Wycofać wojska z Iraku i Afganistanu *

Anty-Bush na Helu

Demonstranci wygrali z policją

Co się stało na Helu 8 czerwca?:

* władze zatrzymują pociąg z protestującymi jadącymi na demonstrację Inicjatywy "Stop Wojnie" przeciw wizycie George'a Busha

* policja atakuje legalną demonstrację, brutalnie przepychając demonstrantów na chodnik

* demonstrantom udaje się mimo akcji policyjnej zająć ulicę i przeprowadzić przemarsz ulicą, egzekwując swoje demokratyczne prawo do demonstrowania, nie poddając się antydemokratycznym działaniom policji.

* demonstracja była zwycięstwem dla wszystkich ludzi walczących o prawo do protestu, przeciw cenzurze i przemocy policyjnej.

DEMONSTRACJA

W dniu 8 czerwca Inicjatywa "Stop Wojnie" zorganizowała demonstrację przeciw wizycie George'a W. Busha w Polsce. Protest miał miejsce w Juracie, na Helu, gdzie Bush podejmowany był przez Lecha Kaczyńskiego. W demonstracji, która rozpoczęła się przez dworcem PKP w Juracie, wzięło udział kilkaset osób, z czego niektórzy przybyli specjalnie w tym celu z różnych miast (w tym dwa autokary jadące prosto ze szczytu G8 w Heiligendamm), a resztę stanowili mieszkańcy Juraty i przebywający tam turyści. Widoczne były flagi i transparenty Młodych Socjalistów, Nowej Lewicy, Polskiej Partii Pracy, Pracowniczej Demokracji, Zielonych 2004 i anarchistów. Jak zwykle jednak dużą część stanowili ludzie mający po prostu dość polityki reprezentowanej przez Busha i Kaczyńskiego.

Demonstracja okazała się sukcesem nie tylko z powodu względnie dużej liczby protestujących w odległym zakątku Polski, ale także dlatego, że obroniła się przed próbą stłumienia przez policję. Po ok. pół godziny trwania pokojowego wiecu policja zaczęła w brutalny sposób spychać ludzi z drogi na chodnik. Było to ewidentne łamanie konstytucyjnej i ustawowej wolności zgromadzeń, ponieważ protest był legalny, łącznie z prawem do przemarszu po ulicy. Przyznał to nawet wypowiadający się na proteście (po wywołaniu go przez demonstrantów) burmistrz gminy Jastarnia, któremu podlega Jurata. Trudno jednak o zaskoczenie, skoro policja wstrzymała nawet pociąg jadący z Gdyni na Hel, aby wizyta Busha przebiegła bez żadnych problemów. Widać, ze polskie prawo przestaje obowiązywać, gdy tylko pojawia się Wielki Brat zza oceanu.

Policji nie udało się jednak nie dopuścić do przemarszu. Po ok. półtorej godziny apeli o zezwolenie na przeprowadzenie legalnej demonstracji i przepychanek z policją uczestnicy protestu ruszyli kilkadziesiąt metrów chodnikiem, by między stojącymi wozami policyjnymi wkroczyć na ulicę omijając blokujący kordon. Policja ewidentnie zaskoczona takim rozwojem wypadków po krótkim czasie zaczęła ponownie spychać ludzi na chodnik. Demonstranci nie dawali za wygraną, wymijali otaczane przez policję grupy i ponownie wkraczali na ulicę. Po kilku minutach przepychanek i wezwań do zejścia na chodnik policja musiała ustąpić. Manifestacja przeszła więc ulicą ok. 1,5 - 2 km przez całą Juratę dochodząc aż do blokady policyjnej za granicą gminy Hel, zaledwie kilkaset metrów od Rezydencji Prezydenta RP - miejsca spotkania Busha i Kaczyńskiego. Z przodu znajdował się transparent przedstawiający Busha jako diabła z hasłem: "Welcome to Hel(l)" (Witamy w Helu / w piekle). Wśród skandowanych haseł dominowały: "George Bush - terrorysta", "Wyrzutnia dla Busha, nie dla rakiet", "Bez Busha, bez wojen - jesteśmy za pokojem", "Bush, Kaczyński - dwa bratanki i do wojen i do szklanki". Przed blokadą odbył się następnie kilkugodzinny protest antybushowski. Hasła i przemówienia znakomicie wzbogacała puszczana muzyka, a przede wszystkim niestrudzenie grająca samba. Lokalni mieszkańcy Juraty zawiesili transparenty i flagi na kontrolowanym przez policję obiekcie, a następnie rozpostarli wysoko między drzewami transparent z hasłem: "Bush out". Gdy nadszedł czas przylotu Busha demonstranci z własnych ciał ułożyli widoczne z helikopterów hasło "Get out", aby zapewnić przylatujących, że nie są tu mile widziani. W układaniu hasła pomagały m. in. dzieci przybywających na protest turystów. Po ok. trzech godzinach wiecu demonstrację zakończono. Sfustrowana policja starała się po demonstracji zemścić na protestujących.

Czekając na autokar z powrotem do Warszawy jeden z demonstrantów z Białorusi został atakowany przez dwóch cywilnych policjantów, którzy wykręcili mu rękę. Trzeba było zadzwonić po karetkę, która przewiozła go do szpitala, gdzie musiał dostać zastrzyki przeciw potwornemu bólowi i założono mu gips. W drodze powrotnej policja zatrzymała jeszcze autokar z protestującymi jadący do Warszawy legitymując wszystkich podróżnych.