Europa walczy z neoliberalizmem
Wkrótce minie rok od pokonania konstytucji Unii Europejskiej (UE) we francuskim referendum. Był to początek serii porażek programu neoliberalnego w Europie, które wywołały wściekłość w kręgach establishmentu globalnego biznesu.
Ma on całkiem realny problem. W odróżnieniu od Wielkiej Brytanii - Niemcy, Francja oraz Włochy wciąż mają spore sektory wytwórcze. To oznacza, że są one szczególnie wrażliwe na konkurencję ze strony krajów o niskich kosztach produkcji, przede wszystkim Chin.
Politycy, biznes i media tworzące establishment w całej Europie są więc mocno przywiązani do tak zwanego planu lizbońskiego, przyjętego przez UE w 2000 r.. Jest to pakiet “reform” wolnorynkowych, które zniosłyby osłony i zabezpieczenia socjalne wywalczone przez pracowników na przestrzeni XX stulecia.
Kłopot w tym, że między establishmentem a ogółem ludności jest szeroki rozziew.
We Włoszech wielki biznes desperacko starał się wymóc te “reformy” na nieprzewidywalnym i skorumpowanym rządzie premiera Silvio Berlusconiego. Potem miał on nadzieję, że stabilniejszy kurs zapewni Romano Prodi, który jako włoski premier w latach 1996-98 przeprowadził cięcia w wydatkach wymagane przed przystąpieniem do strefy euro. Ale posiadając bardzo kruchą większość w parlamencie, jego rząd był zmuszony liczyć się z głosami mocno lewicowej partii, Rifondazione Comunista.
Ogromne przywiązanie społeczeństwa do państwa opiekuńczego jest skałą, o którą neoliberalny program rozbija się także w innych rejonach Europy. Centrolewicowy rząd Gerharda Schrödera w Niemczech zaczął wprowadzać “reformy”, które znacznie obcięły zasiłki dla bezrobotnych. W wyborach federalnych we wrześniu ub. r. miliony głosujących porzuciło dwie główne partie koalicji, wielu z nich po to, by oddać głos na Linkspartei, nową formację radykalnie lewicową.
Partie głównego nurtu zostały więc zmuszone do połączenia się w “wielkiej koalicji” pod wodzą konserwatywnej liderki chrześcijańskich demokratów, Angeli Merkel. Koła biznesu obawiają się, że będzie ona zbyt słaba, aby móc dalej okrajać państwo opiekuńcze.
Z najbardziej intensywnym oporem jednak spotyka się neoliberalizm we Francji. Najnowszym etapem powtarzającego się od przeszło dekady cyklu buntów jest rebelia przeciwko narzuconej przez premiera Dominique’a de Villepina ustawie CPE, która ułatwiałaby wyrzucanie młodych pracowników.
Cykl ów zaczął się od strajków pracowników sektora publicznego w listopadzie i grudniu 1995, które doprowadziły do upadku pierwszego premiera za kadencji prezydenta Jacquesa Chiraca. Później były masowe strajki nauczycieli w maju i czerwcu 2003, i wreszcie utrącenie konstytucji unijnej w roku ubiegłym.
Edwy Plenel, były redaktor naczelny francuskiego lewicowo-liberalnego dziennika “Le Monde”, pieklił się, że zwycięstwo głosów na “nie” w referendum konstytucyjnym oznacza świt “narodowej rewolucji” – co było wyraźnym odniesieniem do francuskiego reżimu z Vichy, kolaborującego z hitlerowcami.
Miotanie tego rodzaju obelg nie zdoła zamaskować faktu, że, choć partie polityczne głównego nurtu i mass-media stoją murem za establishmentem, nie udało się mu przekonać mas o tym, że neoliberalne “reformy” są czymś koniecznym czy choćby pożądanym.
Począwszy od schyłku lat 90-tych ruch przeciwko neoliberalnej globalizacji wyłonił się jako potężna siła polityczna w Europie kontynentalnej.
Systematyczna krytyka neoliberalizmu zatacza szerokie kręgi, popularyzowana przez miesięcznik “Le Monde Diplomatique” oraz pisarzy takich jak Pierre Bourdieu, Noam Chomsky i Susan George.
ATTAC, utworzony w 1998 w celu sprzeciwiania się międzynarodowym spekulacjom finansowym, był jedną ze znaczących sił we francuskiej kampanii przeciwko projektowi konstytucji.
Niemiecka filia tej samej organizacji współpracowała ze związkami zawodowymi w kampanii sprzeciwu wobec “reform” Schrödera i wobec unijnej dyrektywy Bolkesteina, zagrażającej poziomowi płac i warunkom pracy w usługach.
We Włoszech masowe protesty podczas szczytu G8 w Genui w lipcu 2001 oraz ruch antywojenny sprawiły, że przeciwnicy neoliberalnej globalizacji stali się ważną siłą, skupioną wokół Rifondazione Comunista.
Ale problem, z którym borykają się europejskie klasy panujące sięga o wiele głębiej. Większość pracowników Europy pozostaje przywiązana do tradycyjnie socjaldemokratycznego programu, który zakłada, że państwo będzie wykorzystywać swą siłę, aby ich chronić przed najgorszymi ekscesami kapitalizmu.
Dzisiejsze partie pracy głównego nurtu porzuciły ten projekt i przyjęły filozofię neoliberalizmu.
Tym samym otwiera się pusta przestrzeń na lewo od nich. Jak pokazały wybory w Niemczech, wielu wyborców socjaldemokratów czuje się opuszczonymi przez partie, na które tradycyjnie głosowali i rozgląda się za polityczną alternatywą.
Wyzwaniem dla lewicy radykalnej i rewolucyjnej w Europie jest teraz udowodnienie, że potrafią taką alternatywę zaoferować. Stara się o to m.in. blok Respect w Wielkiej Brytanii.
Jeśli to się powiedzie, to kryzys europejskich klas rządzących okaże się jeszcze poważniejszy niż im się wydaje już teraz.
Alex Callinicos
Tłumaczył Paweł Listwan