Iraccy pracownicy sektora naftowego wygrali strajk przeciw wspartemu przez USA rządowi irackiemu.
Pracownicy, którzy są
częścią Irackiej Federacji Związków Zawodowych Sektora Naftowego
zrzeszającej ok. 26 tys. członków, przeprowadzili swój strajk
wbrew groźbom militarnym i wydanemu nakazowi aresztowania liderów
strajku. Ich postulaty dotyczyły zarówno spraw płacowych, jak i
przyszłości przemysłu naftowego.
Akcja
strajkowa, która była przeprowadzona na zasadzie rotacji, zaczęła po
tym, gdy rząd odstąpił od obietnic polepszenia warunków pracy, bhp i
premii. W ciągu pierwszych dni strajku związek zamknął dwa kluczowe
rurociągi naftowe, które dostarczają surowca elektrowni na południu
kraju. Strajkujący grozili również odcięciem dostawy ropy na eksport
oraz dla stolicy.
Odpowiedzią rządu było wydanie nakazu
aresztowania czterech organizatorów związkowych, łącznie z
przewodniczącym Hassanem Dżumą Auadem oraz oskarżenie liderów
związków o "sabotaż irackiej gospodarki".
Premier
Nuri al-Maliki wysłał tysiące żołnierzy, by otoczyć strajkujących
przy miejscowości Szeiba, koło Basry na południu kraju, podczas gdy
amerykańskie samoloty wojenne przelatywały lotami koszącymi nad
demonstracjami organizowanymi przez strajkujących i ludzi ich
popierających.
Akcja rotacyjna została przerwana, kiedy
delegacja strajkujących pojechała do Bagdadu, by zaprezentować
żądania rządowi. Liderzy strajku wyjaśnili, że nie będą ulegać
zastraszeniom i ogłosili termin zorganizowania nowej fali strajków.
Rząd był zmuszony zaakceptować kluczowe żądania dotyczące płac i
obiecał podjąć rozmowy o "nieuregulowanych sprawach".
Sprawy
dotyczą istoty przyszłości przemysłu naftowego. Pracownicy naftowi
prowadzą kampanię przeciw ustawie o prywatyzacji ropy naftowej, która
oznaczałaby przekazywanie tego przemysłu wielonarodowym korporacjom
za bezcen. Związkowcy żądają, by kontrola przemysłu została
przeniesiona z rąk rządu na poziom lokalny.
Według związku
rząd ustąpił w sprawach, które znajdują się "w kompetencji
premiera". Odnosi się to do faktu, że iracki rząd ma mało
kontroli nad procesem prywatyzacji. USA ogłosiły wysprzedaż irackich
zasobów ropy jako jedno z "kryteriów" w swojej
"szarży"w Iraku i zagroziły zdymisjonowaniem
premiera, gdyby plany te zostały zablokowane. Zaproponowana ustawa
pozwoli globalnym korporacjom na grabież ogromnych zysków poprzez
wydobycie ropy z nietkniętych irackich pól naftowych w ramach
kontraktów na okresy do 30 lat. Ustawa musi jeszcze zostać
przegłosowana w irackim parlamencie.
Wygrana strajkujących to
małe zwycięstwo w długiej walce o kontrolę nad ropą - walka, która
zjednoczyła Irakijczyków. "Wreszcie pracownicy wywalczyli swoje
legalne prawa", powiedział Hassan Dżuma Auad w zaświadczeniu
wydanym 11 czerwca. "Pracownicy swoją siłą mogą osiągnąć to,
czego chcą, a pracownicy naftowi są bardzo silni".
Simon Assaf