NIE DLA BAZ USA * NIE DLA BAZ USA *
Amerykańscy żołnierze
i rakiety na wiwat
Już w tym roku mogą trafić do Polski amerykańscy żołnierze. Chociaż przyszłość budowy amerykańskich wyrzutni rakiet przechwytujących w Redzikowie koło Słupska, w ramach programu tzw. „tarczy antyrakietowej” wciąż nie jest jasna, realne jest powstanie bazy do obsługi rakiet „Patriot”.
Jak donosiła 6 czerwca Gazeta Wyborcza: „Na przełomie lipca i sierpnia Polska miałaby podpisać z USA porozumienie o statusie wojsk amerykańskich w Polsce, znane pod angielskim skrótem jako SOFA. Jest ono niezbędne, bo wiadomo już, że Patrioty będą obsługiwane wyłącznie przez żołnierzy amerykańskich – wraz z rakietami w Polsce będzie stacjonować około 120 żołnierzy z USA”. Sprawa, choć nie dotyczy bezpośrednio realizacji programu „tarczy”, jest niebagatelna, gdyż byłaby to pierwsza zagraniczna baza wojskowa w Polsce od czasów wycofania się wojsk ZSRR! Wokół lokalizacji „patriotów” pojawił się jednak wątek humorystyczny. Otóż władze USA chcą, owszem, chcą trzymać przez kilka miesięcy w roku na polskim terytorium własną baterię „patriotów” i własnych żołnierzy, ale baterię wyposażoną jedynie w rakiety ćwiczebne. W razie wojny będą więc strzelać tylko na wiwat.
Żeby było jasne: nie chcemy ani „patriotów” ćwiczebnych ani bojowych, które z punktu widzenia zwykłego mieszkańca Polski są jednakowo zbędne. Nie godzimy się na żadne bazy Wielkiego Brata zza oceanu i będziemy przeciw nim protestować. Zabawne jest jednak widzieć, jakie wygibasy uprawiają polscy rządzący, starając się robić dobrą minę do złej gry, gdy ich amerykańcy „partnerzy strategiczni” grają im na nosie. O ile minister obrony Bogdan Klich z trudem krył irytację, mówiąc że "trudno sobie wyobrazić, żeby do Polski przyjechała bateria, tak jakby Polska była salonem sprzętu wojskowego. Cała Polska to nie są targi w Kielcach” (PAP, 12 czerwca), to emocje studził rzecznik rządu Paweł Graś, oświadczając, że „Patrioty bojowe nie są warunkiem „tarczy” w Polsce”, a i te ćwiczebne mogą się w zasadzie przydać, bo „wtedy będziemy mogli przygotowywać naszych żołnierzy i nasze siły, żeby w razie zagrożenia przyjąć Patrioty bojowe” (12 czerwca, RMF FM). Te bojowe faktycznie zawsze można „przyjąć” – za miliard dolarów.
Zobowiązanie do lokalizacji w Polsce amerykańskiej baterii „patriotów” znajduje się w będącej uzupełnieniem do polsko-amerykańskiej umowy o lokalizacji elementów tzw. „tarczy antyrakietowej”, „Deklaracji w sprawie współpracy strategicznej między Rzecząpospolitą Polską a Stanami Zjednoczonymi”. Jak pamiętamy, rząd Tuska uznał ją jako swój wielki sukces negocjacyjny. Można w niej przeczytać o „rozszerzeniu współpracy w zakresie obrony powietrznej i przeciwrakietowej”, której „nowym ważnym obszarem” ma być „rozmieszczenie w Polsce amerykańskiej baterii rakiet Patriot będącej na wyposażeniu systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych”. Zapewne polskim negocjatorom nawet nie przyszło do głowy, że ich amerykańscy przyjaciele wpadną na pomysł, by uznać to za możliwość dostarczenia rakiet ćwiczebnych. Litery porozumienia to jednak nie łamie, bo rakiety ćwiczebne także są w końcu „na wyposażeniu systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych”.
Trudno powiedzieć co stoi za decyzją amerykańskich władz. Być może świadczy to o wycofywaniu się z budowy tej części „tarczy”, która miała się znajdować w Polsce. Być może jest to element negocjacji z Rosją, która w zamian za rezygnację z lokalizacji „patriotów”, a może i samych wyrzutni rakiet w Redzikowie, pójdzie na ustępstwa w sprawie dostaw sprzętu do Afganistanu czy traktatów rozbrojeniowych. Być może wynika to po prostu z oszczędności w czasach kryzysu i chęci budowy „tarczy” bez zbędnych kosztów. Być może jest to taktyka negocjacyjna mająca wymusić na stronie polskiej ustępstwa w umowie o statusie wojsk amerykańskich mających stacjonować w Polsce. Być może.
Tak czy inaczej widać, że Polska jest tylko pionkiem w planach USA i międzynarodowej grze mocarstw, a władze amerykańskie mają swojego wiernego jak pies „sojusznika” w głębokim poważaniu. Dla nas to żadne zaskoczenie.
Jednak cała sytuacja powinna dać do myślenia tym, którzy naprawdę wierzą, że USA w trosce o szlachetne ideały, czy choćby w podzięce za zbrojne poparcie w Iraku, Afganistanie i gościnę dla więzień CIA, zrobią „dla nas” coś choćby o milimetr wykraczającego poza ich własne interesy.
Filip Ilkowski
Nie dla baz USA
Nie dla “tarczy antyrakietowej”
Powstrzymać rosnącą spiralę zbrojeń
Wycofać wojska z Afganistanu
Wolna Palestyna
Więcej informacji: stopwojnie@go2.pl
http://stopwojnie.org tel: 600 599 306