* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *
Eurowybory
Lewica też zyskała
Ogólny obraz wyborów europejskich przedstawiony w mediach jest taki, że skończyły się sukcesem prawicy – zarówno tej trochę bardziej centrowej, jak i tej skrajnej. Partie prawicowo-chadeckie wygrały w znaczących krajach jak Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania – jak również w Polsce. Socjaldemokracja w większości tych przypadków miała słaby, a czasami wręcz katastrofalny wynik.
Równocześnie widzimy bardzo
alarmującą tendencję, że ksenofobiczne, rasistowskie, a w niektórych
przypadkach czysto faszystowskie partie zdobyły dwucyfrowe poparcie w takich
krajach, jak Holandia, Austria, Dania, Słowacja i Węgry oraz również wysoki
procent głosów i mandaty z Rumunii i Brytanii. W Brytanii nazistowska partia
BNP zdobyła dwa mandaty. Parę dni póżniej lider partii został obrzucony jajkami
przed parlamentem i zmuszony do ucieczki przez demonstrację antyfaszystów.
W medialnych relacjach
powyborczych mniej słyszeliśmy jednak o osiągnięciach radykalnej lewicy, które
wbrew pozorom były znamienne w wielu krajach.
Ten fakt dowodzi, że tam, gdzie siły na lewo od socjaldemokracji są dobrze zorganizowane, prowadzą aktywną kampanię i biorą udział w szerszych ruchach społecznych nie pozostają na marginesie polityki.
W Irlandii, kandydat z Partii Socjalistycznej zdobył w okręgu dublińskim 12,4% głosów i mandat w Europarlamencie. W odbywających się równocześnie wyborach lokalnych dobre wyniki osiągnęło kilka lewicowych list – Ludzie Ponad Zyski, Partia Socjalistyczna orac Grupa Akcji Pracowników i Bezrobotnych. Richard Boyd Barrett z listy “Ludzie Ponad Zyski” był numrem jeden w okręgu Dun Laoghaire z 22.8% głosów.
Taki wynik na pewno ma związek z istotną rolą, którą siły te odegrały w kampanii przeciw Traktatowi Lizbońskiemu, która skończyła się zwycięstwem dla strony „NIE”.
W Niemczech partia Die Linke (Lewica) powiększyła swoje poparcie w porównianiu do poprzednich eurowyborów w 2004 roku od 6,1% do 7,6%. Partia prowadziła kampanię plakatową z hasłem:
„Milionerzy - zapłaćcie”, odnosząc się do sytuacji kryzysowej i obniżenia standardu życia, którego obecnie doświadczają zwykli Niemcy.
W Portugalii Zieloni i radykalna lewica uzyskała większe poparcie, a socjaldemokraci stracili. Blok Lewicowy zdobył imponujące 10,7% głosów – w 2004 r. miał tylko 4,9%.
We Francji startowały różne partie i lewicowe listy. Front Lewicy (w którym działają różne organizacje) zdobył 6 % głosów i 4 mandaty. Nowa Partia Antykapitalistyczna (NPA), która powstała tylko cztery miesiące temu, uzyskała 4,8% głosów, ale niestety nie wystarczyło to na mandat.
W Grecji Koalicja Radykalnej Lewicy zdobyła jeden mandat i 4,7% głosów. Na lewo od socjaldemokracji startowała również Komunistyczna Partia Grecji, która miała wynik ponad 8-procentowy i 2 mandaty.
Jeszcze większe poparcie zdobyła w Republice Czeskiej Komunistyczna Partia Czech i Moraw – 14,15% i 4 mandaty. Na pewno miało tu znaczenia kojarzenie tej partii ze sprzeciwem wobec budowania w tym kraju radaru związanego z programem tzw. „tarczy antyrakietowej”.
W tym samym czasie, gdy miały miejsce eurowybory, odbyło się również głosowanie do krajowego parlamentu w Grenlandii. Jego wynik był bardzo zaskakujący: radykalne lewicowe ugrupowanie Inuit Ataqatigiit zdobyło 43,7% głosów i 14 posłów w 31-osobowym parlamencie tego kraju.
Rządząca partia socjaldemokratyczna, Siumut (Naprzód), która była u władzy od roku 1979, została zdruzgotana –zagłosowało na nią tylko 26,5% wyborców.
Jedna wspólna cecha tych wyborów to niska frekwencja, szczególnie w „nowych krajach” Unii Europejskiej. Pokazuje to, że ludzie ogólnie mają dosyć polityki, w której wybiera się między niewiele odróżniającymi się od siebie opcjami, które prowadzą politykę probiznesową, antypracowniczą myśląc o wzbogaceniu własnym i swoich kolegów.
W dodatku eurowybory wydają się być nawet bardziej bezsensowne niż te zwykłe, ponieważ parlament UE ma jeszcze mniejszy wpływ na rzeczywistą politykę tej instytucji niż parlament ma na politykę krajową. Bardzo mało słyszy się o znaczących dokonaniach niebotycznie zarabiających europosłów – i chyba nie bez powodów.
Sens startowania i zdobycia mandatów przez radykalną lewicę w eurowyborach jest taki sam, jak we zwykłych wyborach: wykorzystać kampanię i ewentualnie mównicę parlamentarną do głoszenia swojej alternatywy, poparcia dla strajków, różnych walk i kampanii pozaparlamentarnych oraz do odsłonięcia brudów probiznesowej polityki.
W ten sposób można wzmocnić stronę pracowniczą w stosunku do strony kapitału i zapobiec przejęciu „głosów protestu” przez skrajnie prawicowych polityków nienawiści wobec różnych mniejszości, którzy przyczyniają się do większej przemocy i zniszczenia wszelkiej demokracji.
========
Str. 2-3: Filip Ilkowski, Joanna Puszwacka, Ellisiv Rognlien, Andrzej Żebrowski