* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem
Rządowa propaganda o 500 dniach Tuska
Raport obłudy i kłamstw
Raport Podsumowanie 500 dni pracy rządu Donalda Tuska i koalicji PO-PSL to 119 stron kłamstw i samozadowolenia. Gdyby nie chodziło tu o niszczenie życia milionów, ludzi raport można by nawet uważać za śmieszny.
Gdy bezrobocie rośnie w błyskawicznym tempie (patrz Co słychać s. 10), rząd chwali się - w części zabawnie zatytułowanej: "Bardziej aktywna polityka rynku pracy" - że dużo robi, by ratować miejsca pracy.
Jedno z największych kłamstw w raporcie dotyczy tzw. "uelastycznienia" czasu pracy, które ma zwalczać bezrobocie i pomóc pracownikom. Jak się dowiadujemy: "Dalsze uelastycznianie przepisów w zakresie organizacji czasu pracy będzie odpowiadało indywidualnym potrzebom pracowników".
W rzeczywistości uelastycznienie służy jedynie intensyfikacji wyzysku. Pracownik ma stawić się, kiedy chce jego szef, niezależnie od tego, jakie będzie to miało skutki dla zdrowia pracownika.
Uelastycznienie nie jest metodą na walkę z bezrobociem. Umożliwi szefowi zwalnianie większej liczby pracowników, ponieważ pozostali będą musieli podwajać i potrajać swe wysiłki bardziej niż dotychczas.
Dlatego rząd Tuska wyraził się przychylnie na temat tzw. "pakietu antykryzysowego" uzgodnionego między największymi centralami związkowymi a pracodawcami.
W skandaliczny sposób liderzy związkowi przekonują, że pakiet jest korzystny dla pracowników - ale tak naprawdę pracodawcom i rządowi chodzi o wyciskanie więcej od pracowników poprzez uelastycznienie czasu pracy. To główny cel umowy.
Kryzys i gospodarka
W raporcie rząd wyraża się dumnie: "W porównaniu z krajami Europy Zachodniej oraz pozostałymi krajami regionu sytuacja ekonomiczna Polski pozostaje relatywnie korzystna".
Gdy w połowie kwietnia Polska jako drugi kraj po Meksyku poprosiła Międzynarodowy Funduszy Walutowy o linię kredytową wartą 20,5 mld dolarów, minister finansów Jacek Rostowski powiedział: "MFW od dłuższego czasu sonduje kraje, które mogłyby dołączyć do platynowego klubu rynków wschodzących, jaką formę powinna mieć pomoc dla tych najlepszych ".
Nowy instrument MFW, o który prosił rząd Tuska, nazywa się Elastyczną Linią Kredytową (Flexible Credit Line). Od innych instrumentów MFW różni się tym, że nie wiąże się z koniecznością spełnienia żadnych dodatkowych warunków, takich jak cięcia socjalne. Jednak nie wygląda to wszystko tak różowo, jak chce rząd.
* MFW nie musi żądać prowadzenia antyspołecznej polityki od Polski, ponieważ rząd Tuska już ją prowadzi.
* Gospodarka nie jest w "platynowej" kondycji. Na przykład inwestycje z zagranicy spadły w 2008 r. o 35,7 procent w stosunku do roku poprzedniego. W 2009 r., według rządowych danych, spodziewane jest tylko 7 mld euro inwestycji - znacznie mniej niż 11 mld euro w 2008 r.
* Sam fakt, że trzeba prosić o linię kredytową, jest dowodem na słabość, a nie siłę gospodarki.
Prywatyzacja
Raport przypomina, że "w kwietniu 2008 r. ogłoszono pierwszy od wielu lat kompleksowy plan prywatyzacji – obejmujący ponad 800 spółek Skarbu Państwa: „Program prywatyzacji na lata 2008-2011””.
Można zrozumieć w jak małym stopniu rząd zastanawia się nad swoim neoliberalnym dogmatem czytając te zdania: "W większości gałęzi gospodarki własność prywatna jest bardziej efektywna od państwowej.
Wynika to z faktu, że dążąc do maksymalizacji zysku prywatne firmy w większym stopniu niż państwowe nastawiają swoje działania na konkurowanie na rynku przez podnoszenie jakości, obniżanie kosztów oraz innowacyjność."
Jakby rząd nie zauważył, że prywatne firmy na całym świecie błagają o rządową pomoc!
Trzeba zwalczać prywatyzację, ponieważ niemal zawsze towarzyszą jej zwolnienia. Rząd poprzez prywatyzację chce także pozbyć się odpowiedzialności za ewentualne konflikty między pracownikami a szefami. Zamiast tego należy żądać więcej demokracji w państwowym sektorze - zarówno wewnątrz zakładów, jak i w politycznym procesie formułowania priorytetów gospodarczych.
“Partnerstwo” publiczno-prywatne
Raport żali się, że "partnerstwo publiczno-prywatne nie było do tej pory stosowane na szeroką skalę w Polsce" i zapewnia, że na świecie: "Przy użyciu formuły partnerstwa publiczno-prywatnego realizowane są między innymi takie inwestycje jak budowa szkół, szpitali, więzień, dróg, linii kolejowych, stacji metra czy budynków użyteczności publicznej." Takie inwestycje "mogłyby nie powstać z powodu braku środków budżetowych."
