Naszym zdaniem* Naszym zdaniem* Naszym zdaniem* Naszym zdaniem*

IV Biznespospolita

Kaczyńscy przedstawiają się jako politycy zwykłego człowieka - grzmią przeciwko łże elitom, wykształciuchom i skorumpowanym urzędnikom.
Prawdą jest jednak, że IV Rzeczpospolita jest rajem dla bogatych.
Tygodnik Wprost co rok podaje listę stu najbogatszych Polaków roku poprzedniego, przy czym komentuje swoje badania.
W rankingu na 2005 r. Wprost dumnie ogłosił: "Najbogatsi Polacy mnożą swe majątki trzy razy szybciej niż pozostali".
I dalej: "Najbogatszym Polakiem 1990 r. - pierwszego roku III Rzeczypospolitej - był właściciel montowni przewodów elektrycznych. Jego majątek, stosując dzisiejsze kryteria, wart był około 15 mln zł. Dziś mało kto o nim pamięta. Najbogatszy Polak 2005 r. wart jest około 370 majątków najbogatszego Polaka roku 1990. To porównanie jest najkrótszym opisem tego, co się wydarzyło w polskiej gospodarce między narodzinami III Rzeczypospolitej (III Biznespospolitej?)"
Wprost dodaje: "Najbogatsi w III Biznespospolitej są w większości ci, którym udało się wziąć udział w prywatyzacji spadku po PRL" i "IV Rzeczpospolita dopiero się rodzi, IV Biznespospolita ma już za sobą czas niemowlęctwa."
Wiadomo. W 2005 roku IV Biznespolita nie miała jeszcze czasu się rozkręcić. Może więc rok później dowiedzieliśmy się, jak solidarne państwo Kaczyńskich stworzyło równiejsze społeczeństwo? Raczej nie.
W rankingu na rok 2006 czytamy: "Najbogatsi Polacy mnożą swoje majątki szybciej niż milionerzy z Europy Zachodniej". Dowiadujemy się, że "wprowadzony przez nas kilka lat temu indeks 100 x "Wprost" (wyrażający procentowy, rok do roku, wzrost majątków 100 najbogatszych Polaków) wyniósł 18,5 proc. (dwa lata temu było to 11,45 proc.)... Przed rokiem mieliśmy 14 miliarderów. Na tegorocznej liście jest ich 16."
Tak więc za rządów Kaczyńskich najbogatsi Polacy wzbogacają się w jeszcze bardziej błyskawicznym tempie niż wcześniej. MAMY 16 miliarderów nie tylko 14. Rzeczywiście MAMY powody, by czuć się dumni!
Gdy bogacze pławią się w luksusach, zwykli ludzie szukają pracy. Od miliona do dwóch milionów wyjechało za granicę, a w kraju wielu musi pracować w dwóch miejscach, by zarobić na podstawowe potrzeby. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie,. jeśli chodzi o najczęstsze podejmowanie dodatkowej pracy (patrz "Co słychać" na s. 4).
Jednocześnie rząd próbuje odebrać prawo do wcześniejszej emerytury (tzw emerytury pomostowe) dziesiątkom tysięcy pracownikom - 80 tys. osób przechodzi co roku na wcześniejszą emeryturę, a jedynie 10-20 tys. będzie przechodzić, gdy zmienią się przepisy. Wśród tych, od których ma zostać odebrana emerytura pomostowa są kobiety, które przepracowały 30 lat oraz nauczyciele.
Znamienne jest, że zaraz po ogłoszeniu tych surowych cięć niektórzy w rządzie zaczęli mięknąć. Obawiając się reakcji gotowych do strajkowania nauczycieli zarówno Andrzej Lepper jak i minister pracy Anna Kalata zapewnili, że nauczyciele wciąż będą objęci pomostówką. Ale nie zostało to potwierdzone.
Czyli ta sama minister Kalata, która na początku tygodnia ogłosiła gwałtowne cięcia, złagodziła swoje stanowiska przed jego końcem. Pamiętajmy, że w 2005 r. górnicy zachowali swoją pomostówkę po tym, jak masowo przybyli do Warszawy. Widać, że zachowanie nabytych praw zależy od gotowości do walki pracowników.

