W obronie życia kobiet

Cyniczna gra sejmowa, której stawką było zdrowie i życie kobiet, skończyła się (na razie) fiaskiem dla antyaborcjonistów. Żadna z zaproponowanych zmian w konstytucji nie została przyjęta. Wygląda na to, że będzie rozłam w PiS. Fakt ten może cieszyć Giertycha, bo jemu najbardziej zależy na walce o elektorat związany z Radiem Maryja. Ale nawet pod tym względem sprawa nie zadziałała tak, jak sobie zaplanowali politycy LPR. Partia ta w ostatnim sondażu CBOS (z początku kwietnia, tuż po marszu “obrońców życia”) ma poparcie zaledwie 3-procentowe, nie zyskując nic od marca. PiS również nie zwiększył swojego poparcia. Mimo (lub może dlatego powodu) prawie codziennego pojawiania się panów Wierzejskiego, Orzechowskiego i Giertycha w telewizji ze swoją propagandą o “zabijaniu dzieci”, efekt na razie jest marny.

Wygląda natomiast na to, że obawy Kaczyńskich się sprawdziły. Debata prowadziła do powrotu żądania liberalizacji ustawy antyaborcyjnej: obudziła się i wzmocniła strona popierająca prawo do wyboru, która nie broni tylko “status quo”. W mediach znowu słychać głosy (chociaż nie tak często, jak ględzenie Giertycha) mówiące, że chodzi o życie kobiety, że płód to nie człowiek, że “obrona życia” ze strony fanatyków dotyczy tylko okresu od poczęcia do urodzenia – głosy, które przez wiele lat były prawie nieobecne w publicznej przestrzeni m.in. dzięki tchórzostwu i oportunizmowi polityków z SLD. W ostatnich miesiącach wiele znanych osób podpisało się pod apelem przeciw zmianie w konstytucji, demonstracje i wiece zgromadziły tysiące ludzi. Prawica ma powody, by się bać. Gdyby doszło do referendum w sprawie aborcji, nie wygląda na to, żeby strona antykobieca wygrała.

Płód to nie człowiek

W debacie publicznej strona fanatyków konsekwentnie mówi o płodzie jako człowieku. Z biologicznego, filozoficznego czy innego naukowego punktu widzenia jest to absurdalne twierdzenie, tak samo jak mówienie, że ziarno równa się drzewu. Płód to istota, która dopiero może stać się człowiekiem przy odpowiednich warunkach do jego rozwoju, które może dać mu tylko matka. Płód w wieku, w którym dokonywanych jest ponad 90 proc. zabiegów aborcyjnych (do 12 tygodnia ciąży) nie ma rozwiniętych organów, nie ma mózgu, ma dopiero kilka centymetrów długości, nie może przeżyć poza macicą matki.

Płód jest częścią ciała kobiety

Przeciwnicy prawa do aborcji twierdzą nie tylko, że płód to człowiek, ale nawet, że nie jest częścią ciała kobiety tylko odrębnym człowiekiem. A tymczasem odrębność płodu oznaczałaby właśnie dokonanie aborcji. Płód jest fizycznie częścią ciała kobiety połączoną pępowiną. W całym okresie ciąży odżywia się poprzez to, co dostaje od matki. Jej sposób odżywiania się ma wpływ na jego rozwój. Jeśli ona za mało spożywa witamin, minerałów itd. może to mieć niedobre skutki dla zdrowia płodu, tak samo jeśli ona bierze leki, pali papierosy, czy pije alkohol. Jej stan zdrowia – fizyczny i psychiczny - wpływa na płód. Z kolei istnienie płodu w jej organizmie wpływa na jej samopoczucie i zdrowie.

Oczywiście, płód jest specyficzną częścią ciała, bo może się potencjalnie wyodrębnić i stać się samodzielnym człowiekiem, ale dopiero po co najmniej 22 tygodniach ciąży. W bardzo wielu przypadkach płód jednak nie staje się człowiekiem, ponieważ następuje poronienie samoistne lub kobieta uznaje, że nie może dokończyć ciąży i decyduje się na jej przerwanie. Zmuszanie kobiety do przejścia przez ciążę i poród wbrew jej woli powoduje lęk, depresję, rozpacz – i jest głęboko nieludzkie. 