Raport kłamie. Potrzebne inwestycje nie powstają, ponieważ priorytety rządzących są zgodne z interesami najbogatszych ludzi biznesu. Partnerstwo publiczno-prywatne jest sposobem na wzbogacenie prywatnych firm, którym przez wielu lat spłaca się znacznie więcej niż te firmy inwestują np. budując szpital.
Wojny
O zbrodniczej wojnie w Iraku raport mówi:
"Misja iracka przyczyniła się do umocnienia współpracy wojskowej z USA, zyskaliśmy na znaczeniu jako wiarygodny partner i członek wspólnoty międzynarodowej. Również w ramach UE traktowani jesteśmy jako kraj mający określone interesy i doświadczenie w regionie."
Czyli mamy uznać, że warto było przyczynić się do śmierci ponad miliona Irakijczyków, ponieważ osiągnęliśmy status "wiarygodnego partnera", a europejscy politycy teraz wiedzą, że mamy "określone interesy"? Orwell nie mógłby wyrazić tego lepiej.
Wysyłanie coraz większej liczby żołnierzy do Afganistanu - w kwietniu liczba wojskowych okupantów z Polski wzrosła z 1600 do 2000 - zasługuje jedynie na krótką wzmiankę: "Wzmacniana i konsolidowana jest obecność Polski w Afganistanie, jako wyraz solidarności sojuszniczej oraz wyraz troski o powodzenie tej kluczowej dla NATO operacji międzynarodowej." Nic dziwnego, że rząd nie chce więcej mówić o wojnie w Afganistanie.
Udział Polski w ataku na jeden z najbiedniejszych krajów świata jest niepopularny w kraju. Oficjalne media też dużo informacji nie podają. Przypomnijmy, że gdy wysłano kontyngent w kwietniu, najbardziej oglądalny program informacyjny, "Wiadomości" w TVP, w ogóle nie zamieścił materiału na ten temat!
(Raport można znaleźć na stronie www.premier.gov.pl).
Nie płaćmy za ich kryzys
Jedną z największych barier przed skuteczną walką w czasach kryzysu jest akceptowanie, że szefowie i pracownicy mają wspólny interes i mogą szukać wspólnych rozwiązań.
Taki wspólny interes nie istnieje. Rzeczpospolita (25 marca) informuje, że "W tym kwartale pracodawcy podpisali z zatrudnionymi więcej porozumień kryzysowych niż w ciągu całego ubiegłego roku. Ograniczają wynagrodzenia, premie, nagrody i zmniejszają wymiar etatów."
Menedżerowie firm wykorzystują kryzys, by ciąć realną płacę pracowników.
W artykule dowiadujemy się, że:
"Tego rodzaju ograniczenia wprowadzają firmy w całej Polsce. Przykładowo w poznańskiej SKF Polska (produkującej łożyska) zawarto porozumienie, że od 1 marca do końca czerwca o 20 proc. zmniejszone zostaną czas pracy, a także wynagrodzenia. Z kolei w firmie spedycyjnej PANOPA ze Swarzędza załoga zgodziła się na osiem dni postoju w lutym i zmniejszenie pensji w tym miesiącu do 80 proc.
PKP Cargo postanowiły natomiast, że od 1 marca do końca roku obniżą o 10 pkt. procentowych fundusz premiowy i zawieszą wypłaty nagród pieniężnych oraz... gratyfikacji z okazji Dnia Kolejarza."
Takie umowy z szefami tylko osłabiają stronę pracowniczą i ułatwiają pracodawcom zwalnianie kolejnych pracowników.
Okupacje i blokady, by ratować miejsca pracy
Z ostatnich akcji protestacyjnych warto wyróżnić walkę pracowników przemyskiego Forte przeciw zwolnieniom. Pracownicy kilkakrotnie fizycznie blokowali bramy zakładu nie pozwalając właścicielowi wywieźć maszyny. Nie wiemy czy pracownicy Forte wygrają czy nie, ale przykład jest ważny dla nas wszystkich.
Okupacje i fizyczne blokady są sposobem na ratowanie miejsc pracy. Jeśli władze grożą użyciem policji tak, jak w przypadku Forte, trzeba wezwać do solidarnościowej akcji ze strony pracowników w innych zakładach.
Żeby walka o miejsca pracy stała się realna, nie możemy przyjąć argumentu, że właściciela nie stać na zatrudnienie tylu osób. W takim przypadku powinniśmy żądać interwencji rządu w celu ratowania miejsc pracy. Aby "przekonać" rząd, trzeba rozszerzyć walkę na innych pracowników.
Skutki kryzysu możemy zwalczać tylko wtedy, gdy walka stanie się polityczna - w tym sensie, że zmusimy rząd do działania zgodnie z wolą pracowników. Potrzebujemy politycznej walki opartej o masowe akcje.