać tlen.

Jednak telewizją radykalna lewica nie zdoła zdobyć wystarczającego  poparcia, ponieważ wiemy, że szefowie państwowej i prywatnej TV ograniczać będą jej występy - tak było i tym razem.

Ale w okresie przedwyborczym chyba najbardziej brakowało systematycznej kampanii ulicznej.

Dla porównania - w Irlandii, w kraju gdzie tak jak w Polsce dwie prawicowe partie dominują na scenie parlamentarnej, radykalna lewica osiągnęła spore wyborcze sukcesy 4 czerwca (patrz s. 2).

Kluczem do jej powodzenia była bardzo aktywna kampania uliczna i zaangażowanie w niej licznych aktywistów.

Radykalna lewica nie może konkurować z pieniędzmi partii biznesu, (czyli wszystkich sejmowych partii). Nasza siła tkwi w aktywności zwykłych ludzi, którzy zainspirowani kampanią mogą zdobyć poparcie innych.

Rozdrobnienie

Wybory pokazują nam nastroje milionów ludzi w czasie głosowania, tak jak zdjęcie robione w danym momencie.

Eurowybory 4 czerwca pokazują nam obraz Europy niestabilnej, gdzie w niektórych krajach skrajna prawica osiąga postępy, w niektórych radykalna lewica.

Kryzys powoduje, że sytuacja staje się bardziej dynamiczna, dużo zmian może się wydarzyć w bardzo krótkim czasie. Wbrew życzeniowemu myśleniu niektórych komentatorów i rządowych polityków, dotyczy to też Polski.

Żyjemy w czasie zarówno szybkiego wzrostu bezrobocia jak i obawy rządu przed niektórymi grupami pracowników (np. parę miesięcy temu górnicy wygrali podwyżkę płac samą groźbą strajku).

Większość ludzi nie czuje zaufania do polityków sejmowych, i ma lewicowe poglądy w takich sprawach jak sprzeciw wobec prywatyzacji, cięcia socjalne, zwolnienia czy wojny.

Zadaniem radykalnej lewicy jest organizowanie jak największej liczby ludzi wokół polityki, w nadziei, że zmiany są możliwe, ponieważ ich dokonanie leży w naszych rękach.Dlatego musimy przezwyciężyć rozdrobnienie nie tylko wśród organizacji na lewo od SLD, ale także rozproszenie osób niezrzeszonych, które chciałyby zaangażować się w aktywnej polityce przeciw wyzyskowi, wojnie i dyskryminacji.

W tym celu trzeba organizować    spotkania i konferencje by dyskutować o wspólnych celach i walce.