Ratowanie życia?

Przeciwnicy prawa do aborcji przedstawiają się jako ratownicy życia i obrońcy najsłabszych. Tymczasem kobiety decydujące się na przerwanie ciąży często robią to w obronie już narodzonych lub przyszłych zaplanowanych dzieci. To nie jest nawet tak, że zakaz aborcji powoduje, że rodzi się więcej dzieci. Działanie ustawy antyaborcyjnej w Polsce przez 14 lat wyraźnie to pokazuje. W 1988 roku dokonano 105 333 aborcji, i miało miejsce 587,7 tys. porodów. W 2005 roku natomiast oficjalna liczba aborcji legalnie dokonanych wynosiła 225 a liczba porodów wynosiła ok. 364 tys. Czyli liczba porodów spadła o 38 proc. (Źródło: Raport: Zdrowie kobiet w wieku prokreacyjnym 15–49 lat, Polska 2006, wydany przez ONZ i Ministerstwo Zdrowia). Kiedy dodamy, że grupa kobiet w wieku rozrodczym powiększyła się o 496 tys. (5,3 proc.) od 1990 r. do 2005 r. oraz, że tylko 19 proc. kobiet w Polsce stosuje nowoczesną antykoncepcję – staje się jasne, że za oficjalną liczbą aborcji kryje się turystyka i podziemie aborcyjne o znacznej objętości – dostępne dla tych kobiet, które stać na kilkutysięczny wydatek.

Kiedy porównujemy Polskę do krajów, gdzie prawo aborcyjne jest najbardziej liberalne widzimy, że bardzo często współczynnik płodności jest wyższy w tych krajach. Wolność wyboru dla kobiet nie prowadzi do tego, że rodzi się mniej dzieci. W Polsce ten współczynnik płodności wynosi 1,5 (1995-2000), taki sam jak w Holandii (gdzie liczba aborcji jest wśród najniższych na świecie mimo jej dostępności na życzenie kobiety), w Szwecji wynosi 1,6, w Wlk. Brytanii 1,7 a w Norwegii 1,9 (gdzie corocznie dokonuje się ok. 14-15 tys. aborcji przy 4,5 milionowej ludności, ale jednocześnie rodzi się dużo dzieci).

Tam, gdzie aborcja jest dostępna na życzenie kobiety najczęściej warunki są lepsze dla matek i dzieci niż tam, gdzie jest ona zakazana. Prawo do aborcji było wywalczone przez ruchy kobiece i pracownicze, które również walczyły o polepszenie warunków materialnych i socjalnych oraz o szacunek dla kobiet i dzieci. Zakaz aborcji natomiast idzie w parze z traktowaniem kobiet i dzieci jako przedmiotów bez praw.

Narodowy autorytaryzm

Istotą argumentów skrajnie prawicowych “obrońców życia” jest stwierdzenie, że aborcja prowadzi do “wyginięcia narodu”. Rola kobiety to rodzenie dla narodu – im więcej dzieci tym lepiej – niezależnie od konsekwencji dla jej zdrowia i planów życiowych. Stosunek “obrońców życia”do edukacji seksualnej i antykoncepcji pokazuje, że nie chodzi im o ograniczenie liczby aborcji, tylko o kontrolowanie seksualności i płodności kobiet. Wpisują się w tradycję autorytarnych reżimów, takich jak hitlerowskie Niemcy, Francja czasów Vichy, Chile za dyktatury Pinocheta itd. Zakaz aborcji był istotną częścią ustawodawstwa tych państw. A poseł Piłka, który zaproponował pieniężną premię dla matek rodzących więcej niż sześcioro dzieci kopiuje Stalina, który odznaczał matki “medalem macierzyństwa” za rodzenie wysokiej liczby dzieci. Stalin zakazał aborcji odbierając kobietom prawa, które osiągnęły w wyniku rewolucji 1917 roku.