Bez Jurka popularniejsi
Liderzy PiS się cieszą, że popularność ich partii wcale nie ucierpiała po odejściu Marka Jurka, a nawet nieco wzrosła.
Jednak ich zadowolenie może być przedwczesne. Sondaże, które dodają otuchy posłom PiS także potwierdzają, że przytłaczająca większość społeczeństwa nie utożsamia się bynajmniej z poglądami Jurka, który - przypomnijmy - chciał doprowadzić do całkowitego zakazu aborcji nawet w przypadku gwałtu lub poważnego okaleczenia kobiety. A PiS wciąż będzie chciał zachować poparcie ojca Rydzyka i zapewnić że elektorat Radyja Maryja nie przejdzie do LPR Giertycha. I jest całkiem możliwe, że źle na tym wyjdzie.
Podczas konfliktu z Jurkiem przeciwnicy PiS - nie tylko politycy ,ale też zwykli ludzie - pierwszy raz widzieli, że PiS wyglądało na bardzo słabe.
Jest ważniejszy powód, dlaczego rząd i PiS mogą utracić poparcie. Kaczyńscy kontynuują politykę, która jest bardzo antypracownicza, antysocjalna i prowojenna.
Jednak gdy rząd zacznie poważnie tracić poparcie, musimy zapewnić, że istnieć będzie na scenie politycznej wyraźna alternatywa pracownicza, socjalna i antywojenna. Inaczej jedynymi beneficjentami będą probiznesowi politycy Platformy Obywatelskiej czy Lewicy i Demokratów.
Aleksander Kwaśniewski już się przygotowuje do wzrastającej niepopularności PiS. Trafnie wyczuł, że wiele osób ma serdecznie dość Kaczyńskich i chce zagospodarować opozycję wobec nich. W kwietniu blisko sto osób, zarówno ze strony postsolidarnościowej jak i postkomunistycznej, podpisało oświadczenie programowe tzw. Ruchu na Rzecz Demokracji. Większość z nich jest znanych z neoliberalnych (czyli antysocjalnych) i prowojennych poglądów i praktyk. Mamy więc byłego premiera Cimoszewicza i byłych ministrów, jak Borowski, Hausner czy Olechowski - wszyscy znani z cięć socjalnych i tworzenia nędzy. Wśród sygnatariuszy znajduje się też Wisława Szymborska, by dodać ruchowi trochę klasy.
Na początku maja Kwaśniewski nawiązał też sojusz z Lechem Wałęsą. Ich pierwszym wspólnym krokiem ma być wielka konferencja na Uniwersytecie Warszawskim (17 maja).
Ci wszyscy politycy mają szansę wykorzystać niechęć do Kaczyńskich i ich faszyzującego sojusznika Giertycha.
Ale nie stanowią oni żadnej realnej alternatywy dla polityki obecnego rządu. Kwaśniewski i Wałęsa chcą bronić zagrożonych standardów demokracji w Polsce. Szkoda tylko, że sami działali antydemokratycznie, gdy byli u władzy (Wałęsa piastował urząd w czasie szokowej terapii Balcerowicza prowadzonej wbrew woli większości społeczeństwa, Kwaśniewski z Millerem kontynuowali tę politykę i wysłali żołnierzy do Iraku bez żadnej debaty w Sejmie).
Większość społeczeństwa w kwestiach socjalnych ma poglądy daleko na lewo od obecnie rządzących, Platformy Obywatelskiej, nowego sojuszu Kwaśniewskiego czy Lewicy i Demokratów.
Aktywiści w organizacjach na lewo od SLD współpracują ze sobą i z osobami niezrzeszonymi w kampaniach antywojennych, przeciw Giertychowi, o prawa kobiet do decydowania o własnej ciąży, i czasami (za rzadko) w sprawie solidarności z walczącymi pracownikami.
Pracownicza Demokracja przedstawia swoją politykę we wszystkich takich akcjach - każdy może ocenić naszą politykę czytając tę gazetę i działając razem z nami. Jeśli ktoś uważa że system kapitalistyczny można i trzeba zastąpić ludzkim systemem, może się do nas przyłączyć.
Ale potrzebne jest też stworzenie szerszej politycznej alternatywy, do której mogą się włączyć wszyscy, którzy chcą przeciwstawić się nędzy, wojnie i dyskryminacji. Będziemy skuteczniejsi, jeżeli pod jednym szyldem politycznym zjednoczymy się np. w poparciu dla ewentualnego strajku nauczycieli (patrz s. 4) i przedstawimy alternatywę w czasie wyborów.

Str. 2-3 Filip Ilkowski, Ellisiv Rognlien, Andrzej Żebrowski