* Naszym zdaniem * Naszym zdaniem *

Globalny kryzys

Katastrofa trwa

Katastrofa globalnego kryzysu trwa. Prezydent USA Barack Obama wyraził się jednak ostatnio bardziej optymistycznie na temat krachu. Po spotkaniu 14 kwietnia z prezesem Rezerwy Federalnej, Bebem Bernanke i szefową Federalnej Korporacji Ubezpieczania Depo­zytów (FDIC), Sheilą Bair, Obama powiedział, że widzi "promyki nadziei" w gospodarce USA.

Wyróżnił on wzrost udzielonych kredytów dla drobnych przedsiębiorstw i niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych.

Co więcej, niektórzy komentatorzy w USA ekscytowali  się informacją, że w marcu główny indeks  giełdowy, Dow Jones Industrial Average, wzrósł o 23 procent.

Jednak lepsze notowania giełdowe na Wall Street stanowią po prostu bańkę wynikającą z setek miliardów (a nawet bilionów) dolarów wpompowanych w sektor finansowy przez szefa Rezerwy Federalnej, Bena Bernanke'ego.

Tak więc gdy 14 kwietnia Obama ostrzegł: "Nie możemy powrócić do gospodarki baniek mydlanych, która wpędziła nas w obecne kłopoty", powinien był dodać, że to właśnie jego polityka hojności dla bankierów obecnie doprowadza do powstawania bańki.

Życzeniowe myślenie

Zwiększony optymizm, że wreszcie kryzys dobiega końca, jest raczej oparty na życzeniowym myśleniu niż na twardym postrzeganiu faktów.

 * USA. Stan gospodarki USA, najpotężniejszej na świecie, jest wciąż dramatyczny. Z każdym miesiącem odnotowuje się fatalne wyniki gospodarcze.

W czasie recesji, która rozpoczęła się w grudniu 2007 r., produkcja fabryczna w Stanach spadła o 15,7 procent. Jest to największy spadek od lat 1945-1946 czyli od końca drugiej wojny światowej! W tym samym okresie cała produkcja przemysłowa spadła o 13,3 procent. Spodziewa się, że liczba "foreclosures" - czyli  domów przejmowanych przez banki na poczet długu - wzrośnie w tym roku do ponad 2 mln (w 2008 r. było ich o 400 tys. mniej).

Sytuacja nie wygląda lepiej w innych częściach świata.

* Unia Europejska. Produkcja przemysłowa w 27 krajach Unii Europejskiej spadła w lutym 2009 roku średnio o 17,5 proc. r/r (rok do roku). Produkcja w krajach należących do strefy euro spadła w tym czasie w jeszcze większym stopniu - o 18,4 proc. r/r.

* Niemcy. Produkcja przemysłowa spadła o 20,6 proc. r/r w tej najpotężniejszej gospodarce Europy będącej największym partnerem handlowym Polski.

* Japonia. W lutym produkcja przemysłowa w Japonii spadła o 9,4 proc. m/m (miesiąc do miesiąca), po spadku w styczniu o 10,1 proc.  Rok do roku spadek wyniósł aż 38,4 proc.

* Chiny. Chiński produkt krajowy brutto powiększył się w pierwszym kwartale 2009 r. o 6,1 proc. Jak podaje agencja Reutera, jeszcze nigdy stopa wzrostu chińskiego PKB nie była tak niska, od kiedy w 1992 r. Pekin zaczął gromadzić odpowiednie dane.

Najbliżsi sąsiedzi Polski również mają ogromne problemy.

* Rosja. W porównaniu z dwoma pierwszymi miesiącami 2008 r. produkcja przemysłowa spadła w Rosji o 14 proc.

* Węgry. Produkcja przemysłowa spadła w lutym o 25,4 proc. r/r.  Bank centralny Węgier prognozuje, że w 2009 r. gospodarka skurczy się o ponad 3,5 proc.

* Czechy. Produkcja przemysłowa w Czechach spadła w lutym najmocniej w historii - o 23,4 proc. r/r.

* Ukraina. Produkcja przemysłowa na Ukrainie spadła o 30,4 proc. r/r, po spadku w lutym o 31,6 proc.

"Obecna recesja będzie nadzwyczajnie długa i trudna, a ożywienie spowolnione"

Tak twierdzi Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Według MFW recesje, którym towarzyszy kryzys na rynkach finansowych, mają tendencję do ostrzejszego przebiegu, a poprawa koniunktury jest w takim wypadku powolna.

"Jeżeli takie recesje są zsynchronizowane globalnie, trwają wtedy nawet dłużej, a ożywienie gospodarcze jest jeszcze słabsze" - czytamy w kwietniowej edycji World Economic Outlook.

Miesiąc wcześniej analitycy MFW szacowali,  że w tym roku światowa gospodarka się skurczy o od 0,5 do 1 proc. - byłoby to pierwsze skurczenie całej światowej gospodarki od 60 lat.

Szacunki Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) są jeszcze bardziej ponure. Najbogatsze gospodarki świata mają się skurczyć w 2009 - USA o 4 procent, Japonia - 6,6, strefa euro - 4,1, Niemcy 5,3 i Brytania 3,7.

Jakoś to będzie?

Światowi liderzy nie wiedzą co robią, mają tylko nadzieję, że "jakoś to będzie".

Opinia dziennikarza Financial Times Wolfganga Munchau wydaje się być trafna. Napisał on:

"Jeżeli do jesieni nie będzie żadnych oznak, że kryzys się kończy, nasi liderzy mogą znowu zjechać się na kolejny nadzwyczajny szczyt w innym mieście, zderzyć się z kolejną falą protestów i złożyć następną serię dramatycznych, lecz bezskutecznych deklaracji na temat ratowania światowej gospodarki, zawartą w kolejnym pretensjonalnym komunikacie. Londyński szczyt pokazał nam, co "my, przywódcy Grupy 20" możemy zrobić, a czego nie. G20 pokazała, że może naprawić międzynarodowe instytucje, ale nie rozwiązać największego kryzysu ekonomicznego za naszego życia." (FT 5 kwietnia).

  Wy jesteście kryzysem - my jesteśmy rozwiązaniem

To hasło, skandowane podczas marcowego strajku generalnego we Francji, jest dobrą odpowiedzią zwykłego człowieka na kryzys.

Na całym świecie odbywają się demonstracje z podobnym przesłaniem np. marcowa demonstracja związkowa w Warszawie (patrz zdjęcie) obyła się pod hasłem: "Nie będziemy płacić za wasz kryzys".

Masowe demonstracje i strajki w jednym kraju są inspiracją dla protestujących w innych krajach. Według Pracowniczej Demokracji zwykli ludzie są w stanie zastąpić kapitalizm autentycznie demokratycznym i ludzkim systemem.

Póki co trzeba wymusić na rządzących inwestycje, które poprawią nasz standard życia, a nie będą wspierać obscenicznie bogatych ludzi. Powinniśy więc żądać ratowania miejsc pracy, lepszego, taniego i  "zielonego" systemu transportu (kolej zamiast autostrad, rozwój miejskiego transportu) i znacznego wzrostu wydatków w oświacie, mieszkalnictwie i ochronie zdrowia.