Czasami ludzie, którzy walczą o prawa kobiet mówią, że prawica chce uczynić z Polski europejski Iran. Tymczasem prawo aborcyjne w Iranie jest bardziej liberalne niż to, co chcą prowadzić panowie Giertych i Wierzejski. W Iranie aborcja jest dopuszczalna w pierwszych czterech miesiącach ciąży w przypadku rozmaitych chorób/uszkodzeń płodu oraz kiedy życie matki jest zagrożone. Ustawa została liberalizowana w 2005 roku, więc Iran idzie w odwrotnym kierunku od tego, w którym chce pchać Polskę skrajna prawica.

Decyzja kobiety

Kobiety mają, oczywiście, prawo chcieć i rodzić dużo dzieci, również w nowoczesnym świecie. Takim matkom należy się szacunek i pomoc materialna. Ale taki sam szacunek należy kobietom, które uznają, że mogą się spełnić lepiej w inny sposób niż poprzez bycie matką wielkiej gromady dzieci, czy w ogóle bycie matką. Ciąża, poród, opieka i wychowanie dzieci przez ok. 20 lat wymaga od matki (a w dwóch ostatnich sprawach także od ojca) zdrowia fizycznego, psychicznego, zapewnienia dostatecznych warunków materialnych i niematerialnych. Tylko kobieta, która ma dostarczyć te wszystkie warunki może oceniać, czy jest w stanie tego dokonać.

Jakim prawem panowie Giertych, Jurek czy Rydzyk mówią, że 40-letnia kobieta z trójką dzieci, która uważa, że nie ma siły i warunków by rodzić czwarte, jest morderczynią? Jakim prawem potępiają młodą kobietę, która nie czuje się w stanie wychowywać dziecka samotnie i chce rodzić, kiedy będzie miała odpowiednie ku temu warunki?  W debatach stale słyszymy, że Marek Jurek jest "szlachetnym politykiem", że ma "nieugięte zasady" i "moralny kręgosłup". Jest on jednak wielkim hipokrytą. Pojechał odwiedzić i wręczyć ryngraf Augustowi Pinochetowi, jednemu z najkrwawszych dyktatorów po drugiej wojnie światowej, odpowiedzialnemu za śmierć wielu tysięcy ludzi w Chile. W ustach wielbiciela Pinocheta słowa "szanowanie" i "ochrona" życia brzmią po prostu obrzydliwie.  Tak samo o szanowaniu życia nie mają prawa mówić ludzie, którzy bawią się swastykami lub bagatelizują taką zabawę. 

Większość ludzi w Polsce nie ulega dyktatowi skrajnej prawicy. Nawet jeśli liczba osób popierająca prawo do aborcji nieco spadła w ostatnich latach, stało się to w czasie ofensywy propagandowej fanatyków antyaborcyjnych, podczas gdy strona prokobieca była w defensywie. Pomimo tego w dalszym ciągu 44 proc. ludzi zgadza się z stwierdzeniem, że “kobieta – jeśli tak zdecyduje – powinna mieć prawo do aborcji w pierwszych tygodniach ciąży”. A rozwój ruchu na rzecz wyboru na pewno poprawi ten wynik.

Pierwsza wygrana w sprawie konstytucji nie oznacza, oczywiście, że nie będzie dalszych ataków na już bardzo ograniczone prawa kobiet do aborcji. Musimy być na to przygotowani, ale również korzystać z okazji, by być w tej sprawie bardziej ofensywni.

Przykład portugalski może powtórzyć się w Polsce. W drodze referendum obalono w tym katolickim kraju ustawę zakazującą aborcję (podobną do ustawy w Polsce) – teraz aborcja jest legalna na życzenie kobiety do 10 tygodnia ciąży. Stało się to już w pięć lat po przegraniu poprzedniego referendum. Dzięki aktywnej kampanii nastroje społeczne zmieniły się w tak krótkim czasie. Ostatnie demonstracje i protesty przeciw zmianom w konstytucji mogą stać się początkiem takiej kampanii, by zastąpić ustawę antyaborcyjną prawem dającym kobietom realne prawo wyboru.

Ellisiv Rognlien