ZAMKNĄĆ
GANG OŚMIU
Zbliża się kolejny szczyt grupy G8 –
czyli siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata i Rosji.
Bush, Blair (po raz ostatni!), Putin i reszta nie-miłościwie
panujących nad współczesnym światem - na którym ponad 800 mln ludzi
jest niedożywionych, toczy się szereg wojen i krąży widmo katastrofy
ekologicznej – tym razem w niemieckim kurorcie Heiligendamm,
koło Rostocku, rozmawiać będą jak ten świat dalej urządzać we własnym
interesie.
Dotychczasowe „rozwiązywanie” problemów
przez głowy wielkich mocarstw przyniosło sytuację, w której państwa
grupy G8 odpowiadają za 43 % globalnej emisji powodującego efekt
cieplarniany CO2 i za 90 % światowego eksportu broni. Nic więc
dziwnego, że alterglobaliści uznają szczyty G8 za część problemu, a
nie sposób na jego rozwiązanie, i po raz kolejny zapowiadają przeciw
G(angowi) 8 masowe protesty.
Są jeszcze bardziej szokujące fakty.
W ciągu ostatnich dwóch lat na świecie milion kobiet zmarło z powodu
ciąży lub porodu przez brak podstawowej opieki medycznej. To tak,
jakby zmarły wszystkie rodzące w 2006 r. kobiety w Kanadzie i
Niemczech razem wziętych. W czasie tych dwóch lat z głodu i na
możliwe do leczenia choroby zmarło także 21 milionów dzieci do 5 roku
życia, czyli tyle, ile jest wszystkich dzieci do 5 roku życia w
Niemczech, Francji, Kanadzie, Japonii, Włoszech i Wielkiej Brytanii
razem wziętych.
Nieprzypadkowo przytaczam dane dotyczące
ostatnich dwóch lat. W 2005 r. na szczycie G8 w Szkocji rządzący
poczynili szereg obietnic dotyczących pomocy państwom globalnego
Południa. Wielu z nas pamięta wielkie koncerty Live Aid i masową
demonstrację w Edynburgu organizowaną przez kampanię Make Poverty
History (Uczyńmy z Nędzy Historię). Pamiętamy też wielkie iluzje
liderów tej kampanii, co do liderów państw grupy G8, prowadzące do
prób stępienia ostrza krytyki wobec możnych tego świata. Wyrazem tego
była np. determinacja, aby na akcjach Make Poverty History nie
poruszać w ogóle kwestii wojny w Iraku, ponieważ mogło by to
zniechęcić do współpracy brytyjskiego premiera Blaira, z którym
przecież powinniśmy teraz współpracować w pomocy Afryce.
Co zostało z szumnych obietnic z 2005 r.? Odpowiedź daje raport
organizacji Oxfam, jednej z umiarkowanych organizacji pozarządowych w
ruchu alterglobalistycznym będącej dwa lata temu ważnym elementem
kampanii Make Poverty History. Okazuje się, że kraje biedne wciąż
płacą krajom bogatym łącznie ok. 120 mln dolarów dziennie w postaci
odsetek od długów. Spośród 41 krajów, którym obiecano w 2005 r.
częściowe umorzenie długów, tylko 24 z niego skorzystały. Tymczasem
nawet pierwotnie wyznaczona liczba krajów była zbyt niska, by mówić o
rzeczywistej próbie rozwiązania pułapki zadłużenia. Na przykład Kenia
i Bangladesz, kraje z ogromnym zadłużeniem, od początku nie były
brane pod uwagę.
Najbardziej szokujące jest
jednak zupełne złamanie obietnic dodatkowej pomocy krajom Południa.
Na szczycie G8 w 2005 r. zadeklarowano zwiększenie rocznej pomocy o
50 mld dolarów do 2010 r. Stanowić to miało 0, 36 % dochodów krajów
bogatych, czyli i tak połowę zadeklarowanej w 1970 r. pomocy rzędu 0,
7 % ich dochodów. W praktyce w 2006 r. pomoc dla krajów biednych
spadła po raz pierwszy od 1997 r.! Według Oxfam rzeczywisty wzrost
będzie do 2010 r. o 30 mld rocznie niższy od zadeklarowanego.
Pieniądze te miały być przeznaczone m.in. na opiekę zdrowotną dla
kobiet i dzieci i mogłyby uratować przynajmniej 5 mln ludzi.
Rządzący
mają jednak inne priorytety. Według danych ujawnionych na początku
tego roku przez Pentagon, okupacja Iraku i Afganistanu kosztuje rząd
USA niewiarygodną sumę 320 mln dolarów dziennie. Do stycznia 2007 r.
koszty tych wojen wyniosły ok. 500 mld dolarów – co stanowi
wystarczającą sumę do wymazania całego długu 54 najbiedniejszych
krajów świata.
Ostatnie dwa lata po raz kolejny pokazały, że bez
naszego nacisku rządzący swoich priorytetów nie zmienią. Pojedźmy
więc do Heiligendamm i pokażmy, że nie ma na nie zgody.
Filip
Ilkowski