Naszym zdaniem * Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Na lewo od

Zapateralskiego”

Zmiana lidera w SLD ponownie zwróciła uwagę mediów na temat lewicy.

Grzegorza Napieralskiego ochrzczono mianem "Zapateralskiego" lub "polskiego Zapatero" za hiszpańskim premierem Jose Luisem Zapatero, który jest uważany za konsekwentnie lewicowego polityka (jak jest naprawdę patrz s. 4).

Napieralski obiecuje zmiany, ale już na kongresie widać było, że stara gwardia SLD trzyma się mocno - z pomocą nowego przewodniczącego.

Napieralski zaproponował 7 nazwisk na swoich wiceliderów. Nie było na tej liście poprzedniej wiceprzewodniczącej - Joanny Senyszyn. Za wyjątkiem trzech najmniej znanych nazwisk delegaci zaakceptowali wybór Napieralskiego. Teraz są więc cztery numery 2 w SLD - ale czy oni reprezentują jakąś realną zmianę, jakiś rzeczywisty skręt w lewo?


Pozorna zmiana

Wystarczy popatrzeć na te nazwiska, by zrozumieć jak pozorna jest zmiana "Zapateralskiego" – Szymanek-Deresz (byłą szefowa kancelarii Kwaśniewskiego), Katarzyna Piekarska (pisząca na swojej stronie internetowej: "Prezydent Aleksander Kwaśniewski zgodził się zostać szefem Rady Programowej LID. Cieszy to nas, a martwi naszych przeciwników"), Jerzy Szmaj-dziński (prowaszyngtoński były minister obrony, którego nie stać nawet na jasny sprzeciw wobec tzw. "tarczy antyrakietowej") oraz Longin Pastusiak (od trzech lat nieaktywny w polityce były przedstawiciel Polski w Zgromadzeniu Parlamentarnym NATO).

Trzy dni po zwycięstwie Napieralski spotkał się z Aleksandrem Kwaśniewskim. Nowy lider Sojuszu powiedział Rzeczpospolitej, że "w najbliższym czasie ma dojść do spotkania byłego prezydenta z całym kierownictwem SLD".

W radiowej Trójce Napieralski dodał, że z Kwaśniewskim rozmawiał "jako człowiekiem, który budował lewicę w Polsce, jako znakomitą postacią polskiej lewicy". Powiedział także: "Rozmawialiśmy o lewicy, o przyszłości, o tym jak SLD może funkcjonować, jak skorzystać z kontaktów pana prezydenta i jego doświadczeń". Rzeczywiście skręt w lewo!.


Notowania i skręt

Czy ktokolwiek wierzy, że gdyby notowania sondażowe SLD były znacznie wyższe doszłoby do obecnego "skrętu w lewo"?

Wtedy nie byłoby mowy o zniszczeniu przez Wojciecha Olejniczaka koalicji Lewica i Demokraci kilka tygodni temu.

Nie byłoby potrzeby zmieniania tonu swoich wystąpień, wprowadzania odrobiny lewicowej retoryki.

Są ludzie którzy myślą, że SLD zniknie ze sceny politycznej. Chociaż niedawno w sondażach partia ta balansowała na krawędzi parlamentarnego niebytu, ostatnio notowania wzrosły do nawet 9 proc. SLD ma struktury (choć osłabione) i pieniądze. Sojusz jest w kryzysie, ale jeśli nie będzie zbudowana alternatywa na lewo od tej partii, poparcie partii Napieralskiego może ponownie wzrosnąć.

SLD może stać się bardziej popularna - ale budować lewicy nie może.


O jaką lewicę chodzi?

Lewica musi stać się politycznym wyrazem oporu pracowników.

Obecnie nastroje pracowników są bardziej bojowe w prawie wszystkich sektorach gospodarki. W 2007 r. liczba sporów zbiorowych pracowników ze swoimi szefami wzrosła prawie pięciokrotnie.

Według Gazety Prawnej: "Do okręgowych inspektoratów pracy w ubiegłym roku zgłoszono ponad 2,8 tys. sporów zbiorowych. Rok wcześniej było ich 659. - Świadczy to o braku dialogu między pracodawcą a pracownikami - podkreśla Jan Guz, przewodniczący OPZZ.

Najczęściej związkowcy domagali się od pracodawców podwyżek płac, corocznej ich waloryzacji i wyrównania dysproporcji płacowych pracowników zatrudnionych w tej samej grupie zawodowej. Chcieli też wprowadzenia nagród jubileuszowych i dodatkowego wynagrodzenia rocznego. Związki domagały się również wprowadzenia dodatkowych płatnych przerw w pracy i dodatkowego urlopu. Dopominały się również o zaprzestanie zmuszania pracowników do pracy w godzinach nadliczbowych w niedziele i święta bez zachowania przy tym przepisów o odpoczynku. Wskazywał na wymuszanie pracy na podstawie umów cywilnoprawnych."

Gazeta dodaje, że ze wstępnych danych Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że w ubiegłym roku tylko co czternasty spór zakończył się podpisaniem porozumienia. W 82 przypadkach strony podpisały protokół rozbieżności, otwierając tym samym drogę do dalszego etapu prowadzenia sporu, czyli mediacji lub arbitrażu. W 11 przypadkach organizacje związkowe odstąpiły od zgłoszonych żądań, kończąc tym samym spór zbiorowy, a w dwóch - nastąpiła likwidacja pracodawcy.

Nowa partia lewicowa musi solidaryzować się ze strajkującymi pracownikami - czy to z pocztowcami z NSZZ "Solidarność" czy nauczycielami z ZNP czy tramwajarzami z WZZ "Sierpień 80".

Gdy powstanie taka partia, strona pracownicza stanie się silniejsza w konfliktach z pracodawcami prywatnymi i państwowymi.

Lewica musi stać się polityczną twarzą ludzi protestujących przeciwko wojnie i tzw. "tarczy antyrakietowej", w sprawie zmian klimatycznych czy przeciw dyskryminacji - i musi budować te protesty.


Inna lewica

jest możliwa

Ostatnia “trasa antytarczowa” (spotkania w całym kraju, kumulacją których będą protesty przeciw budowie w Polsce amerykańskiej bazy rakietowej w dniu 14 czerwca – patrz s. 12) pokazała, że w kampaniach potrzebna jest współpraca ludzi w organizacjach na lewo od SLD - i ta współpraca ma miejsce.

Oczywiście, spotkania te nie ograniczyły się do członków organizacji na lewo od SLD, ale współpraca ta była bardzo ważna w ich organizowaniu.

Ludzie od Zielonych 2004, Młodych Socjalistów, Pracowniczej Demokracji po bezpartyjnych alterglobalistów przyczynili się do organizowania spotkań i przygotowania protestów przeciw tzw. „tarczy antyrakietowej”.

We Wrocławiu spotkano się w siedzibie Komitetu Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników (KPiORP), w którym kluczową rolę gra WZZ "Sierpień 80" oraz Polska Partia Pracy.

Właśnie taka współpraca może zarówno wzmocnić kampanie protestacyjne oraz doprowadzić do politycznej jedności w działaniu - tak żebyśmy mogli kandydować razem np. do wyborów do Parlamentu Europejskiego w przyszłym roku.


Str. 2-3: Maciej Bancarzewski Andrzej Żebrowski